"Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować na kogo ma zagłosować."
"W moim prywatnym przekonaniu, przed wojną, w ramach tradycyjnej kultury istniało wiele kanałów komunikacyjnych, które nawet tym często bardzo prostym ludziom były w stanie coś przekazać. Na przykład przemówienia na jarmarku były takim kanałem informacyjnym."
Jarosław Kaczyński
Zaczyna się zawsze podobnie: jedna baba drugiej babie (lub chłopu), mówi że słyszała że ktoś mówił, że ktoś komuś o kimś coś mówił, pomyslał, albo napisał SMS. Następnie wypadki przebiegają lawinowo, plotka zaczyna żyć własnym życiem, sypią się komentarze i analizy, zestawienia i wykresy, powstają na ten temat opasłe rozprawy, wyciąga się ważkie i daleko idące wnioski.
Pozostaje problem wiarygodności tego typu doniesień. W jaki sposób sterany, nienawykły do aktywności cerebral cortex ma oddzielić ziarno od plew, a świętą prawdę od zmyśleń? Otóż, jest na to pewien sprawdzony z dziada pradziada sposób: doniesienia miłe naszemu sercu uważamy za prawdę i tylko prawdę, a te z których wnioski dla nas płyną niewesołe, odrzucamy jako wrażą dezinformację. Powyższy sposób sprawdza się zresztą nie tylko w przypadku plotek, ale i oficjalnych informacji przechodzących weryfikację. Dajmy na to - GUS publikuje optymistyczne dane - to "nam" nie na rękę, no bo przecie teraz nie rządzą "nasi" - nie wierzymy. Kłamstwa, kalumnie i służby PRL. Z sondażu wynika że "naszym" spada - oj niemiłe, nie wierzymy - kłamstwa, służby PRL itd. Ale gdy P. opowiada o SMS-ie który miał mu pono członek pewnej partii pokazać - to nam już owszem, w smak, bo tamci to "nienasi", nie lubimy ich, więc wierzymy bez zastrzeżeń i nawet jawne związki P. ze służbami PRL nam nic a nic nie przeszkadzają.
Swego czasu prezes raczył skrytykować Internet jako kanał informacji, jednocześnie wychwalając jarmarczny styl uprawiania polityki. Jakże srodze mylił się wtedy prezes, nie dostrzegając pewnej oczywistej możliwości. Otóż, życie pokazało, że można urządzić jarmark w Internecie, lepszy, potężniejszy, gdzie siedem dni w tygodniu, dwadzieścia cztery godziny na dobę gawiedź może roztrząsać, przekazywać i ubarwiać zasłyszane plotki, a także kreować nowe.
Cóż, sam będąc przedstawicielem gawiedzi, zwabiony jazgotem przekupni i gapiów, ciekaw osobliwości i absurdów, przybywam na Jarmark24.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)