9 obserwujących
273 notki
397k odsłon
848 odsłon

Malarstwo Jose Guerrero i niesamowite „koszmary senne” artysty...

Wykop Skomentuj49

Sztuka współczesna i nowoczesna na wesoło (Jose Guerrero)

Dzisiaj pozwolę sobie rozpocząć tę „ucztę duchową” od pokazania jednego z obrazów namalowanych przez hiszpańskiego malarza Jose Guerrero. Sam artysta, choć u nas nieco słabiej rozpoznawalny... w świecie sztuki uznawany jest za mistrza, a jego płótna zaliczane są do arcydzieł malarstwa, więc uznałem, że warto się z nim nieco bliżej zapoznać.

Wspomniany obraz, to olej na płótnie o rozmiarach 203 x 119 cm, który jest wystawiany w Muzeum Patio Herreriano w Valladolid. Nazywa się on „Andaluzja”, powstał w 1965 roku, a wygląda mniej więcej tak:

image

Przyznaję, że kiedy go pierwszy raz zobaczyłem, to poczułem coś w rodzaju bezradności... do tego stopnia, że trudno mi się było zdecydować, z której strony na niego patrzeć, bo z żadnej nie potrafił do mnie przemówić. Wtedy dotarło do mnie, że chyba kolejny raz nie wiem - „Jak czytać sztukę?”. Uznając swą małość, sięgnąłem po odłożoną na półkę książkę i zapoznałem się z profesjonalną opinią specjalistki z branży.

Przeczytałem i się zamyśliłem... – Boże, żeby wszyscy mieli taką wiarę...

Ale nie będę wam przeszkadzał, tylko na chwilę zostawię was sam na sam z autorką książki „Jak czytać sztukę?”. Żebyście się w tym opisie nie pogubili, to sugeruję, żeby jednak od czasu do czasu zerkać na fotografię dzieła, o którym opowiada...

 „Płótno stworzone w intensywnej i eleganckiej tonacji, składa się z wielkich pól koloru, nałożonych z porażającą i spontaniczną energią, za którą kryją się lata dyscypliny technicznego rygoru. Dla Guerrero płaszczyzna płótna to jakby obszar konfrontacji trudnych doświadczeń, na którym widać ślady emocji twórcy. Formy, wyraźnie oddzielone, do przesady, to czerwone plamy – kolor granadyjskiej ochry - przecięte na wskroś czarną, szeroką rzeką, w kształcie meandru. Niżej, po prawej stronie – zawsze na dole obrazu są jakieś epizody, istotne z punktu widzenia formy – widać dwa ciemne kształty, jakieś dwie planety, czarne i szare, namalowane za pomocą mocnych potarć pędzlem, połączone małym czerwono- żółtym wirkiem. Nie ma konturów, tylko parę grubych pociągnięć pędzlem. Jak podmuchy wiatru, impulsywnie nałożone, gwałtownie zamiatają płótno.

Obraz jest jak oddychające płuco, ponieważ ta czerwona masa o różnej gęstości wydaje się leżeć na żółtej lagunie, widocznej tylko na skraju. Ta żółć obdarza dzieło słonecznym światłem, to lekko wibrująca materia malarska, jak u Matisse’a...”

Ujrzeliście to? Tak? To wam zazdroszczę, bo też chciałbym to zobaczyć, a nie potrafię. Poczytałem więc, co autorka sądzi o artyście i wierzcie mi... – wcale nie poczułem się lepiej. Zresztą sami zobaczcie: -

„Tylko jeden koszmar senny, zawsze ten sam, zatruwa te lata: śnił, że jest pogrążony w dławiących go cieniach, aż w końcu znajduje niczym okno – kolor... to on mnie zawsze wybawiał. Te nocne poszukiwania wyjścia na światło, wizja życia i osobistej wolności jako wkroczenia w świat koloru – zapowiadają najważniejsze uwarunkowanie w tym życiu bez korzeni, w życiu malarza w ciągłej „gotowości”... W czasie, gdy Guerrero maluje ten obraz, przełamuje pewne osobiste bariery i podejmuje artystyczne decyzje. Pozostawił za sobą cztery trudne lata psychoanalizy: ona dała mu wsparcie w jego życiu bez korzeni, pozwoliła mu bronić wolności widocznej w jego malarstwie, nauczyła go większej jasności konstrukcyjnej: odtąd jego badanie malarstwa będzie śmielsze, pewniejsze i bardziej poruszające: będzie to akt odwagi bez precedensu, który doprowadzi go do malowania „bez sieci””

Uf... przeczytałem. Przed oczyma zrobiło mi się ciemno i poczułem się artystycznie przyduszony, a w głowie kołatało mi zaczerpnięte skądś przekonanie, że z tej matni może mnie wyrwać tylko kolor. Że jeśli chcę poczuć się znowu wolny - nie mam wyjścia, tylko szybko muszę skorzystać z przemyśleń mistrza i śmiało wkroczyć w świat koloru.

Stworzyłem więc coś takiego...

image

Teraz, gdy patrzę na kolorystykę stworzonego obrazu, to się zastanawiam, czy aby nie postąpiłem zbyt zachowawczo. Może jednak trzeba było pójść na całość?

Co do samego płótna – już wyjaśniam. Jak widać na pierwszy rzut oka, to obraz abstrakcyjny - dlatego też nie wiem, co on dokładnie przedstawia... po prostu tak mi wyszło.

Nazwałem go „W krainie tęczy – zaloty”, ale nie mam pojęcia, czy to komuś pomoże w jego zrozumieniu.

I na koniec jeszcze jedna prośba - nie łączcie tej wizji z koszmarną krainą zawłaszczoną przez potwora GENDER-a, a raczej z cudowną, kolorową przestrzenią spod „znaku przymierza”.

PS. – Chyba każdy zorientował się, że praca przedstawiona na początku tekstu nie jest dziełem Jose Guerrero. Jest oczywiście mojego autorstwa i pochodzi z czasów, gdy moja twórczość - tkwiąc jeszcze w okowach mroku... dopiero wyrywała się ku jaśniejszym tonacjom.

Spontanicznie nadałem płótnu tymczasową nazwę - „Biały trójkącik” i tak już pozostało.


Wykop Skomentuj49
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura