(Tekst pierwotnie ukazał się w numerze 9 (33) listopad 2010 Gońca Wolności)
Na poruszony problem należy spojrzeć z dwóch stron – decyzji samego działacza o takich poglądach, czy będzie walczył o mandat samodzielnie, w ramach własnego komitetu wyborczego lub w ramach listy wyborczej, która wprost odwołuje się do takich wartości, jest z nich znana (UPR, WiP).
Wtedy może posiadać większą pewność, że nie będzie (w przypadku zdobycia mandatu) ograniczany pouczeniami, naciskami swoich mocodawców co do kierunku oraz metod podejmowanej pracy samorządowej. Otwarty zawsze pozostaje problem, czy będzie możliwość budowy tzw. „zaplecza” na potrzeby podejmowanych inicjatyw.
Z drugiej strony, dana osoba może wyrażać chęć wejścia do struktur samorządowych z list partii utrzymujących duże poparcie społeczne – PO i PiS. Wtedy musi brać pod uwagę, że nie zawsze pomysły w duchu konserwatywno-liberalnym spotkają się z szansami na realizację i poparcie wśród innych radnych, startujących nawet z tej samej listy wyborczej.
Nie należy zapominać o indywidualnych cechach człowieka, które burzą porządki, o których mowa była wcześniej. Charyzma, otwartość na potrzeby wspólnoty, komunikatywność, odwaga połączona z rozsądkiem – mogą przynieść zdumiewające, pozytywne rezultaty w pracy lokalnej. Stawiałbym na częsty kontakt (formy mogą być bardzo urozmaicone – chodzi raczej o podtrzymywanie częstotliwości) z wyborcami, których mamy przyjemność reprezentować.
Jakie zadania do wykonania? Ograniczanie biurokratycznych mechanizmów życia samorządowego, samowoli urzędniczej. Edukacja społeczna w duchu konserwatywno-liberalnym. Walka z łapówkarstwem oraz patologiami tzw. „partyjniactwa” w samorządzie terytorialnym. Krzewienie postaw obywatelskich oraz patriotycznych.


Komentarze
Pokaż komentarze