127 obserwujących
724 notki
1685k odsłon
  1939   4

Komu przeszkadza IPN

18 grudnia 1988 r. Sejm uchwalił ustawę o powołaniu Instytutu Pamięci Narodowej. Preambuła tej ustawy jako zadania Instytutu wymienia kultywowanie pamięci o ofiarach i bohaterach walki z oku-pantami podczas II wojny światowej oraz walki o niepodległy byt Państwa Polskiego po jej zakończeniu. 

Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu zajmuje się najnowszą historią Polski oraz rozrachunkiem ze zbrodniami z czasów II wojny światowej i komunizmu. IPN jest wielkim archiwum XX-wiecznej historii Polski, placówką badawczą i centrum edukacyjnym, prokuraturą ścigającą sprawców zbrodni oraz instytucją, która bada zgodność z prawdą oświadczeń lustracyjnych kandydatów na funkcje publiczne.

Instytut rozpoczął prace dopiero 8 czerwca 2000 r., bowiem parlament potrzebował aż 18 miesięcy na wybór pierwszego prezesa IPN. Został nim prof. Leon Kieres. Zaraz po rozpoczęciu pracy IPN ujawniły się środowiska, które podjęły decyzję, że będą tę instytucję próbowały zlikwidować, ośmieszyć, zdeprecjonować, wykazać niesłuszność jej istnienia. Ten stan trwa do dziś. Mniej więcej co dwa lata formułowany jest postulat likwidacji IPN. Do tej pory były to wypowiedzi szefów PO (Tusk, Schetyna) i innych posłów tej partii, jednak nie zostały one formalnie zgłoszone w parlamencie w postaci ustawy. Projekt takiej ustawy przygotowała Lewica, o czym poinformowali w ubiegły czwartek posłowie Krzysztof Śmiszek i Maciej Gdula podczas konferencji prasowej w gmachu Sejmu.

Argumenty przedstawione przez posłów Lewicy były te same, co zawsze. Poseł Śmiszek zaznaczył, że IPN jest urzędem, który przez wielu Polaków jest uważany za instytucje „zbędną" i „generującą ogromne koszty”:

Koszt funkcjonowania IPN przez ostatnie sześć lat wyniósł 2,5 mld zł. Rocznie budżet IPN to około 400 mln zł, które przeznaczone są na historyczne wojenki, niszczenie ludzi, uprawianie polityki historycznej w takt nadawany przez prawicowych ekstremistów .

Natomiast poseł Maciej Gdula podkreślał, że IPN od samego początku był instytucją bardzo kontrowersyjną:

„IPN zawiódł jako instytucja, która prowadzi do zbliżenia Polaków wobec prawdy historycznej; stał się instytucją, która promuje wizję historii jednej politycznej strony, strony prawicowej. IPN zatrudnia wiele osób związanych ze skrajną, nacjonalistyczną, faszystowską prawicą. […]Zbrodnie komunistyczne są coraz bardziej wymyślane przez prokuratorów, to pochłania olbrzymie pieniądze, budżet IPN to prawie 400 mln zł, tych pieniędzy można użyć dla innych celów.”

Poseł Maciej Gdula jest synem Andrzeja Gduli, wiceministra spraw wewnętrznych w okresie PRL, dlatego sformułowana przez niego ocena działalności IPN nie dziwi, ani nie zaskakuje, bowiem ten resort wykazywał dbałość o właściwy przekaz historyczny, zwłaszcza historii najnowszej. Wiedza o przeszłości miała być przekazywana przez komunistycznych kombatantów. Wojciech Roszkowski w swojej „Najnowszej historii politycznej Polski 1914–1993” przytoczył – za Anielą Steinsbergową – znamienne słowa ppłk. Józefa Duszy z Departamentu X Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego wypowiedziane podczas przesłuchania jednego z żolnierzy podziemia niepodleglościowego: 

„Dzisiaj my piszemy historię międzywojenną, okupacyjną i początków Polski Ludowej na waszych skórach i kościach, a dzisiejsze i jutrzejsze podręczniki historii są i będą pisane tak, jak my chcemy”.

***

Aby zrozumieć historiografię z czasów PRL-u, za która tęskni poseł Gdula, konieczna jest lektura powieści Orwella „Rok 1984”. George Orwell przedstawił w niej świat, w którym działają trzy supermocarstwa, permanentnie prowadzące między sobą wojny, przy zmiennych sojuszach (dwa z nich łączą się przeciw trzeciemu). Przy każdej takiej zmianie sojuszu, historyczne zapisy ulegają zmianom, których celem jest wykazanie, że od zawsze było się w sojuszu z partnerem obecnym a w konflikcie z drugim. Implikuje to przeróbki przeszłości – funkcjonariusze Ministerstwa Prawdy wprowadzają poprawki w artykułach zgromadzonych w gazetowych archiwach, usuwają biogramy źle widzianych osób z encyklopedii itd. Historię dostosowuje się do aktualnych wymagań.

Z dnia na dzień, i niemal z minuty na minutę uaktualniano przeszłość. Tak preparowana dokumentacja potwierdzała słuszność każdej partyjnej prognozy: pilnowano, by nie ostało się choć jedno zdanie sprzeczne z potrzebą chwili. (George Orwell, Rok 1984)

Następuje zmiana relacji miedzy przeszłością a teraźniejszością – przeszłość wynika z teraźniejszości. W takim zideologizowanym świecie fakty nie istnieją, ugniata się ją jak plastelinę i nadaje dowolny, pożądany kształt.

Ten orwellowski pomysł dostosowania historii do wymagań teraźniejszości wymaga reglamentacji dostępu do archiwów. Dlatego przez cały okres PRL-u dostęp do dokumentów archiwalnych mieli wyłącznie wyselekcjonowani, zaufani historycy partyjni. Oni produkowali prace których celem było „utrwalanie władzy ludowej”, a nie przekazywanie prawdy historycznej. W tych pracach mnożono przez 10 liczbę członków komunistycznej partyzantki, przypisywano jej cudze, albo nawet fikcyjne dokonania bojowe.

Lubię to! Skomentuj43 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka