"To jest smutna prawda, że w polityce nie ma przyjaźni, a tylko interesy i zależności"- w ten sposób ostatnio mój bardzo dobry znajomy zawężył (może opacznie) relacje międzyludzkie, nieograniczające się przecież do stosunków politycznych.
Osobiście dotknęła mnie śmierć historyka, który był wierny sobie, swojemu powołaniu. Był nim dr Dariusz Ratajczak, były pracownik naukowy Uniwersytetu Opolskiego.Kto choć troszeczkę interesuje się historią, meandrami politycznymi środowisk neoendeckich w tzw. III RP wie doskonale kim i co sobą reprezentował ten naukowiec. Jego własna rodzina odrzuciła go - koniec końców mieszkał w samochodzie, w praktyce był człowiekiem bezdomnym. Środowisko naukowe? - wykluczyli go, podarowując mu wilczy bilet za odwagę podejmowania tematów, które dla Salonu nie mogą być przedmiotem dociekania prawdy oraz konfrontacji. Organizacje społeczno-polityczne także nie zdały egzaminu.
Śmierć tego człowieka, byłego wykładowcy nasunęła pewną myśl, która jest w zasadzie podstawą kryzysu cywilizacyjnego, co za tym idzie kryzysu który rozpościera się na inne gałęzie życia społecznego. Człowiek dla człowieka przestał być podmiotem, gdzie podstawą wzajemnych relacji jest pojęcie swojej niezbywalnej godności oraz szacunku. W to miejsce staliśmy się przedmiotami. Przedmiotami które można wyrzucić poza nawias. Oczernić, zarzucić złą wolę. Zabić i "zabić" gdy tak wygodnie. W przestrzeni wzajemnego porozumiewania się i kontaktu pozostały prawie wyłącznie interesy i zależności (polityczne, naukowe, biznesowe, partyjne). Gdy wchodziłem w życie publiczne naiwnie jeszcze sądziłem, że ludzie podobnie myślący, a jednocześnie przecież różniący się od siebie są wstanie traktować się w relacji podmiotowej, koleżeństwa oraz szacunku dla różnych, często nieoczekiwanych sytuacji, które owszem utrudniają wspólny plan działania, ale go nie niszczą przecież w zupełności. Nic bardziej mylnego. Im więcej upływa czasu, tym większego nabieram dystansu o górnolotnych zapewnieniach traktowania się po partnersku. Każdego z nas czeka zapłacenie ceny tego co zrobiliśmy w naszym życiu. Czy jednak do końca tego świata homo homini lupus est? Tragiczna śmierć Pana Ratajczaka jest momentem rachunku sumienia z człowieczeństwa. Ostatnie wydarzenia które także i mnie spotkały nie napawają mnie optymizmem czy ten rachunek sumienia przyniesie tak oczekiwany owoc - POZOSTAĆ WIERNYM, POZOSTAĆ CZŁOWIEKIEM....


Komentarze
Pokaż komentarze (3)