mw02 mw02
29
BLOG

Era Platformy

mw02 mw02 Polityka Obserwuj notkę 4
Cokolwiek pokażą jeszcze słupki sondażowe, albo powie jeden czy drugi Kaczyński, stała się rzecz nieodwracalna. Wyszliśmy ze średniowiecza. Nastała nowa era.

Wyszliśmy z przeszłości, wchodzimy, jeszcze nieśmiało, jeszcze krokiem słonia w sklepie porcelany, w erę nowoczesności. Erę Platformy. Nie uważam przy tym, że Platforma jest już teraz na zawsze. Nie, padnie pewnie, jak każda partia w demokratycznym, współczesnym społeczeństwie, po kilku – kilkunastu latach rządów. Ale chodzi mi o to, że dołączamy do zupełnie – dla nas – nowego świata, i że już zawsze będziemy ten okres pamiętali jako Erę Platformy. Od tego, kto ją zapoczątkował.

Jeszcze dwa lata temu, ba, rok temu, wydawało mi się, że te kilkanaście ostatnich zgrzebnych lat tzw. transformacji, to był jakiś ewenement, aberracja społeczna w tym kraju przeszłości, zapyziałej swojskości, wstecznictwa, wstydu, ksenofobii, samozadowolenia, niewolniczej mentalności, represji i regresji, poddania się dyktatowi paternalizmu i przemocy. Myślałem, że te ostatnie kilkanaście lat, od 1989 do 2005, było wynikiem jakieś dziwacznej mutacji, która okazała się dla tego skamieniałego organizmu letalna i została wyeliminowana. Podwójne zwycięstwo PiS jesienią 2005 roku wydawało się potwierdzać powrót polskiego społeczeństwa w utarte koleiny „naszości”, wrogiej wszystkiemu, co nie jest „nasze”. A potulne, wydawałoby się, poddanie się prymitywizmowi i atrakcyjności ćwierćinteligentnej hucpy, religianctwa i ekonomii tłumu, potwierdzało moje przewidywania. Wydawało się, że wszystko podporządkowane będzie właśnie temu: starej wsi, Anielkom, chlebowym piecom, Jankom Muzykantom, procesjom paraliżującym życie całego państwa, urojeniom jakichś wykładowców z prowincjonalnych szkół, wulgarnym kazaniom proboszczów, dygom pań z ministerstw, szarżom i ostrogom, hej, matuś moja matuś, wierzby mazowieckie moje, i te łany pszeniczne jak kraj ... hej ...

Ale nie. Bogu dzięki. Świat nie pozwolił. Nie pozwoliliśmy. I się zawaliło. W ostatniej chwili. Bezpowrotnie i ostatecznie. Nastał czas nowoczesności. Pragmatycznej rozmowy wszystkich ze wszystkimi, opartej o bilans strat i zysków. Racjonalnego przedstawiania faktów i równie racjonalnej ich selekcji. Skutecznej i rozsądnej oceny sił, działających w społeczeństwie. Nikt już nie będzie walczył z instytucjami posiadająca wpływy w społeczeństwie, ani nie będzie im bezwstydnie czapkował. Będzie z nimi rozmawiał jak równy z równym, będzie zwlekał, kiedy trzeba, brał, kiedy można, dawał, kiedy to korzystne, a z czasem wszystko się ułoży tak, jak to jest na świecie.

Nikt nie będzie obrażał się na innych tylko za to, że są inni. Ba, w ogóle nikt nie będzie się obrażał. Ani nie będzie się innych lękał. Ani sam nie będzie musiał w innych wywoływać strachu, bo innych sposobów komunikowania się nie posiada. Nikt nie będzie się sam, ani nas, ośmieszał. Nikt nie będzie urągał zdrowemu rozsądkowi, potrzebie racjonalności, wymaganiu wolności i uczciwości.

Dystrybucja dóbr oparta będzie na rachunku ekonomicznym i racjonalnej zasadzie wspomagania słabszych ze względu na dobro całego społeczeństwa, a nie na idiosynkrazji osobistych przekonań ideologicznych i fobii osobowościowych. Przepływ informacji zależny będzie od społecznych potrzeb, zainteresowań, wykształcenia i konieczności zapewnienia bezpieczeństwa, a nie od chęci zawłaszczenia informacji, aby użyć jej jako pałki na każdego, kto nie z nami. Wolność określona zostanie językiem prawa w trudnym, może dramatycznym, ale jednak dialogu społecznym, ze wszystkimi jej racjonalnie akceptowalnymi ograniczeniami, a nie językiem jednostki używającej tzw. większości do niszczenia wszystkich tych, którzy do niej nie należą.

Jasne, będzie to społeczeństwo poprawne, nie tylko politycznie. Będzie relatywizowało. Będzie konwencjonalne i konformistyczne. Będzie kiczowate i ... nudne. Będzie wymagało – i będzie potrafiło tego dokonać – dotarcia do obywatela z przekazem, przekonania go do racji w taki sposób, aby uznał je za swoje. Będzie w tym sporo teatru dla wolniej się orientujących czy gorzej wykształconych; w końcu nie bez kozery Ziobro jest popularniejszy od Ćwiąkalskiego, Religa od Kopacz, a Gilowska od Rostowskiego. A i ktoś będzie się zapewne niecierpliwił, że tak opornie i niezdarnie się „cywilizujemy”. Już się niecierpliwią, i trochę nam w tym „pomagają”, teraz po Schengen, zaraz za naszymi zachodnimi granicami. Trudno im się dziwić – nie mamy doświadczenia w robieniu porządku u siebie i z sobą, tak nam było zawsze błogo w tym naszym słodkim, wygodnym, najlepszym na świecie (bo naszym, polskim, katolickim!) bajorku. I komu to przeszkadzało? – zapyta pewnie niejeden czy niejedna. Ale taka jest cena płacona za bezpieczeństwo, za wolność, za prawo posiadania i prawo wyboru, za dobrobyt, za racjonalną sprawiedliwość. Za demokrację. Zapłacimy ja, bo nie ma niczego za darmo.

Oczywiście, to nie nastąpi natychmiast. Ani nawet wkrótce. Ale proces już się rozpoczął. Okres transformacji zakończył się kodą, przesileniem lat 2005-2007. Wyczerpało się do cna. Zużyło się ostatecznie. Skończyło się. Stoimy teraz, próżni, czyści jak tabliczka Locke’a, drżący w oczekiwaniu nowego. Weszliśmy w Erę Platformy.

mw02
O mnie mw02

krytyczny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka