nhmaciek nhmaciek
87
BLOG

Otwinowski wspomina i kreśli perspektywy (1971)

nhmaciek nhmaciek Kultura Obserwuj notkę 0

Na 20-lecie Nowej Huty szanowane Wydawnictwo Literackie z Krakowa wydało album zatytułowany Nowa Huta. Pierwsze socjalistyczne miasto. Wprowadzenie do albumu skreślił znany publicysta i dramatopisarz Stefan Otiwnowski (1910-1976). Gdy Otwinowski odchodził z tego świata, ja na ten świat przyszedłem. Sam album to głównie zdjęcia. Jest kilka byków w ich podpisach (pomylone osiedla), ale fotki pierwszorzędne autorstwa Hermanowicza, Gawlińskiego, Suberlaka czy Wesołowskiego. Lubię wczytywac się w to co opisywali literaci i pisarze o Nowej Hucie od samego początku jej budowy. Będziemy sobie to tutaj przybliżac. Nie wiem czy wierzyli w to co pisali czy nie, ale warto do tego wrócic, przeanalizowac. Otwinowski gdy Nowa Huta zaczynała się wzbijac pisywał o niej reportaże. Po dłużej przerwie powrócił na okrągłe urodziny wizytówki Planu 6-letniego powspominał i nakreślił perspektywy. Przed nami 60-lecie. Zobaczmy co z tych perspektyw Otwinowskiego pozostało. A z tego wprowadzania wyłania się nowe, wielkie miasto, duże, przestrzenne, z charakterem... Zapraszam do lektury.

Z pierwszych, zaraz po wojnie, wyjazdów "w teren" dobrze zapamiętałem drogę w stronę Nowego Brzeska. Ocalały, piękny Kraków i wszystkie wychodzące z Krakowa trakty, pełne uroku... Za Nowym Brzeskiem były Pławowice z klasycystycznym pałacem, dzieło bliźniaczo podobne do Belwederu, nic dziwnego zresztą, bo twór tego samego Kubickiego. Z Pławowic uczyniono pierwszy w kraju dom pracy twórczej, rezydował tu Leopold Staff, rezydował od lat okupacji, przygarnięty koleżeńsko przez Morstina. Jeździłem więc z Krakowa do Pławowic ciężarówką po wyboistej drodze, żeby aprowidowac tę nową naszą siedzibę, bo owszem, pałac nam przyznano, ale poza pałacem nic... Wkrótce zrzekliśmy się pałacu.

Minęło niewiele lat i znowu ciężarówką zacząłem jeździc w tamtą stronę. Minąwszy pokaźną budowę fabryki  papierosów w Czyżynach, nie osiągając Igołomi, a za to skęcając nieco ze starego traktu w lewo, wóz zatrzymywał się przed dwupiętrowym domem, gdzie zaczynał działac sztab budowy n o w e g o  m i a s t a.. Ponieważ w mieście mieli osiedlic się hutnicy, pracownicy przyszłych wielkich zakładów produkcyjnych, więc i obszar ten - mimo, że był to teren granicznych dwóch zwykłych wsi, Pleszowa i Mogiły - zaczęto nazywac Nową Hutą. Kierującą siłą sztabu, rzec można, wizjonerem tej sztabowej placówki był inżynier Zrałek. Więc właśnie w tym pierwszym murowanym budynku, na długo przed powstaniem ulic, alei i placów, zobaczyliśmy plany, wydawało się , nierealne, słuchaliśmy objaśnień, które brzmiały jak poetycki koncept. O, bo też pierwszy dyrektor budowy nowego miasta miał w sobie coś z poety, choc odznaczał się mocnym, ani trochę nie chwiejnym charakterem i skromnością zwykłego murarza. "Zamieszka tu sto tysięcy ludzi". Sto tysięcy?! Na placyku, gdzie dziś najstarsza poczta, stał zawsze gotowy do drogi wóz, otwarty, mocny, umiejący pokonywac piramidy piachu, doły, błoto, jakie błoto! Ruszaliśmy do miejsc gigantycznych wykopów. A kiedyś było i tak: zwaliła się ściana głównego kolektora. Wtedy zrozumiałem, że to, co soę tu między Pleszowem a Czyżynami zaczyna dziac - to rzeczywiście wielka bitwa, obfitująca w cykl potyczek, które wygrywa się nie od razu i nie we wszystkich starciach.

