Mieliśmy tu trochę zamieszania w związku z wiadomą książką, ale cały czas mam w głowie zupełnie inny cusik, o którym jakoś nie mogę zapomnieć. I już sama nie wiem, czy mi się chce turlać z radości, czy załamywać ręce ze zgrozy. Nie mogę się powstrzymać, muszę to napisać, bo jednak cały czas siedzi mi w głowie sposób myślenia "autorytetów", pouczających mnie z ekranu.
Po raz n-ty klnę się, że świadomie, czyli z wyboru, nie oglądam Morozowskiego: wredne, głupie, rozpaczlwie tendencyjne, ale nie jestem jedynym mieszkańcem tego domostwa. Czasem ktoś włączy telewizor, a czasem tenże gra "sobie a muzom" - i tą sistiemą "wpadam" na Morozowskiego, czy inne "resortowe dziecię". Rzadko, ale się zdarza.
No i niedawno trafiła mi się taka gratka: czytałam coś w salonie, telewizor gadał - i nagle zorientowałam się, że nie tyle gada telewizor - ile niejaki Waldemar Kuczyński. To jest niezwykle zabawny facet, więc odłożyłam książkę i słuchałam z otwartą...no, niech będzie - gębą. Ale tym razem "kabaret pod Waldim" okazał się jakby mniej śmieszny.
Tu muszę zaznaczyć: aczkolwiek niechętnie, za to uczciwie próbowałam poszukać tego występu w archiwum "Tak jest" - i nie widzę szanownej twarzy na żadnym zdjęciu, czyli musiałabym mozolnie przesłuchiwać produkcje Morozowskiego.
No, nie - bez przesadyzmu.
Pozostaje mi opisać, co usłyszały moje uszy.
Oto - pełen bojowego zapału - Kuczński zaserwował mi tekst, który brzmiał następująco: PiS już nigdy, przenigdy nie wygra wyborów, ponieważ Polacy go nie chcą. No, to oczywiście nic nowego, natomiast uzasadnienie tej tezy brzmiało mniej - wiecej tak:
- Kuczyński Waldemar żyje w państwie obywatelskim. Natomiast Kaczyński ma zamiar zbudować państwo, w którym ważny będzie NARÓD, czego wymieniony sobie absolutnie nie życzy.
Z wielkim zainteresowaniem przygladał się temu przedziwnemu spektaklowi interlokutor ( bodajże prof. Dudek), ale już nie skomentował: Morozowski usłyszał, co chciał usłyszeć. Ale właściwie...co tu komentować...
Matko kochana!
Najpierw chciało mi się rzeczywiście załamać ręce, ale nie bardzo mogłam: trzymałam w nich wciąż potężny tom "Czasu honoru" ( jasne, że dostałam od Mikołaja). Oczywiście w pierwszej chwili pomyślałam, co musiałam: kto wariata wpuścił do studia? Acha, przecież Morozowski... "czego wymagać od wołu..."
Potem pomyślałam patetycznie - ile krwi polało się po to, żeby istniał NARÓD, dodajmy - żyjący we własnym państwie!
A potem zaczęłam się śmiać.
Pamiętacie sprawę malutkiej dziewczynki, bodajże Róży, którą odebrano rodzicom, bo biedni, potem zresztą zwrócono, ale w międzyczasie państwo obywatelskie obywatela Kuczyńskiego, bez pytania kogokolwiek o zgodę, wysterylizowało jej matkę. To nie było śmieszne, ale...
Tak jakoś przyszło mi do głowy: co by było, gdyby jakiś "nawiedzony" lekarz, działający dla dobra jakiejś wydumanej sprawy, zrobił obywatelowi Kuczyńskiemu taką samą przyjemność? Powiedzmy to jasno - zrobił z faceta "kapłona"? Czy dalej byłby dumnym obywatelem "państwa bez narodu" - i zwolennikiem radosnej działalności tego państwa?
Teraz powinnam trochę potruć o obywatelach, którzy zbankrutowali na skutek działalności tegoż państwa obywatelskiego, którzy umierają w kolejkach, na skutek działalności czegoś, co w obywatelskim państwie nazywa się "opieką lekarską" ...
Lista byłaby długa - ale to wszystko wiemy.
Myślę tak: niektórym, dość zresztą licznym, wszystko się pomyliło. Od czasu pewnego "Stołu" doznali poczucia własności tego państwa, w którym rozpychają się, jakby je sobie naprawdę kupili, pewni - póki co - bezkarności w obrażaniu współobywateli. Bo dla mnie ktoś, komu przeszkadza mój naród, jest żywą obrazą. Na szczęście nie uważam, żeby tego obywatela można było traktować serio.
I byłabym wdzięczna, gdyby nie było o "styropianie" - mam tego po samą kokardę.
Tylko patrzeć, jak - wzorem pana Zagłoby - obywatele Kuczyńscy zaczną nas traktować per "chamie".
Wybaczcie, moi drodzy, nie mogłam sobie odmówić, choć sprawa, ta konkretna, jest - jak u pana Wiecha - szyneczka "hamburska", która zwykła "trochę zalatać zapaszkiem".
Ale wciąż mam dylemat: śmiać się, czy płakać?
399
BLOG





Komentarze
Pokaż komentarze (26)