Każdy z nas, gdy otwiera oczy i wstaje lewą nogą z łóżka, uświadamia sobie, gdzie jest, kim jest, co go czeka. I ogarnia go rezygnacja; jak mokra ścierka, oblepia mu świat, a wszystko jest spocone, przerażone i nie ma końca.
Zostaliśmy nauczeni pesymizmu. Do perfekcji opanowaliśmy wygodną sztukę poddawania się. Ucieczka, chowanie głowy w piach, to nasze metody ratunku, nasze chwytania się brzytwy.
Obezwładnia nas, paraliżuje świadomość bezsensu podejmowania walki. Przekonanie, że niczego robić warto, nie ma z kim, że to daremny trud.
Każdy z nas chętnie by coś w tym swoim życiu zmienił na lepsze, każdy by był za jakąś normalnością, ale nie lubimy wybiegać przed orkiestrę, wyrywać się z przedwczesnym entuzjazmem, wolimy przyjść na gotowe, i ustalone, życzymy sobie dołączyć do tłumu, a nie do garstki, bo dołączyć się bez pewności zwycięstwa, to dla wielu z nas zbyt wielkie ryzyko.
Każdy z nas jest jak gdyby patriotą (jakkolwiek są i tacy, co sądzą, że bycie patriotą w czasach dzisiejszych, równoznaczne jest z byciem idiotą).
Ps.
Czekamy na sygnał, na znak. Lecz znak da późny wnuk dopiero.
Komentarze
Pokaż komentarze