Życie nas zaskakuje. Codziennie przynosi coś ciekawego, wspaniałego, tylko należy to widzieć i nauczyć się tym cieszyć. Dominikańska Szkoła Patrzenia uczy tego w sposób bardzo prosty. Tym razem z filmem który można pooglądać w godzinę z hakiem, z Dominikanami trwa to trzy godziny z hakiem. Czas się nie dłuży mimo że film jest zatrzymywany na dyskusję. Treść najmniej ważna. Ważni są bohaterowie, ich zachowanie, wnętrza w których przebywają. Dyskusja momentami staje się burzliwa bo każdy na jedno zdarzenie patrzy zupełnie inaczej. Coś dodaje, z czymś się nie zgadza. Z banalnej treści filmu powstaje całkiem ciekawe opowiadanie. Dla każdego z innym przesłaniem.

Ekranizacja opowiadania Trumana Capote to typowy film lat 60 - tych ubiegłego wieku. O prostej fabule i szczęśliwym zakończeniem. Tak go zapamiętałam. Kiedyś. Przepiękne stroje projektu samego Huberta de Givenchy i śliczna Audrey Hepburn z wdziękiem je nosząca jako Holly. Super przystojny George Peppard jako Paul "Fred" i demoniczna starsza pani korzystająca z usług przystojniaka i go utrzymująca.
Wczoraj zobaczyłam śliczną Holly przed witryną tytułowego sklepu jubilerskiego, w pięknej czarnej, wczesnym rankiem, jedzącą bułkę i pijącą kawę z papierowego kubka. O biżuterii nie wspomnę. Kim jesteś śliczna.... Wiecznie szukająca kluczy, zasypiająca nad ranem i wpuszczjąca do pokoju faceta bez pytania kim on jest. Coś się kończy. Coś zaczyna. Życie marzenie, tymczasowe życie, życie na wzlizkach.Tymczasowy chłopiec z tymczasowym niby pisaniem i żyjący na niby.Rodzące się niechciane uczucia. Miłość i odpowiedzialność. Bohater kot. Pytania i odpowiedzi. Patrzeć, widzieć, podziwiać, zachwycać się każdą chwilą.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)