129 obserwujących
734 notki
1709k odsłon
  1225   4

Apolityczna wiceprezes TS UE

20 września wiceprezes Trybunału Sprawiedliwości UE, Rosario Silva de Lapuerta, wydała postanowienie, w którym zobowiązała Polskę do zapłaty na rzecz KE 500 tys. euro dziennie do czasu wykonania orzeczenia z 21 maja w sprawie zaprzestania wydobycia węgla w kopalni Turów.

Kim jest sędzia Rosario Silva?


Dziennikarze z portalu ELPLURAL.COM mieli dostęp do dokumentów, z których wynika, że w latach 2008–2011 Rosario Silva Lapuerta była darczyńcą Partii Ludowej (Partido Popolare, w skrócie: PP). Sędzia TSUE figuruje na liście darczyńców zakwalifikowanych jako „nieobjęci programem patronatu” i pojawia się jako jedna z najhojniejszych donatorek, przesyłając stałą kwotą w ciągu tych czterech lat. Partido Popular należy do Europejskiej Partii Ludowej (na czele której stoi obecnie Donald Tusk). 

Zdaniem dziennikarzy z El Plural sędzia Rosario Silva nie może być uznana za apolitycznego sędziego, ponieważ łamała zapisy konstytucji hiszpańskiej. Art. 127 konstytucji Hiszpanii zabrania się członkom sądów lub prokuratury, aktywnej działalności w partii lub udzielania darowizn na rzecz jakiejkolwiek partii politycznej.

Sędzia Rosario Silva jest siostrzenicą Álvaro Lapuerty, byłego skarbnika Partido Popolare, oskarżonego wraz z Luisem Bárcenasem w słynnej korupcyjnej sprawie Gürtel, dotyczącej nielegalnego finansowania Ludowców.

Trzeba przypomnieć, ze wcześniej sędzia Rosario Silva jako wiceprezes TS UE wypowiadała się krytycznie na temat reformy sądownictwa i niezawisłości sędziów w Polsce. Jak widać ma szczególne prawa do takiej krytyki.

Tyle odnośnie „apolityczności” i „niezawisłości” pani wiceprezes TSUE ścigającej Polskę za naruszenia w reformie sądownictwa. Pozostaje jeszcze sprawa koligacji sędzi Rosario Silvy.

Lewacka gazeta hiszpańska „El Pais” ujawniła, że sędzia Rosario Silva jest córką Federico Silvy Muñoza, znanego ministra w rządzie Franco, założyciela Alianza Popular, poprzedniczki PP.  

We wrześniu 2020 roku znany historyk hiszpański Pio Moa zabrał głos w sprawie projektu „ustawy o pamięci demokratycznej”, przygotowanej przez lewicową władzę.  Nowa ustawa przewiduje zakaz jakichkolwiek „prób usprawiedliwiania lub wychwalania dyktatury frankistowskiej w latach 1936-1975 oraz jej działaczy”. Kary za łamanie ustawy mają sięgać nawet 150 tysięcy euro. Zdaniem Pio Moa, lewica dąży do wprowadzenia ustawy, będącej zamachem na wolność słowa i swobodę badań naukowych.

Protestując przeciw projektowi „ustawy o pamięci demokratycznej”, historyk napisał więc list otwarty do hiszpańskiego rządu. Kilka dni później ogłosił drugi list otarty, tym razem skierowany do opozycji, a zwłaszcza głównej siły prawicowej, czyli Partii Ludowej (Partido Popolare).  

Oba listy zasługują na uważna lekturę. Przytoczę treść drugiego listu, aby uświadomić zgorszonym koligacjami pani sędzi Rosario Silvy, że w ostatnim półwieczu w Hiszpanii doszło do wielkiej zmiany postaw – obecni przywódcy PP są krytyczni wobec poczynań swoich dziadków i ojców i potępiają ich za walkę z „czerwonymi”, którzy w latach 30.XX wieku dążyli do sowietyzacji Hiszpanii.

 

Panie i Panowie,

niedawno napisałem list otwarty do rządu, aby skorygować jego rażącą ignorancję na temat tego, kim naprawdę byli i co robili ich rodzice i dziadkowie, oraz by pokazać im poważne konsekwencje polityczne tej (nazwijmy to tak) ignorancji.

Niestety, jest to kwestia ignorancji dobrowolnie podzielanej także przez PP (Partię Ludową), mimo iż jej szefowie wywodzą się głównie od swych rodziców i dziadków, którzy powstali niegdyś przeciw sojuszowi sowietyzatorów i separatystów, jakim był Front Ludowy. A których Wy nazywacie przestępcami, potępiając ich za bunt przeciw sojuszowi, który wywołał wojnę domową. Potępiając ich, nadajecie legitymację historyczną oraz autorytet moralny tym partiom, które dziś uważają się za spadkobierców separatystów i sowietyzatorów.

Potępiając swoich rodziców i dziadków, Panie i Panowie Przywódcy PP, dołączacie do chóru antyfrankistów, w skład którego wchodzą ETA-Bildu, PSOE, Podemos, katalońscy lub rasistowscy przywódcy puczu PNV. Ten chór, w skład którego wchodzicie, od lat śpiewa fałszywą kakofonię pamięci historycznej lub demokratycznej („demokracji” spod znaku CzeKa), by atakować najbardziej elementarne prawa Hiszpanów, ich wolność sumienia, przekonań, wypowiedzi i badań. Innymi słowy, by zaatakować frankizm, musicie wszyscy zaatakować same podstawy demokracji. To pozorny paradoks, który spróbuję Wam wyjaśnić, wyjaśniając, kim byli Wasi rodzice i dziadkowie, od których się odwracacie.

Front Ludowy, Panie i Panowie, był sojuszem separatystów oraz partii, w których dominowali ci, którzy dążyli do sowietyzacji Hiszpanii na wzór stalinowskiego ZSRS. Nie jest to żadna propaganda, a jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, to zapraszam do przeczytania mojej ostatniej książki „Dlaczego Front Ludowy przegrał wojnę”. Cóż, tymi, którzy wywołali wojnę domową, nie byli Wasi rodzice i dziadkowie, lecz separatystów i obecnego rządu. Gdy tylko powstała republika, rozpoczęli ataki, które pociągnęły za sobą setki śmiertelnych ofiar. Kiedy w 1933 roku przegrali wybory, wypowiedzieli dosłownie wojnę domową, którą rozpoczęli zbrojnie w październiku 1934 roku, znów powodując morze ofiar i falę zniszczeń. W 1936 roku sfałszowali wybory, a następnie zburzyli ustrój prawny republiki (choć na-dal, ciągle oszukując, nazywali samych siebie „republikanami”) i wprowadzili reżim oparty na terrorze i zastraszaniu, w wyniku czego w ciągu zaledwie pięciu miesięcy zginęło 400 osób.

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo