Apeluję do wszystkich braci i sióstr krwi i poglądów, abyśmy nie linczowali naszych przeciwników porównaniami z Targowicą. Owszem, analogia historyczna jest silna i na nasze nieszczęście niejako powtarzalna.
Ale przyjmijmy rzeczywistość taką, jaką jest - na chłodno i z umiarem.
Raz, nie ma twardego dowodu, który współczesny Branicki czy Potocki poprosił brukselski dwór o pomoc.
Dwa, jeżeli dzisiaj nazwiemy ich Targowiczanami, to musimy być konsekwentni (taka karma...) i jutro powiesić ich albo chociaż ich portrety na Rynku Starego Miasta lub przed kościołem św. Anny (niestety, w Wilnie już chyba nie...).
Trzy, jeżeli już dzisiaj zużyjemy inwektywy targowickie, to jakich innych użyjemy, gdy zmierzymy się z rzeczywistą powtórką z historii I Rzplitej?! Czyli z konfederacją (zwaną dalej komitetem...), której akt podyktuje jakiś nowy szef kancelarii nowego Potiomkina?! Po uchwaleniu nowej konstytucji na miarę Konstytucji 3 maja?! Kto wie, może Konstytucji z 10 kwietnia...?
Cztery, delektujmy się logiką Historii, która - po pierwsze - nie pozwala współczesnym Branickim i Potockim chwalić się zawczasu, a po drugie - najczęściej powtarza się jako farsa.
Targowiczanie, nie dojrzewajcie...



Komentarze
Pokaż komentarze (1)