Teraz coś z odrobiną humoru i tzw. lajciku. Tadeusz Gołaszewski podaje kilka przykładowych anegdot z Nowej Huty. Wpis datowany jest na 20 maja 1953 r. A zatem pora zupełnie wiosenna. Anegdoty to jedno, a cała masa mitów negatywnych względem Nowej Huty to drugie. Z tym ostatnim trzeba się rozprawiac na różne sposoby. Duża rola Muzeum Nowej Huty z os. Słonecznego 16. Poznajmy zatem te anegdoty...
Nowohuckie anegdoty
Wokół codziennego życia mieszkańców Nowej Huty, miasta już 35-tysięcznego, powstają przeróżne anegdoty. Dotyczą one przeważnie różnych mniejszych lub większych bolączek, pracy i warunków mieszkalniowych. Oto kilka z nich:
Mieszkańcy Krakowa są bardzo zmartwieni: podobno coraz częściej poczta krakowska odbiera listy adresowane: "Kraków pod Nową Hutą". Przykre to dla zastarzałych ambicji i królewsko-stołecznego miasta, ale płakac nie należy - świat idzie naprzód.
Wielu z pracowników Nowej Huty mieszka jeszcze w hotelach pracowniczych, czekając na przydział własnego mieszkania. Jesto to o tyle przykre, że w hotelach tych nie ma pokoi małżeńskich i pracujące w Kombinacie małżeństwa żyją w przymusowej rozłące. Jedna z żon postanowiła obejśc hotelowy regulamin i przy pomocy koleżanek spuściła z okna drugiego piętra wiadro na sznurze, ażeby w tej prowizorycznej windzie wciągnąc do swego pokoju małżonka. Małżonek spóźnił się jednak, a w wiadrze ulokował się... milicjant, którego przedsiębiorcze niewiasty, wprowadzone w błąd ciemnością, wciągnęły na górę. Epilogiem tego wypadku był mandat karny. Historyczny mandat przechowywany jest w Dyrekcji Hoteli Pracowniczych jako przestroga.
Nie ulega wątpliwości, że Nowa Huta jest najbardziej "teatralnym" miastem w Polsce. Gdyby do któregoś z warszawskich czy krakowskich teatrów prowadziła taka droga jak do "Nurtu", teatr ten świeciłby pustkami. A w "Nurcie" zawsze jest komplet, mimo, że w czasie deszczu otoczenie jego przemienia się w jeden łańcuch bajor i kałuż.
Czy w budynku tlenowni przechowywana jest jakaś świętośc czy też nader osobliwa tradycja nakazuje wchodzic tam bez butów? Nie? Więc może laboratorium centralne jest jakąś czcigodną świątynią wiedzy? Chyba jeszcze nie, bo przez okna widac dopiero gołe, nie wyprawione ściany. Dlaczego więc tylko na bosaka można przekroczyc próg laboratorium? Bo takie błoto panuje wokół tych obiektów, że nogi po kolana grzęzną w żółtej, tłustej glinie (...)




Komentarze
Pokaż komentarze