Kiedyś, wiosną 1950 roku, przyjechałem do dyrekcji ZOR-u wcześnie rano po materiały do kolejnego reportażu. Stanęliśmy przy oknie i nagle dyrektor zaczyna krzyczec, nie wiadomo, z oburzenia czy z entuzjazmem: "Skąd ten dach? Skąd się wziął ten dachw bloku na lewo?" Wybiegł z sąsiedniego pokoju  inżynier, za nim sekretarka. "To grupa  braci Fików z Myślenic całą noc pracowała samorzutnie, walcząc w ten sposób z deszczami...". Rzeczywiście wiosna tego roku była ogromnie deszczysta. Jeszcze tego samego dnia doczekałem się meldunku brygady z Szamotuł, deklarującej budowę dachu z pokryciem w ciągu najbliższej nocy. Tak rodziła się inicjatwa brygad i, śmiało można powiedziec, najbardziej frontowe współzawodnictwo pracy.

Innym razem asystowałem - były to już późniejsze lata - przy dyskusji na temat ogródków działkowych. Ogródki stanowiły jeden z kardynalnych warunków osiedlenia się śląskich hutników  w tym nowym i jeszcze wtedy bardzo  nieprzytulnym "mieście".  Duża przestrzeń na sady, ogrody nie od razu zmieściła się w umysłach sztabowców. Ale hutnicy wygrali. I oto my, mieszkańcy Krakowa, mamy dziś jeszcze jeden cel letnich i jesiennych spacerów. Wysiadłszy na placu Centralnym, można przejśc się szeroką, wielkomiejską  ulicą Igołomską - tak, to dawna droga wśród wybojów w stronę Nowego Brzeska - można skręcic potem w Bulwarową, będzie się miało po jednej stronie czyste w linie i fakturze dzięsiopiętrowe  domy mieszkalne, a po stronie drugiej te ogródki właśnie. W nich kwiaty, warzywa, zapach kopru. Dopiero w dalszym tle, jakby dla uwznioślenia głównej alei, wyrastają kominy huty. Nie opodal ogródków, również w sąsiedztwie ulicy Igołomskiej, pozostałe stare osiedle Mogiła, rezerwat podkrakowskiej wiejskiej architektury, z dwoma kościołami - jeden drewniany, zabytkowy, drugi kościół to sławny od wieków klasztor Cystersów z wystrojem barokowym, ale wiele w nim fragmentów i z innych epok.

Wspominając, nie tylko widzę, ale i słyszę tamte lata... Kiedy gmach teatru pozostawał jeszcze w rysunkach technicznych, a dla sal kinowych szukało się odpowiedniego miejsca w nierównym, błotnistym terenie, wieczór wśród baraków i namiotów nie był przecież martwy. Kłóciły się ze sobą rytmy i melodie z różnych stron kraju; każda niemal  grupa tęskniła muzycznie za swoimi dalekimi stronami. Nie zawsze  bywały to co prawda strony dalekie. Ale właśnie wtedy, w tych początkowych latach pięcdziesiątych, można się było przekonac, że inaczej tańczą i śpiewają  krakowiaka chłopcy spod Miechowa czy Przybysławic - inaczej ci z Mogiły i z Czyżyn. A rytm tańca przechodził często w zwady, bijatyki. Najchętniej i najzgodniej słuchano Cyganów. Wśród instrumentów prym wodził akordeon. Pierwsze zespoły metodyczne rozwijające samorodny kunszt to były zespoły akordeonistów.

