Zazwyczaj mówi się, że czwarta władza, czyli dziennikarze, to ostoja demokracji i wolności (naszej, między innymi). Czy rzeczywiście? Dziennikarz, aby być wiarygodnym, musi być niezależny. Względnie i rozsądnie niezależny materialnie, to znaczy zawodowo. Czy jest takim w Polsce? Chyba nie. Od skrzywienia brwi naczelnego gazety, od politycznego widzimisię szefa redakcji radiowej czy telewizyjnej, zależy jego, dziennikarza, czy jej, dziennikarki, standard życia, być albo nie być. Wystarczy jedna nieopatrzna uwaga, mała odchyłka od azymutu w tekście, skarga złożona nie w tym czasie do nie tego gremium, co trzeba – i dziennikarz jest zdany na pastwę losu. Ma przecież rodzinę, dzieci, nie zawsze odłożone oszczędności na czarną godzinę – o wiele częściej spłaty pożyczki hipotecznej, może alimenty... Ugnie się. Ze łzami, na kolanach, przyczołga się z przeprosinami, żebrząc o łaskę. To ludzkie, nie ma w tym nic nagannego. Ale – jednocześnie – między bajki możemy włożyć mniemanie o stalowej niezależności dziennikarza, który ma na uwadze tylko jedno: informować nas o prawdzie bez względu na wszystko. Przykład?
Maciej Łętowski, były szef IAR, opisuje w dzisiejszym wywiadzie prasowym (GW) perypetie dziennikarki Polskiego Radia, wyrzucanej przez szefa PR, Jerzego Targalskiego. Dziennikarka broniła się przed wyrzuceniem argumentami rodzinno-finansowymi. Targalski odpowiedzieć miał w taki sposób, że interweniował zarząd PR i „Targalski dał jej spokój”. Kiedy jednak prasa opublikowała relację z rozmowy dziennikarki z Targalskim, „wówczas przybiegła [do Macieja Łętowskiego] roztrzęsiona, że teraz to na pewno on [Targalski] ją zwolni. Powiedziała, że wszystkiemu zaprzeczy. I faktycznie napisała takie oświadczenie. [Maciej Łętowski ma] wrażenie, że napisała je pod groźbą utraty pracy”.
Ja też mam takie wrażenie. I nie dziwię się. Kobieta, mająca na utrzymaniu dwójkę adoptowanych dzieci. Jej i ich życie zależy od tego, czy będzie miała tę pracę, czy ją straci. Żeby jej nie stracić – zrobi wszystko. Czy można wierzyć dziennikarzom?
A politykom? Mówi się o ich wrodzonej wręcz skłonności do mataczenia, krętactwa, kłamania itp. A ja mam zaufanie do polityka. Do Grzegorza Schetyny. Tak, m.in., odpowiada na pytania w dzisiejszym wywiadzie prasowym (GW).
„Pyt.- Jaki będzie los religii w szkołach?
Odp.- Moim zdaniem religii nie powinno być na maturze. Ocena z religii nie powinna być wliczana do średniej.
P- Czy państwo ma finansować budowę Świątyni Opatrzności?
O- Nie powinno.
P- Główny spór polegał na tym, że min. Kopacz chciała wpompować dodatkowe pieniądze w służbę zdrowia, a premier się nie zgodził?
O- Tak.
P- Czemu od razu nie powiedzieliście, że wzięliście to, co przygotował Religa?
O- To był błąd.
P- A pańskim zdaniem [szef CBA] powinien odejść?
O- Tak.
P- Status [CBA] jest chyba bezsensowny?
O- Zgadzam się, to bez sensu.
P- Jarosław Sellin obawia się, ze stowarzyszenia będą rekomendować do władz mediów publicznych osoby zaprzyjaźnione z PO.
O- Radziłbym Sellinowi, by nie wypowiadał się w tej sprawie. [...] Niszczył media razem z ludźmi Samoobrony i LPR-u.
[I na koniec]
O- ... Zakładamy, że wygramy wybory do europarlamentu, samorządowe, prezydenckie i kolejne”.



Komentarze
Pokaż komentarze