Tym razem to on! Sam prezes to napisał! Poznaję! To jego styl! Ten jego „program” polityczny, przedstawiony w dzisiejszej „GW”, to lista pobożnych życzeń. Zwykłe Wańkowiczowskie „chciejstwo”.
Warto być.... Warto być.... Warto być.... I tak 12 (słownie: dwanaście) razy!
Oczywiście, że (jak pisze prezes) warto.
- Warto być łatwo się adaptującym, obowiązkowym, gotowym.
- Warto nie być narażonym, odnosić korzyści, mieć poczucie.
- Warto żeby była, by trwała.
- Warto móc korzystać z wygód i z zasłużonego.
- Warto być Polakiem, który nie jest narażony.
Ale jak to zrobić, żeby być? Ani jednej realistycznej propozycji, sensownego planu, praktycznej rady.
No bo co, jeśli Polak jednak jest narażony? I co, jeśli wcale nie adaptuje się łatwo, jeśli nie jest obowiązkowy ani gotowy? A co, jeśli nie odnosi korzyści i nie ma wcale poczucia? I co, jeśli jeszcze ciągle nie może korzystać z wygód ani z zasłużonego?
Co wtedy? Udawać, że tak nie jest? Schować głowę w piasek radiomaryjnych uniesień i nowej „gomułkowszczyzny”? Pocieszać siebie (i innych) swoją litanią do wiecznej pocieszycielki naszej i mamić iluzjami, że jest nie tak, jak jest, ale tak, jakby się chciało, żeby było?
Albo przykrywać niewygodne fakty dowolnymi „interpretacjami”, podbijać „narodowego” bębenka i „robić ludziom dobrze”, tak jak w dzisiejszym tekście:
Pisząc, że niski poziom bezrobocia był „skutkiem polityki PiS”? Kiedy każdy gimnazjalista już chyba wie, że był skutkiem szaleńczego trwonienia kasy, która, w okresie rozbuchanej hossy gospodarczej świata, przed samym kryzysem, przytrafiła się Kaczyńskiemu jak przysłowiowej ślepej kurze ziarnko? I zamiast wykorzystać ten dar losu dla odłożenia na ciężkie czasy, jego rząd roztrwonił pieniądze, kupując za nie poparcie społeczne, które i tak okazało się niewystarczające, aby wygrać wybory w 2007 roku.
A może mamy uwierzyć, że „absolutnym priorytetem” rządu Kaczyńskiego był „szybki rozwój oraz gruntowna modernizacja”? Kpi czy o drogę pyta? Nawet kibole wiedzą dziś, że nie tylko absolutnym, ale i jedynym priorytetem Kaczyńskiego była lustracja, Rydzyk, IPN i Kamiński w CBA? I nic, „absolutnie” nic innego.
Czy też powinniśmy, jak sam prezes, ubolewać, że nie stoimy jeszcze na tym samym poziomie, co Szwecja, Finlandia i Dania, do których Kaczyński porównuje nasz ubogi kraj? Przecież to jeszcze lepsze niż te niegdysiejsze „wakacje pod palmami” dla emerytów. „Polska musi”, „zamiast”, „powinniśmy”, „Tusk mógłby skupić się, na tym, co naprawdę”.... I tak w kółko....
Gdzie ten człowiek żyje? Na Marsie? Gdzie jego realizm? Czy on w ogóle kiedykolwiek był realistą? Przecież brak jakichkolwiek sukcesów politycznych Jarosława Kaczyńskiego w ciągu prawie 20 lat jego politycznej „aktywności” świadczy niezbicie o tym, że brak mu najważniejszej cechy polityka: poczucia rzeczywistości. Nawet wygrana w 2005 roku była bardziej wynikiem społecznego zawrotu głowy i „narodowej” megalomanii po wejściu do UE, niż rezultatem działań prezesa.
To ja już wolę w wykonaniu Kaczyńskiego niedzielne felietony niż taką „zupę z gwoździa”. A dawać sobie radę z trudną rzeczywistością sensowniej jest z Tuskiem.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)