Dzieci wychowane, rosną wnuki. Fajnie, radość i wesele po bardziej lub mniej udanym pracowitym życiu. Wstajesz z łóżka coraz trudniej? No cóż - tłumaczysz sobie że jeżeli w tym wieku nic nie boli po przebudzeniu to znaczy tylko jedno - już nie żyjesz . Gorzej gdy stajesz się coraz bardziej obszerny choć prowadzisz aktywne życie a syty jesteś po niewielkim posiłku. Jeszcze gorzej gdy jakoś dziwnie pod stopami falują chodniki a z " wyskokowymi" ci nie po drodze. Do lekarza, do lekarza! - alarmują dzieci. Oburzasz się bo po co? Do tej pory nie był ci potrzebny. Dla świętego spokoju postanawiasz zrobić rutynowe badania a lekarz rutynowo (chyba?) pyta co chcesz a ty grzecznie odpowiadasz , czuć się lepiej a myślisz - dureń przecież nie po ziemniaki przychodzisz, mógłby coś o dolegliwość, jakąś? I zaczyna się! Specjalny kalędarz do odnotowywania dat, godzin, terminów badań specjalistów. Przegapić nie można. Twoje życie bardzo się zmienia. Zaczynasz żyć terminami. Kolejny specjalista i kolejne terminy za trzy, cztery miesiące albo i pół roku. Muszą znaleźć przyczynę Jesteś obstawiony lekami bo mają zmniejszyć dolegliwości... Miejsce ulubinych książek zajmuje apteka leków. Stajesz się dziwnie ospałym, zniechęconym, przygnębionym a tu kolejne terminy kolejnych specjalistów z kolejnymi diagnozami i mądrościami naszych polityków.
Szcególnie ministry Muchy z jej sławnym powiedzeniem: "starsi ludzie chodzą do lekarza dla rozrywki (02. 02. 2011r.) i odpowiedź Arłukowicza - "jestem bardzo zdziwiony. Nie sądzę aby wizyty u lekarza ludzi w podeszłym wieku były dla nich rozrywką. Są raczej smutną koniecznością czekania w długich kolejkach". To wtedy! - a co na to powidziałby teraz? Dodajmy jeszcze mądrość pana Rostowskiego: >> no to niestety, mówimy o przykrych rzeczach, ale....eee...musi.... przejście na emeryturę musi być na tyle późne, że oczekiwany przeciętny oczywiście, oczekiwana przeciętna długość życia nie była bardzo długa << (Tok FM 17. 02. 2012r.)
To wszystko przelatuje przez mózgownice po ponad rocznym "terminowaniu" i w chwili konkretnej diagnozy: guz. Guz jak guz. Może być łagodny ale też i złośliwy. Stwierdza to lekarz który nie zlecił tego badania. Leczyć guza może tylko specjalista od guza a skierowanie tylko od lekarza który zlecił to badanie. Czekanie w kolejkach do zlecającego, następnie tego od guza i albo leczenie albo szpital do którego też kolejka.
No panie Rostowski dla pana radość a "guzatowemu" czarnowidztwo zostało.
Patrząc na prognozy demograficzne, za 15 lat jedna trzecia ludzi na świecie przekroczy 65 lat. I co wtedy? Już teraz mamy szybko umierać? Celowa polityka dla 60+?
Starzy chorują bo zniszczone komórki nie są w stanie dzielić się i odnawiać a jeśli już, to ta nowa staje się komórką nowotworową. Raka wcześnie wykrytego można szybko wyleczyć nim zacznie się przekształcać w złośliwca. I z tym największy problem. Społeczeństwo zostało oswojone z nowymi pojęciami. Pojęcie pazerność, żerowanie na najsłabszych zostało skutecznie zastąpione słowem "przedsiębiorczy". Starym i chorym wciska się leki i suplementy zamiast zalecenia postawienia diagnozy przez lekarza rodzinnego, podstawowym badaniem jaką winna być tomografia komputerowa. To dość skuteczna metoda wykrywająca precyzyjnie wszelkie nieprawidłowości i schorzenia.
Poprzez sztucznie wywoływane oczekiwania w kolejkach, kreuje się zapotrzebowanie na niektórych specjalistów a i co za tym idzie, droższe usługi. Pacjentom w starszym wieku bez możliwości zarobkowej pozostają jedynie buraki i to:



Komentarze
Pokaż komentarze (23)