Nathii M. Nathii M.
122
BLOG

"Przyjaźń", odc. 3

Nathii M. Nathii M. Kultura Obserwuj notkę 20

Linoleum w przedpokoju zamlaskało pod naciskiem trampek. Anna rzuciła kurteczkę i plecak-kostkę na drewnianą komodę wymalowaną białą, olejną farbą przez jakiegoś speca od wystroju wnętrz z minionej epoki.

- Uczyłam się tu biegać. Miałam chyba silnik BMW Sauber w dupie, bo się ciągle rozpieprzałam o te graty. O, kuchnia. Prysznic za kotarką, Boże, co za żenada. Kibel stoi na półpiętrze - to jeszcze gorzej. Naderwany kran, ale syf. Cerata, która śmierdzi i na którą nie mogę patrzeć. Czemu ja tego nie wyjebałam, gdzie ja miałam mózg - brutalnie rozliczała miejsce swojego osiemnastoletniego życia. - Kalendarz z zeszłego roku. Przecież jest czerwiec, trzeba było wyrzucić. Rzężąca lodówka, grzejący zamrażalnik, kradzione butle z gazem, przewrócone krzesło...
Annie pociemniało przed oczami. Odruchowo złapała się stołu, bo nogi nie były w stanie unieść sześćdziesięciu kilo dziewczyny i trzech ton świadomości przewróconego krzesła.
- Jeśli nie miało zbutwiałej nogi, to...
Dwieście centymetrów dzielących Annę od krzesła dawało nadzieję na zbieg okoliczności. Po chwili stało się jasne: ktoś tu był. Sprint do pokoju.
- Jezus Maria, kurwa, Boże Święty... Sanchez, ja ci poderżnę gardło trzonkiem od łopaty.
Rozbebeszone treści walizki pokrywały podłogę, a na nich w nieregularnych kępach spoczywało pierze z porozcinanej naprędce pościeli. Materac z dziurą w środku opierał się o łóżko. Szafy bez drzwi, potłuczone bibeloty, urwane zasłony.
- Panowie Reyes i Zuleta wysłali mi specjalistów od feng shui, jakie to wielkoduszne z ich strony. Ale czemu zajęli się tylko jednym pokojem? Kryzys? - zastanawiała się Anna. - No nic, nie ma sensu tego ruszać. Jadę bez bagażu.

Cichutko wycofała się do kuchni. Właśnie do niej dotarło, że skoro otwierała drzwi, to znaczy, że ktoś je zamknął od wewnątrz. A to oznacza, że miłośnicy feng shui wciąż byli obecni w mieszkaniu.
- Skąd, do chuja, dzwonił do mnie Sanchez? Hmm, czy Juan Carlos dał mu klucz? Siedziałam między piątką a szóstką, spokojnie słychać mnie było pod siódemką.

Anna delikatnie chwyciła za znajdujące się w zasięgu ręki nożyczki. Szła w kierunku drzwi stale się obracając wokół własnej osi - jedynie w ten sposób mogła mieć oczy dookoła głowy. Paskudna, czerwona cerata wyglądała na skąpaną w krwi. Lodówka warcząca jak pies na listonosza skutecznie zagłuszała wszelkie szmery mogące pochodzić od człowieka. Dobrze, że w kuchni ani w przedpokoju nie było zasłon, za którymi mógłby się czaić napastnik. Gdyby ktoś wybiegł z sypialni, Anna jest tuż przy wyjściu. Ucieknie. Kotara od prysznica! Dziewczyna lustrowała włókniastą przegrodę w ciapki z góry na dół i ze zgrozą stwierdziła, że między jej końcem a podłogą wyziera niezidentyfikowany, czarny obiekt, prawdopodobnie but. Zwinnym skokiem skryła się za lodówką i rzuciła stojącym na niej wazonem w kierunku prysznica. Przymknęła oczy, spodziewając się serii z pistoletu. Cisza. Materiał zamortyzował lot wazonu, ale wygiął się pod jego naporem i ujawnił bezwładne męskie nogi opierające się w nieanatomiczny sposób na podłożu. Zaciekawiona Anna opuściła kryjówkę. Nie zważając na własne bezpieczeństwo, podbiegła do kabiny, zerwała zasłonę i... zobaczyła latynoskiego denata, w stroju jak najmniej kąpielowym, uduszonego prysznicowym sznurem.
- W "Ojcu Chrzestnym" podrzucili głowę konia, a mi podrzucili głowę faceta... w dodatku z całym ciałem gratis! - wymamrotała roztrzęsiona.
Rzuciła się do ucieczki.

Odcinek 1

Odcinek 2

Odcinek 4

Nathii M.
O mnie Nathii M.

C'est moi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Kultura