135 obserwujących
760 notek
1778k odsłon
  491   2

Tusk wzywa do pójścia na skróty, czyli poezja w służbie polityki

Który skrzywdziłeś człowieka prostego

Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,

Gromadę błaznów koło siebie mając

Na pomieszanie dobrego i złego,


Choćby przed tobą wszyscy się skłonili

Cnotę i mądrość tobie przypisując,

Złote medale na twoją cześć kując,

Radzi że jeszcze dzień jeden przeżyli,


Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta.

Możesz go zabić — narodzi się nowy.

Spisane będą czyny i rozmowy.


Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy

I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.


Jeśli wierzyć informacji zamieszczonej przez poetę pod wierszem, Czesław Miłosz napisał ten tekst w Waszyngtonie w 1950 r., a więc w czasie pobytu w polskiej placówce dyplomatycznej w USA, na parę miesięcy przed podjęciem przez niego decyzji emigracyjnej i złożeniem w Paryżu prośby o polityczny azyl.

Polacy zmuszeni po zakończeniu WW II do pozostania na emigracji na Zachodzie kojarzyli nazwisko Czesława Miłosza z bezlitosną krytyką całej Polski Podziemnej i pokolenia AK - owskiego, prezentowaną w jego artykułach drukowanych na łamach wydawanego w Krakowie „Dziennika Polskiego”. Tuż po wojnie, w eseju Grottgerowcy, Miłosz pisał o żołnierzach AK, że to są ludzie, którzy nie umieją układać politycznego równania, z góry są przegrani. Ten miażdżący sąd o podziemiu zadecydował, że Czesław Miłosz okazał się godny wyjazdu do Waszyngtonu, na placówkę dyplomatyczną komunistycznego rządu.

Dlatego zdecydowana większość polskiej emigracji potraktowała z oburzeniem fakt, że Czesław Miłosz, dotychczasowy attaché culturel  ambasady PRL w Paryżu złożył podanie o azyl. Najbardziej dobitnie wyraził to oburzenie Sergiusz Piasecki w artykule „Były poputczik Miłosz”:

Miłosz rozczula do łez swym strasznym losem aktualnego „samobójcy”, który wybrał gorzki chleb emigracyjny, by tylko nie iść na kompromis ze swym sumieniem poety. I znikła gdzieś w tumanie słów i frazesów istotna postać poputczika, który przez wiele lat reprezentował za granicą narzu-cony Polsce rząd bolszewicki jako prawowitą władzę, opartą na demokracji ludowej i prowadzącą Polskę w krainę socjalizmu. Jeśli „nawrócony” Miłosz ośmiela się pisać w czasopiśmie emigracyjnym („Nie” w nr. 43 „Kultury”): „… cieszyłem się, iż półfeudalna struktura Polski została złamana…”, łatwo domyśleć się w jakim świetle i w jakich barwach jako dyplomata Bieruta ukazywał obcym swoją ojczyznę.

Podobna była opinia Stanisława Cata-Mackiewicza, przed wojną redaktora i wydawcy wileńskiego dziennika „Słowo”. Dzięki jego pomocy, młodzi poeci z Wilna, tworzący grupę poetycka „Żagary”, opublikowali w kwietniu 1931 roku pierwszy numer swojego czasopisma. Głównymi animatorami „Żagarów” byli Czesław Miłosz i Teodor Bujnicki; oprócz nich redakcję tworzyli Stefan Jędrychowski, Jerzy Zagórski, Antoni Gołubiew i Jerzy Putrament. Po latach Mackiewicz przyznał się do błędu:

„[...]Było mi smutno i wstyd, że bolszewizm w Wilnie szerzyła grupa utalentowanych młodych ludzi najautentyczniej wileńskiego pochodzenia, których same nazwiska przypominały stronice „Pana Tadeusza” lub „Pamiętniki Kwestarza”. Bujnicki nazywał się Nieściuszko Bujnicki i był prawnukiem starego miłego grafomana, który tak rzewnie opisywał północną Białoruś. Putrament… nazwisko to figuruje w sienkiewiczowskim „Latarniku”, jako symbol starej, tęsknej litewskości, „Putrament z Pikturną…”, czytamy w „Panu Tadeuszu”. Miłosz… I to ci ludzie, którzy powinni byli najlepiej rozumieć miłość kraju, pierwsi sprowadzali na niego infekcję wroga, zdradzali go, sprzedawali, sprzedawali także siebie bez godności, o ile gorzej niż zwykła kurwa. Jakaż silna jest ta infekcja i jakże wielką mieliśmy rację, gdybyśmy z nią walczyli. Dzisiaj podobno niejeden z tych poetów chadza w cylinderku, zajmując dygnitarskie stanowisko, sprzedawszy kraj własny, sprzedaje państwo całe. Może kiedyś poczuje do samego siebie pogardę, gdy znajdzie się po jakiejś czystce na Kołymie, lub w republice Komi. [...]"

***

Wiersz „Który skrzywdziłeś”, napisany w przełomowym momencie w biografii Czesława Miłosza,  jest utworem nastręczającym spore trudności interpretacyjne. Wbrew swojej prostocie jest dziełem sztuki poetyckiej niejednoznacznym, o dużym stopniu formalnego skomplikowania. Jest utworem, w którym autor, z gorliwością neofity, przestrzega tych, którzy są odpowiedzialni za istnienie w świecie zła i nieprawości. Jest przestrogą dla despoty: nie może on liczyć na zapomnienie zła, które wyrządził, gdyż zawsze znajdzie się poeta, który na przekór wszystkiemu pamięta. „Spisane będą czyny i rozmowy”

W powszechnej świadomości Polaków ten wiersz, który ugruntował opinię o Miłoszu jako „wieszczu” i „sumieniu narodu”, kojarzy się z wydarzeniami Grudnia 1970 r.   

***

W grudniu 1970 r. doszło do jednych z najtragiczniejszych wydarzeń w powojennej historii Polski. Przeciwko zdesperowanym ludziom, którzy protestowali przeciw podniesieniu cen podstawowych artykułów spożywczych nawet o kilkadziesiąt procent, władze komunistyczne wysłały milicję i wojsko.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka