- Ona nie czuje się najlepiej - Fonsie próbował odwlec w czasie nadciągającą masakrę. - Miała lekkie wstrząśnienie mózgu, wielu wydarzeń nie pamięta.
Twarz pana Zulety pochmurniała. Kobieta nie będzie mu się wymigiwać bólem głowy. Do tego prawa ręka niewykonująca w odpowiednim tempie poleceń zapracowała na co najmniej karne obcięcie paznokci.
- Mózg wstrząśnięty, ale nie zmieszany - mój ulubiony. Daj no ją tu.
Fonsie kradł każdą sekundę, gdy obracał się na palcach, a nie na pięcie i podchodził do leżącej za kratą Anny. Drzwi do celi otwierały się na zewnątrz. Chłopak wślizgnął się do środka, skierował się ku zacienionej ścianie i przyniósł jej dwie kule. Roztaczał przy tym w myśli najczarniejsze scenariusze, gdyż wiedząc już, czego może się spodziewać po Annie, obawiał się, że użyje ona tych kul w charakterze białej broni. Wtedy albo trzech osiłków zacznie strzelać i on, Fonsie, nie będzie mógł być gorszy, żeby nie stracić uznania w oczach pana Zulety, albo też sam szef, rewolwerowiec najwyższej klasy, kilkoma pociskami umieszczonymi w odpowiednich punktach ciała każe dziewczynie poczuć, że umiera. "Trzeba było prosić lekarza o balkon" - dokonał refleksji. Pochylił się nad Anną, by pomóc jej wrócić do pionu.
- Staraj się go nie denerwować. Szczególnie uważaj, żeby mu niczego nie poplamić krwią.
Ta obdzieliła go tak potępiającym wzrokiem, że Fonsie żałował, że w ogóle udzielił porady.
- Pierwszy raz chodzę o kulach. Można tym uderzyć? - dopytywała się Anna, niezgrabnie stawiając pierwsze kroki w kierunku wyjścia.
- Nawet nie próbuj, bo ci je wsadzę w gardło.
- Pan Zuleta ma być czyściutki i nienaruszony, żeby się podobał Fonsiemu. Rozumiem - uśmiechnęła się do niego.
Alfonso Jose był przejęty sytuacją i zdawał sobie sprawę, że jest to widoczne - przynajmniej dla Anny. Był pełen podziwu, że zdecydowała się go rozluźnić, choć sama z pewnością musiała umierać ze strachu. A może nie? Kto wie, co siedzi w głowie takiej diablicy.
Santiago Zuleta też nigdy nie widział Anny, i również miał o jej wyglądzie zgoła inne wyobrażenie. Spodziewał się seksbomby, bo któż inny mógłby uwieść Juana Carlosa, a zobaczył nastolatkę w stylu vintage. Poobcierana, w siniakach, no i te długie, czarne włosy, co to nie wiadomo, czy to jeszcze kołtun czy już może dredy. Podkoszulek w założeniu biały, a w praktyce biało-brudnobrązowy, dżinsy z jedną nogawką do kostek, a drugą obciętą w połowie uda i masywny opatrunek na kolanie. Kończynę z nogawką w wersji full serwis wieńczył czarno-biały trampek. Druga była bosa. "Figurę ma niezłą, ale na grzebień to jej chyba Juan Carlos nie dawał" - pomyślał pan Zuleta i odruchowo przejechał palcami po własnej fryzurze, by sprawdzić stan brylantyny. Gdy Anna stanęła vis a vis, skinął na swoich trzech osiłków do umiejscowienia się za nią. Fonsie czaił się z boku, mentalnie gotów na łapanie przelatujących kul, jakiekolwiek by one nie były.
- Ponieważ miałem dzisiaj mały wypadek w moim biurze, - przemówił pan Zuleta lekko unosząc swą zakrwawioną marynarkę - nie mamy dla siebie zbyt wiele czasu. Załatwimy to sprawnie. Fonsiego już znasz, o mnie słyszałaś, a panowie za twoimi plecami to Bernardo, Ricardo i Ubaldo. Bernardo przypomni nam, jak to się stało, że znalazłaś się w tym mało ujmującym miejscu. Jego też miałaś okazję poznać, ponieważ cię wczoraj odwiedził.
"Jacyś odpowiednicy Rycha, Zbycha i Zdzicha" - pomyślała Anna. Poznała Bernardo w przelocie już wcześniej, ale zaskoczona sytuacją i zajęta Sanchezem nie zauważyła go w gronie napastników w mieszkaniu.
- Pan Sanchez poszedł z Orellaną kiedy jej nie było, mieli wziąć kartki i ją odstrzelić, a myśmy byli w innym mieszkaniu obok pilnując tego psa Pereza, co to mu pan Sanchez rozwalił kiszki bo wyzywał na Independiente Medellin. Potem pan Sanchez wrócił i powiedział, że ona udusiła Orellanę, kiedy on na chwilę wyszedł do takiego kibla co go mają na półpiętrze, i że on to z nią zaraz załatwi, a my mamy czekać. Manu Mendoza się wkurwił że to wszystko tak długo trwało i od razu mówił, żeby ją tu przywieźć bo tam do kamienicy to zaraz przylecą pały, zresztą niedługo wcześniej przyjechała karetka do tego psa Pereza, ale pomylili drzwi i wynieśli jakąś babę od sąsiadów. No, to bynajmniej pan Sanchez tam z nią nie kończył i Manu mówi: "Idziemy!" i myśmy poszli. Kenny chciał tam sobie od razu miazgę zrobić po ścianie i po oknie, ale ona mówi, że zna plan i żeby nie robić z niej dżemu. No to pan Sanchez trochę ją uderzył, ale ona zaraz mu oddała, to Manu kazał nam czekać, bo wiadomo jaki jest Manu, jak widzi kobietę. On jej chyba nawet kibicował, ale ona wsadziła panu Sanchezowi nożyczki do oka, to pan Sanchez zaczął krzyczeć i Manu chyba nie mógł wytrzymać hałasu, to strzelił do niej tak, żeby upadła i potem już dało radę się nią zająć. Gorzej było z zajęciem się panem Sanchezem...
- Wystarczy - przerwał Santiago. - Chyba nie muszę ci mówić, jak ważną osobą jest u nas Victor Sanchez. Nie ukrywam, że Manuel Mendoza wraz z jego słabością do wszystkiego co ma trzy użyteczne otwory pojechał do Polski, żeby cię przywieźć w jednym kawałku powstrzymując działania tych, co za jedyny godzien uwagi otwór uznają lufę swojej broni. Jednak skoro planu w mieszkaniu nie było, a ty okaleczyłaś naszego drogiego przyjaciela, nie ma sensu wydawać pieniędzy na dokarmianie cię tutaj... I jak wspomniałem na wstępie, załatwimy to szybko. No, chyba żeby plan się w cudowny sposób znalazł - perorował pan Zuleta oglądając swój kieszonkowy pistolet.
43
BLOG




Komentarze
Pokaż komentarze (7)