"Zadaje Pani haniebne pytania" - takie słowa usłyszała Ewa Kochanowska od premiera III RP na spotkaniu z rodzinami smoleńskimi. Rząd nie potrafił uszanować samych ofiar katastrofy, dlaczego więc mielibyśmy oczekiwać, by lepiej traktowano wdowy i córki poległych? Ta racjonalna ocena nie zmienia oburzenia, jakie wywołuje brutalność, z jaką traktuje się część rodzin, nie godzących się na manipulacje i zakłamywanie śledztwa. Zwykła przyzwoitość nakazywałaby szacunek i troskę, wobec tych, które przeżyły wielką tragedię i mają prawo do poruszania najtrudniejszych kwestii. Przyzwoitość nie jest jednak mocną stroną wierchuszki Platformy Obywatelskiej.
Ewa Kochanowska, Beata Gosiewska i Małgorzata Wassermann zmuszone zostały do opuszczenia na znak protestu zebrania, prowadzonego w autorytarnym, nie znoszącym sprzeciwu stylu.
Jak widać, rządząca w Polsce administracja potrafi jedynie godnie przyjąć wysłanników Rosji i miłosiernie przygarnąć byłego dyktatora, odpowiedzialnego za pacyfikację Czechosłowacji, Wybrzeża i wprowadzenie stanu wojennego.
Na pytania o te i inne haniebne posunięcia odpowiedzialni będą jednak musieli kiedyś odpowiedzieć - nie tylko przed bezbronnymi, pogrążonymi w żałobie kobietami, ale przez całym narodem, który w końcu się przebudzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)