W tom bezpticzu i żopy nietu.
Łabendź nie wielbłąd, ale niech pije za swoje.
5 obserwujących
156 notek
48k odsłon
503 odsłony

Spadkobiercy, czyli problemy z "mieniem pożydowskim".

Wykop Skomentuj5

<<(...)Sąd zgodził się na zbadanie tych świadków.

 Pierwszy stanął przed kratkami Abram Pinkt.

 „Czy znacie Mateusza Sikorę?“ zapytał sędzia.

 „Kto nie zna Mateusza Sikorę? cała okolica go zna. Jest znaczny gospodarz.“

 „Czy widzieliście Mateusza czwartkowej nocy?“

 „Dla czego nie miałbym go widzieć?“On u mnie nocował." (...)

 „Jak dawno Abram zna Mateusza Sikorę?“

 „Dawno, ile lat nie mogę porachować, może dwadzieścia, może trzydzieści, może i więcej.“

 „Proszę pana sędziego, wtrącił ekonom, ten żyd, to Mateusza wspólnik, on kradzioną zwierzyną handluje.“

 „Niech pan ekonom nie robi komu obrazy, bo ja też mogę powiedzieć, jakiem pan zbożem handluje.“

 „A tobie co do tego?“

 „Mnie nic, ale dziedzicowi może. Ja myślę, że dziedzic ma dużą ciekawość do takich spekulacyi.“

 „Cicho!“ zawołał sędzia, „to do sprawy nie należy. Abram ma zeznawać. Więc Mateusz Sikora noc czwartkową przepędził u was w waszym domu?“

 „Nie mogę powiedzieć, że w moim.“

 „A w czyim?“

„Prześwietny sądzie, ja nigdy nie wdaję się w fałsz, żyję samą prawdą; jak staję za świadka, to choćby za rodzonym ojcem nie powiem gorzej, tylko tak jak prawda, i dla tego nie mogę z czystem sumieniem powiedzieć, że Mateusz w moim domu nocował. Cha! cha! żebym ja miał ten dom! byłbym bogacz, ale prześwietnemu sądowi wiadomo, co to są domy żydowskie... niby jest dom, a nie jest, niby jest gospodarz, a nie gospodarz. Burmistrz, sam pan burmistrz może zaświadczyć, co się dzieje, jak przyjdzie płacie podatki. Czyste rozbójstwo się robi. Biją się, kłócą, krzyczą, ten na tego spycha, tamten na owego, niech Bóg broni.“

 „To do sprawy nie należy.“

 „Owszem, proszę prześwietnego sądu, należy i bardzo należy. Sąd się pyta, czy Mateusz nocował w moim domu?“

 „Tak.“

 „No, ja przysięgałem, ja chcę czystą prawdę powiedzieć, ani trochę więcej, ani trochę mniej, tylko czystą prawdę jak szkło. Dom nie jest mój, choć nie mogę też przysięgać, że jest wcale nie mój. Ja jestem Abram Pinkt, a do tego domu ma jeszcze prawo Lejzor Pinkt i dzieci Symchy Pinkta, co już nie żyje, i Janklowa Brodawka, i Boruchowa Migdał, co są moje rodzone siostry, a po panieńsku także się nazywają Pinkt. W tym domu nocował Mateusz...“

 „Dobrze, ale w waszem mieszkaniu?“

 „Trochę w mojem, a trochę nie w mojem...“

 „To ma znaczyć, że część nocy przepędził u was, a część gdzieindziej?“

 „Nie, on wszystkie części nocy przespał u nas; od wieczora do północka, od północka do świtu, i od świtu do białego dnia też...“

 „Jakto u nas, co mam przez to rozumieć?“

 „Niech prześwietny sąd rozumie, że teraz są ciężkie czasy... człowiek szuka dochodu... bo dochód wcale nie chce szukać człowieka... Chwalić Boga, mam swoją stancyę, ale nie jestem wielki pan, ani hrabia, żebym sam ze swoją familią w całej stancyi mieszkał... więc odnajmuję dwa kąty; jeden trzyma Wigdor Katz, drugi Nehemia Rosendorf, bardzo porządni kupcy, po czterdzieści groszy tygodniowo za komorne mi płacą. Oni też widzieli, jako Mateusz przyszedł z wieczora, jako był trochę słaby na plecy i przez to chciał się wygodnie wyleżeć dla odetchnienia i wypoczynku... Ja mu tego nie broniłem, położył się na ziemi i spał...“

„Któż to widział?“

 „Kto? Wszyscy... Wigdor Katz, Nehemia Rosendorf, oni też spali, każdy na swojem łóżku, a prócz tego byli u nas kilku uczciwych Źydków: Mendel Kobiałka, Chaim Czymszel Rotfisz, Berek Lejb Kocker, Uszer Dreidelszpil, Chuna Kiwa Kaprawy, Mojsie Laibele Gancleben... był też i Fiszel Spokojny i Majer Mendel Dubeltówka...

