Nathii M. Nathii M.
59
BLOG

"Przyjaźń", odc. 25

Nathii M. Nathii M. Kultura Obserwuj notkę 13

JEŻELI KTOŚ NIE PAMIĘTA CO BYŁO WCZEŚNIEJ, TO MOGĘ W SKRÓCIE PRZYPOMNIEĆ :)))

Nieprzespana noc dała się Santiago we znaki dopiero razem ze słońcem coraz intensywniej przebijającym się przez drobne dziurki moskitiery. Czwarta kawa pobudziła ciało, ale zatrzymała umysł na poziomie kilkusekundowego flashbacka. Chłopak łypnął w kierunku Miguela Reyesa zaczytującego się w porannej prasie, zzuł buty i wyciągnął się jak długi na szezlongu. Złapał się na myśli, która już po chwili jemu samemu wydała się bez sensu: "Na razie atmosfera jest na etapie zagęszczania się, jatka będzie na końcu". Uśmiechnął się z sarkazmem do swoich impresji kinomaniaka i, rozluźniony, zasnął. We śnie odnalazł się przed pasjansem - pająkiem rozłożonym na laptopie. Próbował go szybko ułożyć. Jak na złość, na linię od ósemki do dwójki pik musiała spaść w nowym rozdaniu dziewiątka tej samej barwy, a oprócz tego, jeszcze cztery takie same na inne kolumny. Karty można było układać, ale nie odsłaniały się kolejne, potrzebne do stworzenia kompletnej serii. Każde następne rozdanie pogarszało sprawę. Ostatni klik. Tu as na dwójkę, wreszcie coś odskakuje w lewy, dolny róg. Za późno. "Zakończ grę. Czy chcesz uruchomić ponownie tę samą grę? Ponowne uruchomienie tej samej gry oznacza przegranie bieżącej partii. Wycofaj kilka ostatnich ruchów i spróbuj ponownie". Santiago wycofał kilka ostatnich ruchów; opustoszało jedno miejsce, które mógł zapełnić jedną z trzech kart. Wybrał niewłaściwą. "Czy chcesz uruchomić ponownie..." Obudził się w minorowym nastroju.
- Kiedy ja w ogóle po raz ostatni grałem w karty?
Było to przed niespełna rokiem, na przyjęciu urodzinowym Isabel Gonzalez, podczas którego osiągający wyższe stany lewitacji Fonsie zwymiotował Santiago na spodnie. Pan Zuleta pożałował, że tracił cenną energię na wyciąganie z odmętów pamięci tak żałosnej kwestii. Fonsie dostał wówczas pięścią w nos, a jego siostrzyczka wyszarpała go za włosy i stwierdziła, że w swoje urodziny nie będzie z tym wszystkim szła do pralni.

Santiago mruknął coś w kierunku Miguela na "do widzenia". Zamierzał szybko dotrzeć na Queens, by pod nieobecność Paco Ferrero na jego własnych śmieciach wywęszyć szczegółowe przyczyny tej niespodziewanej wizyty. Podrzucił w górę kluczyk do swojej srebrnej porsche panamery ukontentowany faktem, że mając dwie stuprocentowo zaufane osoby w niepewnych czasach, przyjdzie mu w tej śliskiej sprawie współpracować z jedną z nich. A właściwie - z dwoma. Bo jeżeli w samochodzie jest ładunek wybuchowy?

Fonsie odebrał telefon w połowie pierwszego sygnału. Przecież telefonował jego pan i władca. Gdyby Fonsie ukradł telepatię ze Star Treka, już by wiedział, w które miejsce ma biec i czekać na rozkazy. A ponieważ w swoim życiu ukradł tylko telewizor z Wal-Martu, zapytał naiwnie:
- Pan wzywał, milordzie?
- Do jasnej cholery, gdzie ty się pętasz?
Alfonso Jose zastanowił się przez moment nad czasem swojej reakcji podnoszenia słuchawki i stwierdził, że była idealna:
- Jestem pod telefonem.
- No właśnie - pieklił się nad lotnością umysłu swojego podopiecznego pan Zuleta. - A powinieneś być w piwnicy, tam, gdzie nie ma zasięgu!

Nie dając szansy wytłumaczenia Fonsiemu, dlaczego lekarz z Victorem Sanchezem go wymietli na piętro, Santiago wezwał swoją prawą rękę do garażu w celu uruchomienia i wyprowadzenia samochodu na ulicę. "Nie dotknę wozu kijem bez sprawdzenia. Pojechałbym pociągiem, a potem bym się przesiadł do metra. Ale za te spodnie, Fonsie... za te spodnie na urodzinach u Isabel... pamiętam" - wygrażał w myśli. Alfonso Jose minął go ze zgrozą.
- Idę do garażu - rzucił niepewnie.
Santiago podał kluczyk, ale się nie obrócił. Kontemplował końcówki własnych butów. Gdy Fonsie minął go o dobre kilka metrów, dopiero mu odpowiedział:
- Zaczekam za bramą.
Przyszły kierowca napełnił się niepokojem. Skoro pan Zuleta boi się uruchamiać silnik własnego wozu... czy to znaczy, że naprawdę koniec jest bliski i wszyscy umrą? Fonsie bez przekonania nacisnął czerwony guzik rozchylający metalowe drzwi. Ruszył wprzód, noga za nogą. Udzielił mu się niepokój Santiago, który do tej pory nie miał w zwyczaju czegokolwiek się bać, a na wszystkie ewentualne pułapki potrafił opracować racjonalne i łatwe do wykonania dla takich profesjonalistów jak oni kontrataki. "Ciekawe, ile razy w dawnych czasach sługa standardowo smakował wino władcy, zanim padł trupem?" - pociągał nosem. - "I, co ważniejsze, czy taki władca czasem uronił łezkę za swoim wiernym sługą?"

Odcinek 1

Odcinek 24

Odcinek 26

Nathii M.
O mnie Nathii M.

C'est moi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Kultura