Zapewne, jako niedzielny felietonista, Kaczyński jest lepszy od Tuska, no ale Tusk pisze przecież jako sternik nawy państwowej, odpowiedzialny za los czterdziestu milionów ludzi, jego rola jest zupełnie inna niż rola gazetowego komentatora politycznego.
W istocie nie sądzę, aby to Jarosław Kaczyński pisał, w każdym razie nie jest autorem ostatecznej formy (tak chyba się dzieje z dużymi tekstami „dużych” polityków). Mimo że Kaczyński podkreśla, że to on, celowo, ubrał tekst w ironiczną formę, to jednak zupełnie nie jego styl. Kaczyński jest, oczywiście, bardzo inteligentny, ale przecież bardziej serio. A to jest raczej felieton (a właściwie kilka felietonów, ze względu na długość artykułu) i to dość powierzchowny. Typowa dziennikarska robota. Nie ma w tym pasji, z jaką Kaczyński zazwyczaj się wypowiadał. Jest w tym felietonie jakaś nieistotna drobiazgowość i, wbrew pozorom, brak w nim zdecydowanego „cięcia”. Zamiast tego są chwytliwe paradoksy i gierki słowne. Zdaję sobie sprawę z tego, że Kaczyński wreszcie pewnie dostrzegł, iż większość społeczeństwa nie jest w stanie sprostać jego „talmudycznej” inteligencji i wszelkie „seriozne” dywagacje są jak grochem o ścianę, a z kolei swym radiomaryjnym językiem nie może się przecież zwracać do czytelników opiniotwórczych dzienników. Tak więc, chcąc wykorzystać swą przewagę nad dość topornym stylem i prostym językiem Tuska (który chyba jednak sam pisze swoje teksty…), Kaczyński „przegiął pałę”, bo umieścił swą krytykę na poziomie znacznie niższym niż poważny tekst Tuska.
Oczywiście, tak niesamowicie złożona materia jak polityka rządu podczas kadencji i jej społeczne, kulturowe, geograficzne, ekonomiczne uwarunkowania, wewnętrzne i zewnętrzne, poddaje się każdej, dowolnej interpretacji. I tekst Tuska (a właściwie to, co tekst ten opisuje i wyraża), i to, co wyraża tekst Kaczyńskiego, może zostać przez przeciętnego dziennikarza, a nawet przez zdolnego maturzystę zgrabnie odsądzone od czci i wiary, pochwalone jako samo sedno rzeczy, albo zlekceważone jako takie tam sobie pisanie, nudniejsze (Tuska) lub dowcipniejsze (Kaczyńskiego). Bystrzejsi zdadzą sobie nawet sprawę z tego, że dowcipnie mógł pisać tylko Kaczyński, bo przecież o tym, co pisał Tusk, w publicznej wypowiedzi, premierowi państwa pisać "ironicznie" jednak nie przystoi.
Wszystko właściwie zależy od dyspozycji oceniającego (i czytelnika), jego upodobań, nastawień, zarówno politycznych jak i estetycznych, a nawet sympatii osobistych (czy wręcz osobowościowych). I to wcale nie jest kwestią jakiegoś nieuprawnionego relatywizmu, ale po prostu tego, że nie da się jednoznacznie ocenić czegoś tak, z natury rzeczy, niejednoznacznego. Nie da się „obiektywnie” stwierdzić, że jest tak, jak pisze Tusk, albo tak, jak pisze Kaczyński. Można tylko „subiektywnie” zadecydować. Co też robimy wszyscy (no, część z nas) co cztery lata, podczas wyborów.
Już sam fakt opublikowania tych artykułów w dwóch tak różnych ideologicznie, a jednocześnie tak sprzyjających „ideologii” ich autorów, gazetach jest tego najlepszym dowodem. I całe szczęście. Źle by było, gdyby tylko jeden z tych tekstów był „słuszny”. Kto wie, czy Kaczyński właśnie tego, po raz pierwszy, nie zrozumiał?
P.S. Ktokolwiek to pisał, zastosował nieładne chwyty, podstawiając za sformułowania użyte przez Tuska, inne, podobne, ale tylko pozornie synonimiczne, aby ułatwić sobie zastosowanie „ironicznej formy” (te „branże i instytucje”, te drogi, to przesunięcie akcentów z kryzysu jako całości na cząstkowe jego elementy, przez które następnie definiuje całość – dostrzegam tu szkołę prowadzenia „dyskusji” nie Schopenhauerowską, ale raczej leninowsko-marksistowską). Tusk tego nie robi, może dlatego, że nie potrafi tak, albo nie pozwala, żeby ten, kto za niego pisze, używał tego rodzaju metod.
Generalnie, w artykule Tuska widzę staranną pracę myślową, zaciętość, masywne poczucie odpowiedzialności, chęć przekonania, chęć wzbudzenia zaufania do siebie.
U Kaczyńskiego natomiast dziwnie niepasujący do niego ton uniku, kawaleryjskiego lekceważenia, popisywania się i fanfaronady nawet, skrywający obawę przed poważnym, na serio, „konfliktem” intelektualnym. (Byłem nawet zdziwiony słabym oporem PiS wobec reformy emerytalnej rządu.
Jest jakaś łatwa powierzchowność, brak starania w działalności Kaczyńskiego i jego partii.) Ciekawa ta konfrontacja.



Komentarze
Pokaż komentarze (44)