Do popełnienia tej krótkiej notki skłoniła mnie dyskusja u pewnego przepojonego miłością do śródziemnomorskiego Wielkego Brata blogera, który wyprodukował obszerny pamflet na temat osób nie pałających miłością do jego obiektu westchnień. Rzeczony ustawił dwie słomiane kukły mające wyobrażać osoby rzekomo znane piszącemu i jął się z nimi bezlitośnie rozprawiać. Wbrew temu czego można by oczekiwać, nie wziął za cel ich argumentów, ba, nawet takowych nie przytoczył, za to wziął na warsztat ich sprawy osobiste, postawy, przywary, i w ogóle, że im nawet skarpety śmierdzą.
Pozwoliłem sobie zwrócić autorowi uwagę, że efektem jego długotrwałych wysiłków jest w zasadzie prymitywny tekst w trybie "ad personam", w odpowiedzi uzyskałem - jakże by inaczej - równie prymitywne "ad personam", tym razem pod moim adresem, na plus należy zaliczyć fakt, że tym razem tekst był zdecydowanie bardziej zwięzły.
W trakcie dalszej dyskusji dowiedziałem się od przyjaciół katolików czegoś o sobie, między innymi, czego należało oczekiwać, tego że jestem czerwonym komunistą. Dowiedziałem się też czegoś o swoich adwersarzach, a mianowicie tego, że w gruncie rzeczy dysponują dość ubogim zasobem inwektyw.
W końcu gospodarz bloga sięgnął po ostateczną broń w arsenale katolickiego intelektualisty - cenzurę i ban, uzasadniając swój czyn tym, że według niego "pieprzę".
Cóż, przyznaję się bez bicia, zdarza mi się, a że katolicy mają mnóstwo problemów z "pieprzeniem", więc oskarżenie zabrzmiało śmiertelnie poważnie.
Dowiedziałem się też po raz kolejny, że katolicy wręcz marzą o tym żeby jak największa część dochodu wypracowanego przez polskiego podatnika trafiała do kiesy kościoła rzymskiego,
i niniejszym chciałbym zaprosić Szanownych Czytelników do zabawy na ten właśnie temat.
Załóżmy że to pragnienie ma racjonalne podstawy, że dzięki dotowaniu kościoła przez państwo szeregowi katolicy (ci znajdujący się po ostrej stronie nożyczek) odnoszą jakieś korzyści.
Proponuję zastanowić się, jakie to hipotetycznie mogłyby być korzyści.
- Czy może chodzi o doznania estetyczne podczas obrzędów, pieniądze mają zapewnić większe monstrancje, galwanizowane figury, bogatsze szaty liturgiczne, organistę po szkole muzycznej itp?
- Może dotacje mają wpływ na obniżenie opłat stałych pobieranych za rozmaite ceremonie i obrzędy sakramentalne, może określają minimalny pułap kwoty tzw. "co łaska"?
- Może infrastruktura wymaga gruntownej modernizacji, może im marzną kolanka, a pieniądze umożliwią instalację ogrzewania podłogowego, może oświetlenie, może im nazbyt ciemno?
- Czy może ilość zgromadzonych w kościele dóbr doczesnych wpływa na jakość zbawienia, może usprawni pracę sądów ostatecznych, skróci czas oczekiwania na rozpatrzenie sprawy? Może na szalę dobrych uczynków zostanie położona równowartość w złocie części zgromadzonych środków per capita?
Może jakieś inne możliwe do pomyślenia korzyści, jakie?


Komentarze
Pokaż komentarze (14)