...dlaczego chcesz im układać życie?
Ta notka jest odpowiedzią na komentarz blogera memory, który uznał za stosowne zakwestionować moje prawo do zabierania głosu w sprawach publicznej szkoły. Nie mówi tego wprost — ogranicza się do sugestii, żebym „nie mieszał nosa” w sprawy katolików. A konkretnie: w sprawę obecności krzyża w szkołach publicznych.
To charakterystyczne. Gdy tylko pojawia się głos krytyczny, natychmiast okazuje się, że szkoła przestaje być publiczna, a staje się wyznaniowa. Jakby uczyły się w niej wyłącznie katolickie dzieci, a wszyscy pozostali byli co najwyżej niepożądanym dodatkiem.
Sprzeciw memory wywołała moja uwaga, że skoro krzyż w szkołach nie jest ani szanowany, ani bezpieczny, to przede wszystkim w interesie samych katolików leży jego ochrona. Zwłaszcza że coraz częściej służy on nie religii, lecz prowokowaniu osób religijnie neutralnych lub obojętnych. Skoro tak, to problem przestaje być „wewnętrzną sprawą katolików” i staje się problemem wspólnym.
Gdyby memory kwestionował jedynie moje prawo do troski o krzyż, podłożyłby się całkowicie. Musiałby bowiem odpowiedzieć na pytanie, jak wygląda katolicka troska o ten symbol w praktyce. Wystarczy spojrzeć na Kielno: beztroska deprecjacja krzyża przez młodych katolików oraz cyniczne, demonstracyjne granie nim przez ultrakatolickich polityków. To nie jest obrona krzyża — to jego instrumentalizacja. I w efekcie już świadoma, konsekwentna deprecjacja. Awanturnizm w stylu: na złość babci odmrożę sobie uszy...
Sedno sporu nie dotyczy więc wiarygodności mojej troski, lecz samego pojęcia troski jako takiego. Katolicka troska o krzyż polega dziś głównie na jego wciskaniu wszędzie tam, gdzie tylko się da — także w przestrzenie, w których sami katolicy nie są w stanie zapewnić mu należnego, deklarowanego przez siebie szacunku.
Domyślnym miejscem krzyża jest kościół, kaplica, przestrzeń kultu. Publiczna szkoła dawno przestała być takim miejscem. Gdyby było inaczej, nie mielibyśmy co kilka lat tych samych awantur, prowokacji i ideologicznych spektakli urządzanych kosztem uczniów i nauczycieli.
Mottem tej polemiki pozostaje aroganckie roszczenie blogera memory, że w polskiej szkole publicznej uczą się sami katolicy. A skoro tak, to obecność krzyża miałaby być wyłącznie ich sprawą. To roszczenie można jednak bez trudu odwrócić: dlaczego katolicy uzurpują sobie prawo do układania życia wszystkim innym?
I właśnie w takim stylu, z taką intencją i z takimi skutkami, jak pokazuje to przykład Kielna.


Komentarze
Pokaż komentarze (71)