mona mona
399
BLOG

Rzecz o waryjotach.

mona mona Rozmaitości Obserwuj notkę 26

Mieliśmy tu trochę zamieszania w związku z wiadomą książką, ale cały czas mam w głowie zupełnie inny cusik, o którym jakoś nie mogę zapomnieć. I już sama nie wiem, czy mi się chce turlać z radości, czy załamywać ręce ze zgrozy. Nie mogę się powstrzymać, muszę to napisać, bo jednak cały czas siedzi mi w głowie sposób myślenia "autorytetów", pouczających mnie z ekranu.

Po raz n-ty klnę się, że świadomie, czyli z wyboru, nie oglądam Morozowskiego: wredne, głupie, rozpaczlwie tendencyjne, ale nie jestem jedynym mieszkańcem tego domostwa. Czasem ktoś włączy telewizor, a czasem tenże gra "sobie a muzom" - i tą sistiemą "wpadam" na Morozowskiego, czy inne "resortowe dziecię". Rzadko, ale się zdarza.

No i niedawno trafiła mi się taka gratka: czytałam coś w salonie,  telewizor gadał - i nagle zorientowałam się, że nie tyle gada telewizor - ile niejaki Waldemar Kuczyński. To jest niezwykle zabawny facet, więc odłożyłam książkę i słuchałam z otwartą...no, niech będzie - gębą. Ale tym razem "kabaret pod Waldim" okazał się jakby mniej śmieszny.

Tu muszę zaznaczyć: aczkolwiek niechętnie, za to uczciwie próbowałam poszukać tego występu w archiwum "Tak jest" - i nie widzę  szanownej twarzy na żadnym zdjęciu, czyli musiałabym mozolnie przesłuchiwać produkcje Morozowskiego.
No, nie - bez przesadyzmu.

Pozostaje mi opisać, co usłyszały moje uszy.

Oto - pełen bojowego zapału - Kuczński zaserwował  mi tekst, który brzmiał następująco:  PiS już nigdy, przenigdy nie wygra wyborów, ponieważ Polacy go nie chcą. No, to oczywiście nic nowego, natomiast uzasadnienie tej tezy brzmiało mniej - wiecej tak:

- Kuczyński Waldemar żyje w państwie obywatelskim. Natomiast Kaczyński ma zamiar zbudować państwo, w którym ważny będzie NARÓD, czego wymieniony sobie absolutnie nie życzy.

Z wielkim zainteresowaniem przygladał się temu przedziwnemu spektaklowi interlokutor ( bodajże prof. Dudek), ale już nie skomentował: Morozowski usłyszał, co chciał usłyszeć. Ale właściwie...co tu komentować...

Matko kochana!
Najpierw chciało mi się rzeczywiście załamać ręce, ale nie bardzo mogłam: trzymałam w nich wciąż potężny tom "Czasu honoru" ( jasne, że dostałam od Mikołaja). Oczywiście w pierwszej chwili pomyślałam, co musiałam: kto wariata wpuścił do studia? Acha, przecież Morozowski... "czego wymagać od wołu..."

Potem pomyślałam patetycznie - ile krwi polało się po to, żeby istniał NARÓD, dodajmy - żyjący we własnym państwie!

A potem zaczęłam się śmiać.

Pamiętacie sprawę malutkiej dziewczynki, bodajże Róży, którą odebrano rodzicom, bo biedni, potem zresztą zwrócono, ale w międzyczasie państwo obywatelskie obywatela Kuczyńskiego, bez pytania kogokolwiek o zgodę, wysterylizowało jej matkę. To nie było śmieszne, ale...

Tak jakoś przyszło mi do głowy: co by było, gdyby jakiś "nawiedzony" lekarz, działający dla dobra jakiejś wydumanej sprawy, zrobił obywatelowi Kuczyńskiemu taką samą  przyjemność? Powiedzmy to jasno - zrobił z faceta "kapłona"? Czy dalej byłby dumnym obywatelem "państwa bez narodu" - i zwolennikiem radosnej działalności tego państwa?
 

Teraz powinnam trochę potruć o obywatelach, którzy zbankrutowali na skutek działalności tegoż państwa obywatelskiego, którzy umierają w kolejkach, na skutek działalności czegoś, co w obywatelskim państwie nazywa się "opieką lekarską" ...

Lista byłaby długa - ale to wszystko wiemy.

Myślę tak: niektórym, dość zresztą licznym, wszystko się pomyliło. Od czasu pewnego "Stołu" doznali poczucia własności tego państwa, w którym rozpychają się, jakby je sobie naprawdę kupili, pewni - póki co - bezkarności w obrażaniu współobywateli. Bo dla mnie ktoś, komu przeszkadza mój naród, jest żywą obrazą. Na szczęście nie uważam, żeby tego obywatela można było traktować serio.

I byłabym wdzięczna, gdyby nie było o "styropianie" - mam tego po samą kokardę. 
 
Tylko patrzeć, jak  - wzorem pana Zagłoby - obywatele Kuczyńscy zaczną nas traktować per "chamie".  

Wybaczcie, moi drodzy, nie mogłam sobie odmówić, choć sprawa, ta konkretna, jest - jak u pana Wiecha - szyneczka "hamburska", która zwykła "trochę zalatać zapaszkiem".

Ale wciąż mam dylemat: śmiać się, czy płakać?
 
 
 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Rozmaitości