myślę myślę
319
BLOG

Świąteczna Opowieść

myślę myślę Rozmaitości Obserwuj notkę 16

 Chwała  Tobie  Jezu  Chryste

Za  Twe  narodzenie  czyste

W  Betlejem..............

Słowa  kolędy  mieszają  się  ze  wspomnieniami  dawno  minionych  świąt. Tych najwcześniejszych.  Bez  telewizora,  komputera,  ale  z  radosną  beztroską.  Drzewka  przybranego  watą,  świeczkami  na  żabki,  pierniczkami  wcześniej  upieczonymi  razem  z  mamą,  złotymi   i  z  cienkiej  bibuły  koszyczkami  na  orzechy........

Wczesny  poranek  wigilijny.  Budzą  nas  zapachy  płynące  z  kuchni  od  maminych  ciast  pieczonych  nocą.  Musiały  być  świeżutkie  i  dużo.  Zawijane  ciasto  z  nadzieniem  makowym  i  błyszczącą  brązową  skórką.  Ciasto  serowe  z  dużą  ilością  posypki   i  pierniki.  Przecież  to  słodkie  święta!  Mamy  ciasta  zawsze  cieszyły  się  wielkim  powodzeniem.  Przez  te  wszystkie  zapachy  kuchenne  wdziera  się  nowy,  świeży  zapach  drzewka.  Tata  też  wczesnym  rankiem  przyniósł  je  z  lasu.  Oprawił,  to  znaczy  umieścił  w  stojaku  zwanym  krzyżakiem.  To  zajęcie przeznaczone  było  tylko dla  taty  i  brata,  którego  duma  rozpierała.  Bo  to  przecież  męska  robota  była!  Pozostała  dzieciarnia  to  same  dziewczyny.  Szybko  zjadamy  skromne  śniadanie.  To  dzień  postny,  owsianka  na  mleku  musi  wystarczyć, a robota  na  nas  czeka.  Nikt  się  nie  ociąga  nie  grymasi.  Ciekawe  rzeczy  mamy  do  zrobienia.  Mamie  nie  można plątać  się  pod  nogami  a   tato  tyle  różności  przygotował!. Kolorowa  bibuła,  pocięta  słoma,  i  złotka.  Takie  malutkie  arkusiki  żłotego  papieru.  Robimy  harmonijki  z  prostokątów  bibuły,  środek  przekuwamy  igłą  z  długą  nicią i  łączymy  słomką.  Powstaje łańcuch.  Drugi  będzie  młodszych  sióstr.  Łączą  paski  kolorowego  papieru  w  kółeczka.  Taty  dziełem  są  koszyczki  na  orzechy.  Składa  kwadrat  złotka  i  nacina  naprzemiennie .  Na środku  umieszcza  orzech  i  łączy  ze  sobą  wszystkie  cztery  rogi.  Koszyczek  gotowy.  Z  białego  papieru  wycinamy gwiazdki.  Ozdoby  gotowe.  Czas  przystąpić  do  strojenia  drzewka.  Mama  przynosi  koszyk  z  czerwonymi  jabłkami  i  cukierkami.  Cukierki! -  toż  to  frykasy.  Zawieszone  na  choince  u  nas  zwanej  drzewkiem,  były  niemałym  wyzwaniem.  Specjalistą  od  pozostawiania  wiszących  pustych  papierków  był  brat.  Nikt  go  nie  potrafił  przyłapać.  Mama  dekorowała  watą,  potem  tata  okręcał  łańcuchami  i  na koniec  gwiazda  i  przypinanie  świeczek.  Drzewko  ubrane,  posprzątane  resztki  dekoracji  w  samą  porę  bo  czas  witać  gości.  Przed  dom  zajeżdżają  sanie  a  w  nich  wujostwo  z  Krakowa.  Jeszcze  dzień  w  pełnej  krasie  bielutkiego  i  iskrzącego  śniegu.  Ciocia  i  mama  zajęte  potrawami  wigilijnymi,  tata  pilnuje  pieców  żeby  ciepło  było.  Cała  dzieciarnia  z  wujkiem  wychodzi    pierwszej  gwiazdki  wypatrywać.  Z  wujkiem  trudno  patrzeć  w  niebo.  Zabawa  się  zaczyna!  Rzucanie  śnieżkami,  robienie orłów  na  śniegu.  Chłopcy  tak  je  nazywają.  Dla  nas  dziewczyn  to  aniołki.  Czas  szybko  mija  a  i  brzuchy  głodną  piosenkę  burczeniem  wyśpiewują.

Stół  przykryty  białym  wykrochmalonym  obrusem,  pod  nim  sianko  a  w  rogu  kuchni  przepasana  wiecha  zboża,  specjalnie  na  wigilje  zostawiona  by  dobry  rok  wróżyć.  potraw  co  niemiara,  przed  każdym  talerzem  dyscyplinująca,  zapalona  świeca  stoi.  Tata  powiedział  że  jak  świeca  zgaśnie  to  i  życie  może  zgasnąć.  Przed  kolacją  modlitwa,  łamanie  opłatkiem  i  życzenia.  Na  koniec  jedzenie.  Są  potrawy  smaczne  ale  też  tradycyjne,  tylko  wigilijne;  siemieniatka,  ziemniaki  zalewane  kompotem  z  suszonych  śliwek.  Wszystko  po  kolei  należy  zjadać.  Nic  nie  można  zostawić.  To  wróży  chorobę.  Jest  i  talerz  pusty.  To  dla  tych  którzy  odeszli.  Dzieci  ukradkiem  zerkają  czy  czasem  jakiś  duch  się  nie  ukaże.  Lubimy  jak  tata  nas  podpuszcza  i  opowiada  różne  zmyślone  historie,  tłumaczy  wróżby.  Czasem  mama i  ciocia  coś  dodają  a  wujek  rozwesela. Kolacja  dobiega  końca.  Tata  wyciąga  swoją  trąbkę  i  zaczynamy  kolędowanie.  Zasłuchani  w  mamy  piękny  głos  i  taty  granie,  wystukujemy  rytm  łyżeczkami.  Młodsze  dzieci  zasypiają.  Kuzynka  Krysia  i  ja,  mamy  obiecaną  pasterkę.  Na  tatusiów  ramionach  oglądamy  jasełka.  Po  nich  zaczyna  się  pasterka  i  nasze  zasypianie.  Budzimy  się  dopiero  w  własnych  łóżkach.

Pierwszy  dzień  świąt  to  dom  wypełniony  rodziną.  Ktoś  z  harmonią,  ktoś  miał  skrzypce,  tata  trąbkę.  Kolędowanie  przeplatane  opowieściami. Każdy  słucha  i  jest  słuchany.  Radosne  wybuchy  śmiechu.  Drugi  dzień  to  oczekiwanie  na  kolędników.Przychodzą  przebrani.  Jest  turoń, gwiazda,  śmierć  z  kosą,  diabeł  i  jeszcze  inne  postacie.  Śpiewają  kolędy  albo  odgrywają  mini  przedstawienia.  W  tym  dniu  jesteśmy  widzami.  Tak  to  w  moim dzieciństwie  świętowano  Boże  Narodzenie....

Babciu!  -  bajki  opowiadasz   -  skomentował  wnuczek.

                              

 

 

 

 

 

 

 

 

myślę
O mnie myślę

Taka sobie.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Rozmaitości