"Wyciągnij go, choćby i z biustonosza" - Fonsie zaklinał rzeczywistość. Anna stała niewzruszona jak Nike w Luwrze na widok setki japońskich turystów robiących zdjęcie w tym samym czasie. Odnalazła wzrok Santiago. Kolumbijczyk spojrzał głęboko w jej oczy i jednocześnie celebrował każdy gest związany z przygotowaniem broni do strzału. "Ile mu to zajmie? Pół minuty? Minutę? On nie ma prawa dzisiaj strzelić. Masz przewagę, nie panikuj, nie panikuj, nie..." - powtarzała Anna. Myśli zlały się w jedno. Im wyżej wędrowało ramię pana Zulety tym bardziej przeraźliwy świst dziewczyna słyszała. Choćby nawet chciała coś powiedzieć - nie była w stanie. Uda dygotały, dłonie mocno zacisnęły się na kulach. Wdech, wydech - krótkie, szarpane. Twarz kamienna nie ze spokoju, a z zastygnięcia. Oko w oko. Anna nie widziała, że pan Zuleta otwiera usta i przemawia. Czuła tylko wycelowaną w siebie lufę. Była zbyt usztywniona, by nawet zemdleć. Brak czasu na rachunek sumienia, na ostatnią myśl. Przez jej głowę zawrotną prędkość osiągał pociąg TGV. Hałas, brzęk szyb. Zrobiło się czarno. Strzał. Fonsie nie wytrzymał, zamknął oczy i odwrócił głowę. Zadudniło osuwające się ciało, ale po innej stronie, niż się spodziewał. Drugi strzał. Kolejny trafiony - zatopiony. Anna nie słyszała śmigających koło jej uszu pocisków. TGV wewnątrz tłukł się głośniej. Kiedy pan Zuleta opuszczał rękę, zamglona rzeczywistość powoli odzyskiwała kontrast. Gwizd w uszach stopniowo słabł. Głosy z zewnątrz docierały niewyraźne i z opóźnieniem. Nie mogła zobaczyć pełnego uznania wyrazu twarzy pana Zulety. Kąciki jego warg powędrowały lekko w górę. Jeszcze raz się przyjrzał Annie, zanim zdegustowany upomniał Fonsiego:
- Chyba strzeliłem dwie dziesiątki. Gdzie gratulacje?
- Co panu zrobili Bernardo i Ricardo? To były dobre zbiry - wyjąkał Alfonso Jose łapiąc zezem znieruchomiałą dziewczynę i robiącego w gacie Ubaldo.
- Stali dalej niż ona, więc nie mieli prawa mi niczego zabryzgać. A na serio - należeli do zmowy, której szczegóły zna twoja nowa przyjaciółka. Takich ludzi jest w naszym kręgu więcej. Kilka nazwisk znam, zaś resztę należy jak najszybciej wykryć i bezwzględnie wyeliminować. Panowie tu tymczasem posprzątają, żeby damie rozkładający się trup nie śmierdział pod nosem. Aha, z uwagi na kryzys, który nie ominął także i naszej branży, sugeruję, żeby dama obyła się dziś bez lunchu. I bez obiadu. A potem zobaczymy, czy "przyzakładowy związek zawodowy" pójdzie na ustępstwa.
Pan Zuleta oddalił się energicznym krokiem, przyglądając się ukradkiem swojej marynarce, a Fonsie dał Ubaldo gestem do zrozumienia, kto będzie jedyną osobą wkładającą ciała w worki. Podszedł do Anny i delikatnie ją objął.
- W porządku? - szepnął konspiracyjnie.
- Już... lepiej. Tylko co to za chrzanienie o kryzysie w waszej branży? Przecież ludzie zawsze będą kupować dragi. I jaki to ma związek z moim obiadem?
Fonsie wzruszył ramionami.
- Pracodawcy biorą sobie nieoprocentowane kredyty zwlekając z wypłatą wynagrodzeń, albo wręcz mają pretekst do zwalniania ludzi przez wycieranie sobie gęby kryzysem. Z twoim obiadem może jest podobnie.
- Załatw mi późne śniadanie...
Alfonso Jose zerknął, czy podwładny uwija się z powierzonym zadaniem, czy też bardziej interesuje się pogaduszką. Anna odczytała sygnał. Zje dopiero, gdy potencjalny kabel się ewakuuje. Fonsie pomógł dziewczynie dojść na miejsce i usadowić się na krześle z wyprostowaną lewą nogą.
- Wiesz co, ty chyba powinnaś leżeć, a ta noga ma się opierać na podwyższeniu.
- Nie chcę leżeć na twardym i wilgotnym, chcę pić - niecierpliwiła się Anna.
Kolumbijczyk ostentacyjnie oparł ręce na jej udach. Syknęła z bólu.
- Nie myśl, że nie widziałem. On się do ciebie uśmiechnął.
- Kto się uśmiechnął?
- No, kto? Święty Walnięty? Pan Zuleta! Strzelał ci po obu stronach kołtuna, a ty nawet nie pisnęłaś! I on się potem uśmiechnął... Do ciebie.
- Boże, nawet nie widziałam, Fonsie, on mnie chce wystraszyć, a potem zabić, jak nie będę mu już potrzebna! Zostaniecie razem na dobre i na złe, do nikogo się nie uśmiechał, cholera jasna, przestań żesz naciskać na tę nogę!
- Czuję się jak na planie filmowym "Brzyduli" w wersji hardcore! A pij sobie wodę z klopa! Nic mnie to nie obchodzi!
Fonsie wyszedł i trzasnął drzwiami. Po chwili jednak się zreflektował, że musi wrócić, by je zamknąć na klucz. Rzucił Annie na odchodne spojrzenie pełne żalu.
43
BLOG




Komentarze
Pokaż komentarze (6)