W tom bezpticzu i żopy nietu.
Łabendź nie wielbłąd, ale niech pije za swoje.
10 obserwujących
193 notki
57k odsłon
325 odsłon

Trzy strzały, parytet i ta Bieńkowska. Opowieść tragikomiczna w dwu częściach - c.d.

Wykop Skomentuj3

motto: ... i zadrżał Saul, widząc tych strzelców.


... na kilka dni przed świętami z komisariatu Policji Państwowej w Dzierżoniowie wysłano, w celu doprowadzenia poszukiwanego przestępcy, patrol złożony z dwóch funkcjonariuszek.

Partol zastał figuranta w "lokalu gastronomicznym", gdzie poszukiwany raczył się piwskiem w towarzystwie znajomych. Prawdopodobnie miejsce, obecność towarzystwa, oraz last but not least rodzaj konsumowanego napoju - a może tylko widok dwóch umundurowanych dziewczyn, stojących naprzeciw stolika - sprawiły, że nie zadziałała powaga urzędu, zaś poszukiwany, zamiast pozwolić się skuć zaczął, kolokwialnie mówiąc, lecieć w kulki.

Kiedy funkcjonariuszki nie pozwoliły się skołować opowieściami o rzekomej omyłce, niedoszły aresztant, zdrowy, dwudziesto-paroletni byczura, postanowił po raz pierwszy skorzystać z przewagi fizycznej - zerwał się od stołu i zaczął uciekać. Dziewczyny ruszyły za nim. I kiedy w nocnych ciemnościach straciły "cel" z oczu, postanowiły prowadzić pościg osobno.

Jedna pozostała na miejscu, by obserwować drogę, druga, poniesiona ułańską fantazją, a może tylko ufnością w zawieszony przy biodrze, siedemnastostrzałowy pistolet typu "Walther", ruszyła tropić uciekiniera w zarastających pobocze krzakach. Tropić nad wyraz skutecznie, bo niedługo. Poszukiwany, bojąc się widocznie uciekać na otwartej przestrzeni (kilka tygodni po głośnym incydencie w Koninie), a widząc, że stracił ukrycie, skorzystał z przewagi fizycznej po raz drugi: rzucił się na policjantkę i zaczął ją dusić.

Na odgłos szamotaniny nadbiegła koleżanka zaatakowanej; widząc groźną sytuację wyciągneła broń i oddała strzały ostrzegawcze [wszystkie agencje podają w liczbie mnogiej]. Wystrzały, chociaż nie odstraszyły napastnika, uratowały sytację: zaalarmowany hukiem, przypadkowy mężczyzna przybiegł na miejsce bijatyki, obezwładnił dusiciela i uratował policjantki z poważnego niebezpieczeństwa. 

I tak wszystko skończyło się po rosyjsku: śpiewem i tańcem, zwłaszcza gdy historia dotarła na portale informacyjne.

Internety najpierw zastygły w zdumieniu, a potem kwiknęły z radości. Komentarze szły w tysiące. Oprócz uwag zupełnie przytomnych: że nawet patrol mieszany do niektórych zadań zupełnie się nie nadaje, że trzeba być idiotą, żeby wysłać dwie kobiety po typa skazanego i poszukiwanego listem gończym, że uzbrojenie nie zastąpi szkolenia, a co dopiero prostej masy mięśniowej, uwag całkiem przytomnych: że patrole żeńskie policji zawsze powinny składać się z dwóch funkcjonariuszek i zapewniającego im ochronę przypadkowego przychodnia, osunęła się lawina komentarzy mniej albo bardziej dowcipnych. Dowcip większości z nich opierał się na aluzjach do tej okoliczności, że miejscem komentowanego zajścia były przydrożne krzaki. Bodaj czy nie  dyskutowano, ile to guzików bluzy mundurowej powinny funkcjonariuszki przed aresztowaniem rozpiąć, żeby poszukiwany z własnej woli sam za nimi poszedł. Niektórych proponowanych wówczas metod obezwładniania nie będę tu nawet, ze względu na przywoitość, cytować.


Dla obrony honoru kraju, oraz obydwu odważnych dziewczyn przypomnę, że gdzie indziej bywało gorzej. Znacznie gorzej. I to bywało dokładnie w miejscu, które opisałem we wstpęnej części notki - w ludowo zdemokratyzowanej, zliberalizowanej i poprawnościowo rozfilozofowanej - aż po objawy zbiorowego obłędu - Europie Zachodniej.

Kilka lat po zamachu na klub "Bataclan", jakiś pochodzący z ciepłych krajów żulik z nożem, w biały dzień, na ludnej ulicy rozbroił patrol policji, złożony z dwóch kobiet w średnim wieku. A potem obie policjantki, z ich własnej broni zamordował. Wymachując dwoma zdobycznymi "cudownymi dziewiątkami" poszedł sobie wprost do pobliskiej szkoły, gdzie tkwił zabarykadowany przez co najmniej kilkadziesiąt minut, zanim nie zastrzeliła go ściągnięta na miejsce jednostka AT. Do rzezi Bogu ducha winnych dzieci nie doszło tylko dlatego, że dysponujący zapasem 35 naboi w obu magazynkach nie chciał nikogo więcej zabijać. Widocznie zachował resztki sumienia.


Niech obie stytuacje, ta opisana wczoraj i ta opisana dzisiaj,  posłużą do porównania dwóch filozofii i dwóch polityk.

Filozofii amerykańskiej, przaśnej, wstecznej, zacofanej i zanarchizowanej, w której obywatelom zostawia się i prawo i realną możliwość samoobrony przed przestępcą, który przestępca tak nakazy, jak i  i zakazy kodeksów karnych (w tym zakaz posiadania broni) z założenia zlewa ciepłym moczem.

Oraz nowoczesnej, demokratycznej, liberalnej a zarazem państwowotwórczej i zideologizowanej - aż po celowe prowokowanie patologii społecznych - filozofii europejskiej, filozofii która w imię sprawiedliwości społecznej i powszechnej szczęśliwości odbiera obywatelom większość praw, a odpowiedzilnymi za bezpieczeństwo publiczne czyni służby państwowe, zaopatrzone w zaawansowaną broń i środki techniczne.

Służby, które wysyłają na ulicę funkcjonariuszy uzbrojonych po zęby, ale całkowicie niezdolnych do pełnienia swoich zadań - tylko dlatego, że oficjalna polityka "zjednoczonej" Europy w imię sprawiedliwości społecznej i powszechnej szczęśliwości zanegowała rzecz tak oczywistą, jak dymorfizm płciowy gatunku homo sapiens.


PT czytelnicy nowocześni, postępowi i liberalni, którym słowo "homo" kojarzy się z sześciobarwnym sztandarem, niech sobie hasło "dymorfizm płciowy" znajdą w Wikipedii.



# broń palna, zagrożenie, bezpieczeństwo publiczne, słaba płeć




Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo