mona mona
2933
BLOG

Dziewica Owsiak, czyli nie zgadzam się ze Starym

mona mona Rozmaitości Obserwuj notkę 69

Niestety, za późno przeczytałam notkę Starego, żeby tam skomentować temat Owsiaka i jego WOŚP.

Stary jest zbyt wytrawnym blogerem, żeby się pomylić co do intencji.

Kiedy czytam coś takiego:  "Jerzy Owsiak jako syn milicjanta i ateistki nie może być dobroczyńcą. Takie zdanie, zamieszczone na parafialnej stronie prowincjonalnego probostwa i zresztą po medialnych protestach usunięte nie byłoby godne wzmianki gdyby nie znamionowało odkopania starej kości niezgody." - rozumiem , że z całą pewnością nie chodzi o to, o co chodzi naprawdę.

Z Owsiakiem autor robi ten sam "myk", który zrobił Morozowski, przywożąc do telewizji rozszlochaną Beatę Sawicką,  niewinną "ofiarę" podłych machinacji Ziobry, CBŚ, "agenta Tomka" i wszystkich wrednych pisowskich służb - czyli chwyt z  "dobroczyńcą", krzywdzonym posądzeniami o nieczyste intencje, podczas kiedy człowiek takowych nie ma.  Absolutnie!

 Po raz pierwszy dowiedziałam się z tej notki, czyim synem jest Jerzy Owsiak i muszę przyznać - nie obchodzi mnie, z czyich lędźwi się wziął. Obchodzi mnie natomiast kilka innych spraw.

Pierwsze moje znajome dziecko, zbierające na WOŚP miało do spłacenia dług: przeszło w niemowlęctwie poważną operację serca w szpitalu, który otrzymał sprzęt  od Orkiestry. Tej małej pacjentce już nic nie było potrzebne, ale nie brakowało i nie brakuje chorych dzieci i zrozpaczonych rodziców.
Nie powiem, żeby  - tak do końca - podobał mi się pomysł z wysyłaniem na styczniowy mróz małych dziewczynek, ale rodzice dziecka wiedzieli swoje - "Tak należy.  Dla niej też ktoś to robił.".

A na uwagę, że dzieciak będzie, z tą wypełnioną pieniędzmi  puszką na ulicy,  także w ciemnościach, bo przecież dzień krótki, odpowiadali, że idą przecież grupami, starają się wzajemnie "mieć na oku". No i - żebym nie krakała, dlaczego zaraz ma ją ktoś napadać?

Nic się nie stało. Tak samo zresztą, jak innym znajomym i "rodzinnym" dzieciom, które  zbierały na WOŚP.

Tylko... akurat ja mieszkałam w centrum, to do mnie przylatywały "na minutkę, na herbatkę" zmarznięte na kość dzieciaki, cały boży dzień krążące po ulicach z puszkami. Było mi ich strasznie żal, choć rozumiałam, że "niewyrabialne państwo" nie da chorym nieborakom tego, co może im dać Orkiestra, a samym dzieciom akcja daje niewątpliwą satysfakcję, zaspakaja ich potrzeby czynienia dobra.

Ale wciąż coś mi się w tej akcji i tak nie podobało.
Tak było do czasu, aż ktoś pierwszy - bo zawsze ktoś jest pierwszy - przyczepił się do "Przystanku Woostock".

Nie mam duszy śledczego, ale usłyszałam, jak - tytułem wyjaśnienia - Owsiak tłumaczy w RMF "jak komu dobremu", że ani złotówka ze zbiórek nie idzie na tę imprezę, ale odstetki może już wydać, na co chce. I już.
 I tę wieść Owsiak rzucił właśnie w styczniu, kiedy mnie jeszcze nie zszedł z serca widok tych zmarznietych,  szczenięcych "wolontariuszy"

Zaraz, a te odsetki? Skąd?

Rozumiałam, że WOŚP istnieje cały rok, nie jest w stanie poruszać się per pedes, ktoś musi tam być zatrudniony, bo sami wolontariusze nie wystarczą. Jednak, na zdrowy rozum, firma powinna zagwarantować sobie warunki przyzwoitego funkcjonowania, jakieś środki na oprawę finału - i tyle.

Natomiast dlaczego pieniądze, zebrane przez dzieciaki w najgorszym miesiącu roku, na mrozie, śniegu, deszczu, przeznaczane są na organizację letniego "spędu" dla młodzieży, która bynajmniej nie fatyguje się latać z puszkami ? A jeśli - to jest to działalność jednostkowa, nie masowa.

Uważam, że to jest gruba nieprzyzwoitość - to raz. Niezależnie od wydanych kwot, dużych, czy nie, sama sprawa jest mocno niemoralna.  A dwa: czasy naiwności dawno mi minęły.

Może tak jest, że "wszystko mi się kojarzy" - ale jeżeli już, to kojarzy mi się tak: na Woodstock przyjeżdżają  młodzi wyborcy, w odróżnieniu od tych, którzy zbierają na ulicach pieniążki dla chorych dzieci, a cała sprawa jest najnormalniejszą, prostacką propagandówą. Zwłaszcza, że w - odróżnieniu od funkcjonującego przecież Jarocina ( przynajmniej dawnego) - zespołom na Woodstock się płaci.

Tym razem jest śmieszniej: postanowiono odciąć trochę kuponów ojcu Rydzykowi. Czyż nie dlatego  nagle Owsiak ( czy Owsiakowy chlebodawca) zauważył istnienie "moherów", którzy dość masowo objawili się w Warszawie - i nie tylko, na "marszach radiomaryjnych"?

Bardzo zabawne, choć wielkiej mądrości do tego nie trzeba.






-

 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (69)

Inne tematy w dziale Rozmaitości