 Dosyć!... Abram wyliczasz cały spis ludności miasteczka...

 Broń Boże, ja tylko powiadam prawdę, kto był...

 W jakim celu zgromadziło się tylu Żydów u Abrama?

 Ja powiem całą prawdę...

 Nebemia Rosendorf, co w mojej izbie mieszka, robił chrzciny dla swego synka, co jemu przybył niedawno... do takiego interesu potrzeba dziecięć Żydków; to on ich akurat tyle zaprosił. Osiem gościów, a Wigdor Katz i ja, to razem dziesięć, niech prześwietny sąd sam porachuje. Z tych dziesięciu Żydków jest tu dziś we wsi sześciu, oni stoją przed sądem, można ich zaraz zawołać, oni poświadczą, że widzieli, jak Mateusz spał, jak okropnie chrapał... Na moje sumienie, chłopskie spanie musi być bardzo ciężkie, bo takiego chrapania ja w mojem życiu nie słyszałem. Widać Mateusz w sercu miał feler, skoro i bańki także na drugi dzień stawiał...

 Sędzia zwrócił się znów do Mateusza.

 „Po co jeździliście do miasteczka?“

 „Podług poratowania zdrowia... jako mnie okrutnie w plecach rozłamało, że całkiem dychać nie mógłem, i podług pożyczenia pieniędzy...“

 Wezwani Żydzi stwierdzili bytność Mateusza w miasteczku nocy czwartkowej.

 Sędzia kiwał głową, ławnicy uśmiechali się. Wystąpił przed kratki ekonom Barnaba.

 „Cygaństwo to wszystko, prześwietny sądzie,“ zawołał, „takich świadków, jak Mateuszowe świadki, można dostać za dwa złote kopę... Zwąchały się Żydy z tym oto starym rabusiem i bronią go, ale sprawiedliwość prześwietnego sądu nie da się otumanić... Koguciński jest dawny gajowy, wypraktykowany, złodziejów leśnych zna na wylot, po chodzie wymiarkuje każdego, toż skoro Koguciński świadczy, wiara przy nim powinna być... Mateusza w domu nie zdybał, konia nie zdybał, ani siekiery też... a przecie do baniek stawiania siekiera mu nie była potrzebna... Ja z przeproszeniem prześwietnego sądu nosem czuję, że Sikora dąb ukradł. To złodziejstwo w nos bije... Jego sukmanę do tej pory czuć świeżą dębiną... jeszcze nie wywietrzała...“

 „Aj waj,“ odezwał się półgłosem Abram, „jaki czujny nos... widać dla tego taki czerwony jest...“

 Barnaba, nie zważając na przycinek, prawił dalej.

 „Wiedzą sąsiedzi, jak kto siedzi...“ wiemy czem się Sikora trudni... Czy go kto widział kiedy przy robocie, jak gospodarza, żeby orał, bronował albo młócił... Żebym tak spuchł, jeżeli ten chłop bierze kiedy cepy do garści... Nocą tylko myszkuje jak borsuk, zwierzynę niszczy, drzewo kradnie, i dopieroż, z kochanym Abramem w handelek się bawi. Abram też znany cygan jest, kradzione kupuje, co właśnie jakoby sam kradł.“

 „Ja bardzo proszę prześwietnego sądu,“ odezwał się Abram, „całe to paskudne gadanie żeby było zapisane. Ja pana Barnabego będę skarżył o potwarz.“

 „Dość,“ rzekł sędzia, „Mateusz Sikora, czy masz jeszcze co do powiedzenia?“(...)>>


źródło: Internet. Wytłuszczenia, zaznaczenia, grube, lecz w pełni uzasadnione aluzje: moje [M.C.]



# miliardy, miliardy, chyba z 1500% na rok



PS. Nie biorę żadnej odpowiedzialności za tytuł albo tagi, jakie temu tekstowi nada (w ewentualnym napadzie dobrego humoru) administracja portalu Salon 24. Ani za to, do jakiego działu trafi.

Nie biorę także żadnej odpowiedzialności za wstawki Admina w tekst notki, ani za inne ingerencje w jej treść i układ, ze strony Administracji, bądź innych pracowników Salon 24.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka