nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna
1212
BLOG

ODWAŻNE GESTY KACZYŃSKIEGO

nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna Rozmaitości Obserwuj notkę 35

 

ODWAŻNE GESTY KACZYŃSKIEGO

 

„Smoleńsk”, wzorem tracącej popularność telenoweli zdaje się powoli tracić blask. To normalne gdy jej gwiazdki nie mają talentu, a wszystkie atrakcyjne walory nabyły w drodze operacji plastycznych. Dzisiaj, jako że operacje były za niewielkie pieniądze i przeprowadzone wyjątkowo niechlujnie, wszystko gwiazdkom wisi, fałduje się, a silikon wycieka. Trafił się oczywiście temat ponadczasowy i absolutny hit, ale żaden Lynch ani Cronenberg w tasiemcach nie robią – biorą temat, tworzą dzieło i nie patrząc specjalnie ile zarobili myślą już o następnym. Nic więc dziwnego, że i wzmiankowana na wstępie produkcja nieuchronnie kończy się.

Gdy postaci zużywają się, serial przynosi mniejsze zyski, a aktorzy mniejsze honoraria. Część aktorów znających powiedzenie Hitchcocka o trzęsieniu ziemi i rosnącym napięciu, zdaje się  rozumieć, że długo tego napięcia w fazie wzrostowej utrzymać już nie zdoła i zaczyna pośpiesznie za pomocą mecenasów od honorariów inkasować swoje gaże. Gaże oczywiście gwiazdorskie ( nie będący gwiazdą popularnej telenoweli aktor Kowalski, tracący życie w drodze na plan produkcji niszowej, przysporzy rodzinie nierzadko jedynie długów – ale to tylko luźny wtręt miłośnika kina ciut ambitniejszego). Wtręt był natury estetycznej, ktoś lubiący artystyczne kino wie, że pieniądze z tego zawsze są mniejsze.

Dzisiaj o głównym gwiazdorze, który kontrakt (z zaliczką) podpisał jeszcze w fazie pisania scenariusza. Jego rodzina jako jedyna ubezpieczyła się na wypadek klapy. Ale nie o pieniądzach będzie, zaś o jego spartolonej roli – niegodnej głównego aktora i obnażającej niedoskonałości warsztatowe.

Czy pamiętacie państwo słynną scenę z autokarem ? Scenę, w której nasz bohater wzorem wielkich aktorów dramatycznych dokonuje symbolicznego odcięcia się od otaczającego go zła i umieszcza się za szybą Ikarusa ? Będę tę scenę pamiętał, bo Ikarus kojarzy mi się z przecherą Ikarem, co to chciał zażartować ze Słońca – usiłował przechytrzyć naturę, oszukać zdrowy rozum. Zaś sama scena z autokarem jest  zagrana fatalnie – ‘rola fatum’ ma wpływ na niewysokie loty dalszych odcinków.

Potencjał zawarty w owej scenie został bezpowrotnie zaprzepaszczony – przyjrzyjmy się dokładniej co z nią jest nie tak.

Gwiazdor pozbawiony opieki reżyserskiej, improwizując ‘Nie Podanie Swojej Łapki Złu’ (co miało być oskarżeniem, odcięciem się i wejściem w rolę Herosa), zapomniał, że oszczędność środków artystycznych przynależy raczej do kina ambitniejszego niż do wielkich epickich opowieści. Kino undergroundowe często posługuje się niedopowiedzeniem mówiąc o ludzkich słabościach, lękach, ciemnych stronach człowieczeństwa. Kreska tam jest delikatna by niczego nie przesądzać, zbytnio nie obciążać bohaterów winą za swoje słabości – ale nie takim przecież chce być widziany nasz „Nieugięty”!

 Nie starcza mu jednak – że tak powiem – rozmachu w tworzeniu roli. Deprywujące asekuranctwo zaprezentował szkodzącym narracji, zwyczajnym i nudnym epicko siedzeniem w autokarze. Nie potrafił wtedy nawet zauważalnie nienawidzić. Brakło wyobraźni czy odwagi? Budowanie mitu powinien zacząć od wyakcentowania, że naprawdę nie podaje ręki – od stanięcia twarzą w twarz jak wojownik przed wojownikiem, i takim ustawieniu się do kamery, by cały świat zobaczył to ‘Nie Podanie’. Zacząłby naprawdę z wysokiego C. Tymczasem przypominał tu raczej jakąś obrażoną na świat ćmę barową, albo któregoś z neurotycznych bohaterów Munka. Schował się.

Nazwisko aktora jest znane również z jego działalności pozaartystycznej. Jarosław Kaczyński – społecznik, działacz, wielki patriota. Możliwe, że doszła w tym momencie do głosu skrupulatność działacza – zapomniał o roli i poszedł do autobusu pisać szczegółowy raport z planu. Słynny zwrot „krew na rękach” mógł mieć swój początek właśnie wtedy, Kaczyński w miarę wiernie starał się odtworzyć szczegóły zdarzenia – dostrzegł krew i poszedł to zanotować. Takie tłumaczenie, jako w miarę spójne jestem w stanie przyjąć.

Ale już jako demiurg Kaczyński musi dostać ode mnie zupełnie inną ocenę swojej gry. Jego dzisiejsze przedstawianie roli gestu niepodania ręki Złu (Putinowi i Tuskowi), uważam za wysoce przesadzone, niewiarygodne, wręcz nie mające wiele wspólnego z faktycznym przesłaniem sceny, którą wszyscy widzieliśmy.

Wydaje się, że dzisiaj Kaczyński usiłuje mitologizować swoje faktyczne skryte knucie. Nie sposób też pozbyć się wrażenia, że usiłuje sobie z widzów zwyczajnie zakpić. Zakpić, nazywając złośliwe lekceważenie przeciwników – skoro już postanowił zwykłą katastrofę lotniczą wykorzystać do politycznej gry – odwagą.

Ja w tej pamiętnej scenie widziałem raczej kombinowanie zestrachanego gościa, jak zawsze na wszystkich dookoła odętego. Nie widziałem tam wielkiego aktora, a kunktatorskiego działacza politycznego. Dzisiaj rozgłaszającego jaki to nie był dzielny.

A piszę mu recenzję dlatego, że kładzenie głównego nacisku na swoje rzekome chojractwo polityczne, dokładnie w chwili zetknięcia się ze śmiercią brata, wydaje się być… złym aktorstwem. Telenowela to również przedsięwzięcie kolektywne. To nie monodram. To nie scenariusz dla jednego aktora, choćby nie wiem jak zdeterminowanego. Źle się stało dla rozwoju akcji, że Jarosław w imię gwiazdorskiego splendoru nie dopuścił do głosu brata. Głos „z offu”…

W końcu to oni obaj pisali scenariusz do „Smoleńska”. I to w głównej mierze powinno zapewnić im sławę i pamięć publiczności.

(natchnienie płynęło z słuchania odważnych i płomiennych kaczyńskich oskarżeń polskiego rządu i Rosjan – by pan Kaczyński przesądzając o czyjejkolwiek winie, przypadkiem o kimś nie zapomniał)

 

 

 

Bóg to za mało

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Rozmaitości