Wiem, że wniosek, Trybunał Stanu, Tusk "walczy" w Brukseli, matka Madzi w areszcie -and inne głupoty.
A mnie jest przykro, z powodu człowieka, którego tak łatwo zamienić w flanelkę...
Uwielbiam Mariana Opanię. Uwielbiam go za każdą rolę, jaką widziałam, za głos i umiejętności wokalne, za całą radość, jaką mi dawał przez wiele lat. Uwielbiam go za inteligencję, bez której nie byłby tym, czym jest.
Więc mi po prostu faceta żal: nie myślałam, że można bać się aż tak. Co to za kraj, do q...y - nędzy...co z nas zrobiono... Przeczytałam, jak przepięknie Opania odmówił Krauzemu, używając słów wielkich, acz głupich.
Z filmu o Lechu Kaczyńskim można zrobić coś, co będą oglądać pokolenia, niezależnie od tego, czy Krauzemu wyjdzie arcydzieło. Taką rolą - a nie mam wątpliwości, jak to zostałoby zagrane - aktor przechodzi do historii.
Opania jest ze "starej szkoły", ludzi czytających, oświeconych o cały kosmos lepiej, niż panienki - celebrytki, latające na Krakowskie "w czasach krzyża" z gołą pupą, wpisując się w hołotę bez żenady. One muszą się lansować, natomiast nikt od nich nie wymagał łutu inteligencji, tego błysku w oczach, oczytania, którym podpiera się scenariusz, aby rola była pełna. Wystarczy, że błysną tą czarującą golizną.
Opania nie musi.
Nie mam cienia wątpliwowści, że Marian Opania doskonale potrafi wyciągać wnioski: kłamstwo smoleńskie od dawna przestało się bronić. I nikt mi nie wytłumaczy, że człowiek inteligentny nie rozumie tego, iż nie kłamie się, nie ukrywa i nie fałszuje dowodów bez przyczyny. Człowiekowi myślącemu już sam fakt ewidentnego łgarstwa daje do myślenia.
Nie wiem, czy naprawdę żałuję, że ten aktor nie zagra Lecha Kaczyńskiego. Osobiście wolałabym, żeby zagrał tę rolę ktoś bardziej anonimowy, nie kojarzący się tak bardzo z wieloma rolami, także komediowymi, więc wiele nie stracę, jeśli film powstanie. To trzeba zagrać "sercem", choć Dejmek porównywał aktorskie powinności do innej części ciała, twierdząc, że "aktor jest od grania, jak..." itd.
Jeśli czegoś żałuję - to tego, że mam pełną świadomość: gdyby ktoś Opani zaproponowałby rolę Goeringa, zagrałby ją nie mrugnąwszy okiem, choć trudno kogoś posądzić o "braterstwo dusz" z tym gościem.
"Aktor jest..." - brzmiałaby odpowiedź na k a ż d e pytanie.
I tak Opania "stracił okazję do siedzenia cicho", a także rolę życia.
Pewnie dalej będę go lubić, przyjmując aktora ( nie - człowieka) "z dobrodziejstwem inwentarza", ale już zawsze będzie mi się kojarzył z "zajęczą skórką".




Komentarze
Pokaż komentarze (31)