Dobrze pamiętam pierwszy nowohucki teatr. Mieścił się w baraku i nazywał się "Nurt". Wiadomo. Jego reżyser i wychowawca napisał o nim książkę. W październiku 1969 roku umarł Jan Kurczab, ten niestrudzony pionier upowszechniania kultury. Zamknęła się jeszcze jedna karta czasu historii - ale nie pamięci. O eksperymencie "Nurtu" nie wolno zapominac; był nizmiernie ważny i społecznie, oświatowo. Dawał dobre przedstawienia, miał swych entuzjastów wśród widzów. Tak więc teatr zawodowy nie zaczął działac tu w próżni.

Teatr zawodowy... Długa i różnoraka jest jego droga. Teatr Ludowy w pewnym okresie, w czasach jego największej popularności i estymy, nazywano "teatrem Skuszanki". Ale to już inna sprawa. W tym wstępie wypada mi tylko przypomniec, że gdy rozwijała się i stabilizowała owa scena - ulice, place i aleje nowego osiedla jednoczyły się już wyraźnie z Krakowem, by wreszcie stac się bardzo żywotną dzielnicą najkulturalniejszej w kraju metropolii.

Wrócmy na chwilę w krąg placu Centralnego. Zewnętrza architektura tego miejsca przypomina fragmenty innych nowych lub odnowionych miast - ma jednak mimo wszystko własny charakter i przez swą częśc otwartą w stronę parku, w stronę Wisły zyskuje wdzięk specjalny. Przestrzeń ta pozwala szeroko oddychac, życ płucom i oczom. Wnętrza magazynów, sklepów, dużej księgarni, klubu, czytelni mówią nam wiele i ciekawie o sposobie współżycia i wypoczynku, o aspiracjach, a także o rozpoczętym przecież dopiero procesie postępu kulturalnego mieszkańców najbogatszej obiektywnie dzielnicy wielkiego miasta.

Z placu Centralnego prowadzi szeroka, dobrze zabudowana aleja Lenina w stronę kombinatu. Skręciwszy z tej magistrali w jedną z bocznych uliczek, znowu na moment uwikłamy się uroczo w dawnośc i sielskośc: zatrzyma nas dworek Matejki. Pięknie odrestaurowany, pełniący niekiedy rolę domu kultury... Istnieją w Nowej Hucie dwie sprawnie pracujące tego rodzaju placówki, ale wiemy i to, że budowa godnego tej, jak się rzekło, żywotnej i rozległej dzielnicy - domu kultury to ważne, jeśli nie najważniejsze, zadanie na bliskie lata.

Od sielskiego dworku Matejki, orientując się według starej szosy do Proszowic, po niewielu minutach znajdziemy się w okolicy malowniczo i roztropnie zagospodarowanych Wzgórz Krzesławickich. Wysokie, dosyc luźno sąsiadujące z sobą domy, zaplecze gospodarcze, dużo zieleni - i widok szeroki. Widok, który człowiekowi znającemu niedaleką przeszłośc tego obszaru powie najwięcej i przypomni sprawy sentymentalne. Właśnie. Autor wstępu do tej książki, widzicie, też nie umiał i zresztą nie chciał się od nich uwolnic.

A na koniec dodam, że mgła, ta znan krakowska mgła, uwidoczniona nieraz w secesyjnym malarstwie, cudownie opisywana w literaturze, ta mgła jesienna, krakowska potrafi objąc i ten na wskroś nowy system architektoniczny. Wtedy spacer nasz czy to najstarszą ulica Klasztorną, czy wśród młodych brzóz ulicy Nowotki zyskuje sens poetycki i jakąż to w myślach perspektywę! Oto także w ten sposób udało nam się rozerwac krąg krakowskich Plant, krąg choc piękny, to jednak ciasny, bardzo ciasny.

 

nhmaciek
O mnie nhmaciek

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura