mw02 mw02
761
BLOG

Okręgi jednomandatowe? U nas?

mw02 mw02 Polityka Obserwuj notkę 53

Proponowane przez ultra-prawicowców jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW) groziłyby w Polsce dyktaturą lub zamieszkami ulicznymi.

Problem: czy systemem WIĘKSZOŚCIOWY czy PROPORCJONALNY tkwi głównie w tym, że JOW grożą, iż ogromna większość wyborców mogłaby być pozbawiona jakiejkolwiek reprezentacji parlamentarnej. Natomiast w wyborach proporcjonalnych taka groźba jest znacznie mniejsza.
Dlatego w systemie JOW konieczna jest większa niż w systemie proporcjonalnym akceptacja ze strony wyborców pozbawionych reprezentacji dla parlamentarzystów, którzy uzyskali mandat .
A to jest możliwe zasadniczo tylko w dwóch przypadkach:
1. W społeczeństwie o dużej kulturze politycznej, o dużym stopniu wzajemnego zaufania, w utrwalonej demokracji
i/lub
2. W społeczeństwie, w którym poglądy ekstremalne są słabo obecne i gdzie zróżnicowanie polityczne między partiami w kwestiach zasadniczych dla wyborców nie ma charakteru destrukcyjnego.

Żaden z tych warunków nie zachodzi obecnie w Polsce.

Teoretycznie, w JOW, przy na przykład dziesięciu kandydatach, gdyby jeden z nich uzyskał 10,0001% głosów, a pozostałych dziewięciu po 9,99991% głosów, to absolutną większość (100% miejsc w parlamencie) miałaby partia reprezentująca poglądy tylko 10 procent wyborców (głosujących na tego pierwszego); pozostałych 90 procent wyborców nie miałoby reprezentanta! Musieliby więc mieć zaufanie do tego wybranego albo różnice w programach między tymi dziesięcioma kandydatami (i różnice w poglądach wszystkich wyborców) musiałyby być możliwe do negocjacji.
Taka sytuacja jest obecnie w Polsce nie do wyobrażenia.

Istnieje też w systemie JOW (w krajach anglosaskich) b. istotny i wywołujący poważne kontrowersje problem granic okręgów wyborczych i nieustannej ich zmiany, co nie jest aż tak znaczące w systemie proporcjonalnym. Dlaczego? A dlatego, że w systemie JOW zakres okręgu wyborczego w o wiele większym stopniu wpływa na wynik wyborów w danym okręgu (a więc na wynik ogólny wyborów).

Wyobraźmy sobie, znowu teoretycznie, takie ustalenie granic okręgów wyborczych w kraju, że, mając podobne ilości wyborców (co jest wymagane w wyborach powszechnych), każdy okręg zawierałby 51% ludności wiejskiej i 49% ludności miejskiej - odzwierciedlając mniej więcej sytuację kraju: 51% obywateli mieszka na wsi, 49% w mieście .
O władzę walczyłyby trzy partie: Miejska, reprezentująca 3/4 mieszkańców miast; Wiejska, reprezentująca 3/4 mieszkańców wsi; i Nijaka, reprezentująca pozostałą 1/4 wyborców w każdym z tych dwóch obszarów.  A więc partia Miejska miałaby 36,75% ogólnego poparcia, Wiejska 38,25% poparcia i Nijaka - 25% poparcia.
W systemie JOW wystąpiłoby ryzyko, że 100 procent miejsc w parlamencie zdobyliby kandydaci partii Wiejskiej, reprezentujący tylko 38% wyborców (bo każdy z nich, w każdym okręgu, miałby ok. 38% głosów, podczas gdy kandydat partii Miejskiej - ok. 37% głosów, a partii Nijakiej - ok. 25% głosów. Pamietajmy, że w JOW wygrywający bierze wszystko!). Pozostałe 62% wyborców zostałoby bez reprezentacji parlamentarnej!
Natomiast w systemie proporcjonalnym, biorąc pod uwagę poprawkę (najczęściej d’Hondta), partia Wiejska miałaby ok. 42% miejsc w parlamencie, Miejska ok. 39% miejsc, a Nijaka - ok. 19% miejsc.

Chyba widać, że w polskich warunkach system proporcjonalny jest jedynym sensownie możliwym. Chyba, że marzy nam się dyktatura albo zamieszki uliczne.

Czy chcielibyśmy narażać się na sytuację, że w Polsce jedna partia, obojętnie jaka, mając poparcie tylko 4 spośród 10 wyborców, mogłaby utworzyć rząd większościowy? I mieć absolutną władzę???
Myślę, że u nas to za duże ryzyko….

mw02
O mnie mw02

krytyczny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (53)

Inne tematy w dziale Polityka