mw02 mw02
98
BLOG

Konserwatysty manipulacje pamięcią: Szułdrzyński w "Rzeczpospoli

mw02 mw02 Polityka Obserwuj notkę 6

Oto, jak manipuluje prawicowy, „filozofujący” redaktor naczelny „Nowego Państwa” Michał Szułdrzyński w post-pisowskiej „Rzeczpospolitej” („Opinia publiczna jak złota rybka”, 28.11.2007 r.).

Mowa znowu (to konik „Rz” w ostatnich dniach) o Platformy grzechu „postpolityki” i naiwności opinii publicznej, która dała się Tuskowi nabrać, miast zawierzyć Jarosławowi Kaczyńskiemu, „politykowi pamiętającemu i przypominającemu”. Skoro więc o pamięci i przypominaniu mowa, trochę historii przedstawionej w szczególny sposób.

Ot, chociażby takie zdanko: „Język Platformy (...) obfituje w takie przejawy miłości jak ‘polityczni dewianci’ czy ‘dorzynanie watahy’. Nie ma dziś sensu pytać, kto zaczął (...)”. Ale przedstawić te inwektywy w sposób sarkastyczny i sugerujący, że zaczęła Platforma, widocznie warto. Ot, taka „miłość” a la „Nowe Państwo”.

Albo inny kwiatek z łączki pamięci: „Warto (...) zapytać o (...) niedopuszczenie Platformy do rządów w 2005 roku. (W) książce Kazimierza Marcinkiewicza czytamy, iż koalicji nie chciał przede wszystkim Donald Tusk. (...) Ale czy ta (...) informacja dotarła do świadomości publicznej? Nie” – odpowiada sobie Szułdrzyński. Ten fragment ma sprawiać wrażenie, że oczywisty opór Platformy przeciw zawarciu koalicji z PiS to jakaś dotąd najgłębiej skrywana tajemnica, dziś dopiero ujawniona przez Szułdrzyńskiego, a ponadto, ponieważ autor nie przedstawia powszechnie znanych i akceptowanych przyczyn tego oporu PO – wyglądać ma tak, jakby sprzeciw miał na celu spowodowanie porażki PiS i upadku państwa. Tymczasem dla ogromnej większości  z nas od dawna wiadome jest, że PO nie mogła wejść w koalicję z PiS, bo wiedziała, że przypominałaby ona sytuację niewolnika do robót fizycznych, zdanego na pastwę paranoidalnego klawisza, dysponującego kluczem do cel wszelkich służb tajnych i jawnych. Czy opinia publiczna powinna dziwić się postawie PO? Nie – odpowiem tym razem ja. Wbrew inwektywom autora, sugerującego że nowa władza decyduje „o czym należy zapomnieć” – pamiętamy bardzo dobrze. A jeśli chodzi o to, „kto ma władzę nad tym, jaką interpretację przeszłości narzucimy opinii publicznej”, to Szułdrzyński ma litość nad sobą (i PiS-em) i o pisowskiej „polityce historycznej” ani mru, mru.

Autor sugeruje, że Tusk nie pamięta, jak „dokładnie przed 20 laty pisał (...) iż polskość to niemoralność, która wywołuje u niego odruch buntu”. Szułdrzyński dopuszcza amnezję u Tuska na podstawie jego niedawnych słów o „miłości do Najjaśniejszej Rzeczpospolitej”. Widocznie Szułdrzyńskiemu polskość kojarzy się wyłącznie z pojęciem Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Jak to u konserwatywnego państwowca, dla którego tylko państwo, a poza tym nic. A przecież ta polskość, ta nasza swojskość, to pojęcie niezwykle szerokie, obejmujące także „chorobę duszy Polaków – antysemityzm”, o czym pisał prof. Śpiewak, to opresyjny, skansenowski wręcz katolicyzm, jakiego nigdzie już na świecie nie uświadczysz, to przysłowiowe w wielu kulturach polskie niechlujstwo, to korupcja na skalę będącą ewenementem w państwach demokratycznych, to wrogość i brak zaufania ludzi wobec siebie niespotykana w całej współczesnej Europie. I jak nie ma to wywoływać odruchu buntu? Manipulacyjne, nieuczciwe zestawienie pojęć w artykule „Rz” godne jest tabloidu.

Szułdrzyński wie, że „Opinia publiczna nie chce też pamiętać, że specjalista od budowania miłości wprowadził w swej partii zamordyzm nieporównywalny z wodzowskim PiS-em”. Zdanie to ma sugerować, że skoro opinia nie chce pamiętać, to znaczy, że było jej to wiadome. Ale ja nie wiem, mimo że jestem częścią opinii publicznej, zorientowaną pewnie nieco lepiej niż przeciętnie. Nic o tym nie wiem, żeby Tusk wprowadził „zamordyzm” nieporównywalny z „wodzowskim PiS-em”. Jeśli już, to „zamordyzm” kojarzył mi się (i ciągle kojarzy) z PiS-em właśnie, bo to widziałem na własne oczy, oglądałem to przez dwa lata. A co do wodzostwa Tuska, znam je tylko z ... opowieści sympatyków PiS, takich jak np. Szułdrzyński. Może rzeczywiście Tusk kieruje partią sprawnie, potrafiąc jednocześnie utrzymać się w ramach akceptowanych przez opinie publiczną? Może nadaje się bardziej na szefa rządu niż jego poprzednik?

Ale zupełnym kuriozum jest wniosek, jaki Szułdrzyński wyciąga nie tylko ze swych dywagacji, ale z całej historii ostatnich lat i z wyniku wyborów z 21 października. O co tak naprawdę, wg niego, chodziło nam wszystkim, tym rzeszom protestującym przeciw PiS-owi, tym 70 procentom wyborców, którzy głosowali przeciw partii Kaczyńskiego? Otóż wg publicysty „Okazuje się więc, że problemem Polski pod rządami PiS nie było zagrożenie demokracji, zastraszanie czy nadużywanie służb specjalnych (...), ale kwestia stylu – brak elegancji i nieufność”. Na jakiej podstawie Szułdrzyński opiera swój wniosek? Ano, bo „Ewa Milewicz apelowała w ‘Gazecie Wyborczej’ do marszałka Sejmu o więcej elegancji i wielkoduszności wobec opozycji”. Więc Szułdrzyński wnioskuje stąd, że tylko o to chodziło społeczeństwu. Że protest wobec niszczenia demokracji wcale nie był protestem, a tylko pretekstem, aby dostać ... więcej elegancji. Do tego sprowadził protest społeczny prawicowy redaktor. Ale też trudno się dziwić tej aroganckiej arbitralności Szułdrzyńskiego. Skoro uważa on opinię publiczną za złotą rybkę, „której pamięć waha się między tygodniem a trzema miesiącami”, to jasne że nie może przywiązywać wagi do decyzji tejże opinii. Tylko że z tą pamięcią to nie tak: „tam gdzie stało ZOMO” czy „powtórzy się 13 grudnia” zadźwięczały nam wyraźnie choć ponuro po 25 latach, a „Polska dla Polaków” czy „zrobimy z wami, co ...” to pamięć żywa mimo upływu wielu dziesiątków lat.

I to właśnie zaskakuje mnie u konserwatysty. Taka dezynwoltura jeśli chodzi o pamięć, jej lekceważenie. No bo co innego im, konserwatystom, pozostało, jeśli nie pamięć? Złota rybka?

mw02
O mnie mw02

krytyczny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka