Nathii M. Nathii M.
50
BLOG

"Przyjaźń", odc. 6

Nathii M. Nathii M. Kultura Obserwuj notkę 4

Dziewczyna pogładziła się po czole na znak, że myśli. Plan B, C, D, E... plany są jak politycy - biorą. Tylko że w łeb, a nie w łapę. Może jej zorientowany rozmówca rzuci jeszcze trochę światła na tę pesymistyczną sytuację. Grunt to nawiązać z nim przyjazny kontakt.
- A słuchaj no, ty. Czym ty się tu zajmujesz oprócz seksu z mężczyznami? Zacząłeś się przedstawiać akurat od najważniejszej informacji, kurwa.
- Nie życzę sobie, żebyś się odzywała do mnie w tak ordynarny sposób, rozumiesz? - oburzył się chłopak. - Tak, moja orientacja seksualna jest ważna, ponieważ żyję w zgodzie sam ze sobą i chcę, żeby wszyscy dookoła o tym wiedzieli. Ludzie, zwłaszcza koledzy z pracy, mają z tym często problem, więc piorę ich po mordzie zanim go zdążą skonkretyzować. Wybijam zęby, własnoręcznie kastruję - żeby już nigdy nie przyszło im do głowy obrazić żadnego homoseksualisty. Ostatnio jednemu gościowi z Harlemu obciąłem język, dałem mu go do ręki i kazałem mu nim wylizać moje buciki. Nie możesz się do mnie tak prostacko zwracać. Byłem przy twojej operacji. Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałem ci wsadzić palec w kolano i trochę pogrzebać, żeby zobaczyć, co się stanie. Ale nie zrobiłem tego - i to wcale nie dlatego, że lekarz złapał mnie za nos takimi szczypcami i powiedział, że zaciśnie, jak się tym razem nie będę odpowiednio zachowywać. To znaczy tak, zrobił to, ale moja decyzja była suwerenna. Masz u mnie dług wdzięczności. Chcesz zapytać, gdzie wcześniej grzebałem tym palcem? Nawet nie próbuj, bo porozmawiamy inaczej...
- Mam na imię Anna. A ty jesteś Alfonso Jose Gonzalez i minąłeś się z powołaniem, bo powinieneś robić karierę w mediach - uśmiechnęła się szczerze. - Dziękuję, że się zlitowałeś nad moim kolanem.
Zacietrzewiony Alfonso Jose został zbity z pantałyku.
- No, i... podłożyłem ci ten plecak pod głowę. Chcieli go wyrzucić, kiedy nie znaleźli w nim kartek z planem, tylko jakieś kremy, majtki i podpaski.
Anna zrelaksowała się. "Kochany Fonsie, nie pozwolił wyrzucić plecaczka. Czasem szczęście też się uśmiechnie do człowieka" - myślała.

Juan Carlos szczegółowo opisał najbardziej zaufanego pomocnika pana Zulety. Znany z sadyzmu dla zabawy i stanów neurotycznych związanych z własną tożsamością seksualną Fonsie był przypuszczalnie najbarwniejszą postacią spośród ważnych członków ekipy Miguela Reyesa. Miał wąskie, niebieskie oczy, kasztanowe włosy do ramion i lekko zadarty nosek. Ubierał się na grunge'owo, tylko że każda z części jego garderoby kosztowała setki dolarów. Annę dziwił przypływ dobroci w wykonaniu opiekuna więzienia w prywatnej rezydencji pana Reyesa w nowojorskim Bronxville. Być może sceptycznie odnosił się do ewentualnej przyjaźni z Sarah Jessicą Parker, ale poczuł nić sympatii do Anny Kowalskiej. Jeżeli tak w istocie było, to dziewczyna musiała ten stan wykorzystać.
- Jest mi zimno, bardzo źle się czuję... Czy mógłbyś mnie czymś przykryć?
- Tak? I czego jeszcze chcesz? - Fonsie starał się nie spoufalać.
- Wody.
Wraz z powracającą świadomością zdała sobie sprawę, że od kilkunastu godzin nie miała nic w ustach. Nawet ślina zaschła na języku.
- Mogę cię przykryć tymi rzeczami.
Alfonso Jose sięgnął pod swoje krzesełko, wyciągnął równo ułożony komplet męskiej odzieży, po czym skierował się do leżącej. Anna chwyciła jego wzrok w przelocie, lecz Fonsie rzucił na jej twarz czarny garnitur i czerwoną koszulę. Panika. Anna zapomniała o bólu. Usiadła, zdzierając z siebie pseudo-kocyk. Znała te ubrania bardzo dobrze. Tak był ubrany, gdy się poznali...
- Przecież to są ciuchy Juana Carlosa! - wydarła się.
Włożyła w ten krzyk cały gniew, całą niemoc w uziemieniu na betonowej podłodze.
- Mieliśmy jeszcze pokazać ci ciało, ale pan Salgado nalegał, żeby je jednak pochować...
- Kim jest wasz pierdolony pan Salgado? Co tu zrobiliście?! - Anna wrzeszczała bez opamiętania.
Formowała z odzieży kulki i, nie mogąc wstać, ciskała je w Alfonso Jose.
- Właściciel zaprzyjaźnionego zakładu pogrzebowego. Mamy podpisaną umowę dostawy...
- Dostawy? Czemu od razu nie kontraktacji?! Zobowiązujemy się dostarczać z hektara ziemi w Harlemie pięćdziesiąt trupów miesięcznie!
- Wy, Europejczycy, jesteście niemożliwymi ateistami - obruszył się Fonsie. - Kolumbijczycy są katolikami, i skoro ktoś umarł, to trzeba go pochować, chyba oczywiste?
- Umarł? On sam umarł?
- No... sam. W sumie pod koniec był już tak skatowany, że nie miał innego wyjścia. Każdy na jego miejscu by umarł, inaczej się nie da.
Anna rzuciła się na plecy i uderzyła głową o ziemię. Tłukła z frustracją pięścią w podłogę, aż do krwi. Popłynęły łzy. Tego wszystkiego się spodziewała, lecz do końca miała nadzieję na inny obrót sprawy.
- Ciii! - uspokoił ją Fonsie. - Później będziesz sobie ryczeć. Ktoś otworzył drzwi na piętrze, muszę zobaczyć, kto tu przyszedł.

Odcinek 1

Odcinek 5

Odcinek 7

Nathii M.
O mnie Nathii M.

C'est moi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura