Heca urządzona przez małoletnich katolików z Kielna, w którą z niekłamaną przyjemnością dali się wciągnąć członkowie PiS, zdaje się zmierzać do szczęśliwego końca. Krzyż okazał się tandetnym gadżetem, tzw. urażone religijne uczucia typową religijną obłudą i takąż arogancją.
Rzekome urażenie bąbelków z Kielna samoistnie gdzieś po drodze wyparowało, parlamentarzyści PiS samoistnie zamilkli. W efekcie Dorota Arciszewska Mielewczyk udała się na ferie. Siłą rzeczy jakby mniej chętnie broni katolickiego krzyża. Pikietujący też więc chwilowo mają wolne.
Zapewne posłanka PiS na posterunku zamelduje się w poniedziałek, gdy zaatakowana wpierw przez gówniarzerię z Kielna, a potem przez nią samą anglistka wróci po feriach do pracy. I będzie to miało swój smaczek, choć bardziej jednak ekonomiczny niż religijny, jakkolwiek religia i pieniądze to ta sama przecież parafia.
W czasie bowiem, gdy Dorota Królowa Pierza przypuszczalnie zamierza konsekwentnie pikietować, to anglistka będzie uczyć małoletnich Kaszubów angielskiego, a jej pełnomocnicy dochodzić będą zadośćuczynienia za katolicką prowokację, na wskutek której ich klientka utraciła środki do życia i dobre imię. Odszkodowania od państwa, w którym interesy na polskim pierzu razem z mężem robiła Arciszewska Mielewczyk. Interesy, którym towarzyszą kilkunastomilionowe długi, wielomilionowe kredyty w cieszących się wiadomą sławą pisowskich SKOKach i co najmniej mało patriotyczne operacje finansowe z destynacją cypryjską.
Być może dojdzie więc do tych osiągnięć posłanki Arciszewskiej Mielewczyk i kolejne. Wypłata ze środków publicznych odszkodowania za jej osobisty katolicko pisowski gulgot.
Inne tematy w dziale Polityka