95 obserwujących
590 notek
1157k odsłon
4580 odsłon

Subtelny zmysł powonienia prof. Pawła Śpiewaka

Wykop Skomentuj62

Dwa dni temu, 11 marca 2019 r., prof. Paweł Śpiewak, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego, rozmawiając z redaktorem Najsztubem poinformował słuchaczy radia Tokfm, że "nie może znieść retoryki ratowania Żydów przez Polaków".

„To znaczy, że to ratowanie przez kilka tysięcy szlachetnych osób miałoby udowadniać, że reszta Polaków była tak samo szlachetna. Ja tego nie mogę znieść. Ten rodzaj polityki jest zabójczy dla wszystkich. Po tym pozostaje tylko brzydki zapach.”

Zdaniem dyrektora ŻIH "istotną rzeczą jest zrobienie bilansu osób uratowanych".

„Myśmy zrobili takie badanie, na tyle, na ile jest to możliwe. Mniej więcej wiemy, ile osób się uratowało i w jakich okolicznościach. Wiadomo, że najmniej po stronie aryjskiej. Nam wychodzi, że zostało uratowanych kilkanaście tysięcy osób. To nie są wielkie liczby. Z 3 milionów ludzi uratowała się tylko garstka. System pomocy istniał, ale był bardzo selektywny i ograniczony. Ludzie, którzy ratowali, byli narażeni na wielkie niebezpieczeństwo, nie mówiąc już o samych Żydach.”

Ostatnie zdanie z tego cytatu jest prawdziwe. Potwierdza to m.in. historia wsi Podborze, położonej w powiecie mieleckim, w gminie Radomyśl Wielki. Wioska Podborze powstała w XVII wieku, z inicjatywy Mikołaja Mieleckiego. Po kolejnych zmianach właścicieli, w 1816 roku stała się jedną z posiadłości Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, założyciela fundacji Biblioteki im. Ossolińskich we Lwowie. 

Statut kaliski, potwierdzony później przez Kazimierza Wielkiego, zezwalał na osadnictwo Żydów w granicach Korony Królestwa Polskiego. W gminie Radomyśl Wielki Żydzi zaczęli osiedlać się w XVII wieku. Najwięcej żydów osiedlało się w samum Radomyślu, ze względu na jego centralne położenie. W okresie międzywojennym Żydzi w Radomyślu przeważali liczebnie nad Polakami. W przededniu II wojny światowej liczba żydowskich mieszkańców Radomyśla wzrosła, głównie za przyczyną osiedlania się Żydów z Niemiec i Czech - w 1939 r. w Radomyślu mieszkało 2517 Żydów. 

W Radomyślu władze okupacyjne nie utworzyły getta. 25 stycznia 1940 r. w mieście powołano Judenrat, którego zadaniem było m.in. werbowanie Żydów do prac na terenie gminy oraz do obozów pracy (m. in. w Pustkowie koło Dębicy), pobór podatków i innych zobowiązań na rzecz Niemców. Pierwszy transport do obozu w Pustkowie, składający się z 250 osób, opuścił Radomyśl 17 kwietnia 1940 roku. W kolejnym znajdowała się już grupa 500 Żydów. Z kolei wiosną 1940 r. do Radomyśla przybyło wielu Żydów uciekających z okolicznych gett.

Eksterminacja żydowskiej ludność Radomyśla miała miejsce 19 lipca 1942 r. w ramach tzw. „Aktion Reinhard” (Akcji Reinhard). Wg Jana Ziobronia, mieszkańca Radomyśla, miała ona następujący przebieg:

„W tragiczną niedzielę miasto otoczyły oddziały SS i granatowej policji. Wszystkim Żydom kazano się stawić o 7 rano na Rynku miasta wraz z całym majątkiem. Ludzi w podeszłym wieku i chorych oraz dzieci odseparowano i przeznaczono na rozstrzelanie. Pozostałych zdolnych do pracy załadowano na furmanki i wywieziono do getta w Dębicy. Wcześniej rano polecono 6 Żydom przygotowanie na kirkucie 2 dużych dołów dla osób przeznaczonych do egzekucji. (...) po selekcji na rynku w czasie której zabito kilka osób, około 500 Żydów przewieziono 20 wozami drabiniastymi na kirkut. […] Po rozebraniu się ofiary podchodziły po 5 osób nad grób, klękały przed nim, a gestapowcy w najbliższej odległości strzelali im w tył głowy”.  

 Żydzi wywiezieni do getta w Dębicy zostali tam zamordowani (m. in. członkowie Judenratu); niektórzy, wraz z Żydami z Ropczyc i Sędziszowa, trafili do niemieckiego nazistowskiego obozu w Bełżcu oraz innych obozów. Niewielka grupa Żydów z Radomyśla, jeszcze przed eksterminacją dokonaną 19 lipca 1942 r., została wywieziona do obozu pracy w Mielcu (Arbeitslager Mielec), gdzie zostali zatrudnieni przy montażu samolotów.

Żydzi z Radomyśla, którym udało się uciec przed eksterminacją, chronili się w okolicznych lasach. Ukrywający się w Lesie Schabowickim Żydzi przychodzili z prośbą o pomoc do mieszkańców Podborza.

W Podborzu przed wojną mieszkała rodzina Siekfiertów - Szymon i jego żona mieli dwoje synów: Leona i Romana oraz córkę Marię. Mieli trzymorgowe gospodarstwo, własny dom z zabudowaniami, sklep i karczmę, hodowali krowę i inne zwierzęta domowe. Szymon był weterynarzem. Syn Leon zajmował się krawiectwem. Siekfiertowie żyli w zgodzie z resztą społeczności Podborza.

W 1939 roku cały majątek Seifertów skonfiskowały okupacyjne władze niemieckie. Wypędzeni z gospodarstwa Siekfiertowie znajdowali przez pewien czas schronienie w gospodarstwach sąsiadów. Początkowo ludzie chętnie, rotacyjnie udzielali im schronienia. Jednak coraz bardziej niepokojące wieści, przenoszone drogą pantoflową, jak też odgórne rozporządzenia okupanta, uświadamiały mieszkańcom, co grozi ich rodzinom za pomoc lub ukrywanie Żydów. Zaczęli się bać i coraz częściej odmawiać schronienia. Siekfiertowie zaczęli ukrywać się po polach i lasach. Jedynie syn Leon pozostał wśród mieszkańców Podborza. Przebywał u wielu rodzin, dłuższe przebywanie w jednym miejscu groziło dekonspiracją. Pojawiał się w dzień i zarabiał szyciem na utrzymanie pozostałych członków rodziny – jako wynagrodzenie za pracę pobierał produkty żywnościowe. Nocami ukrywał się w Lesie Schabowskim. Najdłużej schronienia we wsi udzieliła mu rodzina Jana i Karoliny Dudków. Przebywał przeważnie w piwniczce, komórce lub na strychu. Nadal szył, miał własną maszynę krawiecką. Taka sytuacja trwała dwa lata.

Wykop Skomentuj62
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka