szpak80 szpak80
3154
BLOG

Mieszkańcy okolic Treblinki ratujący Żydów.

szpak80 szpak80 Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 20

Na stronie radia wnet trafiłem na wpis o książce pt.: "Polacy z okolic Treblinki ratujący Żydów".

Autorzy książki (kierownik Muzeum Treblinki i ksiądz urodzony w jej okolicach) "dokumentują postawy ponad 310 osób, w tym 18 księży, którzy zostali zamordowani w tamtym rejonie za pomoc Żydom. Prezentują oni szczegółową dokumentację działań tych, z których 335 osób zostało odznaczonych medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata".
"W pierwszym rozdziale ukazane są dzieje miejscowości Treblinka od początków jej istnienia do XX wieku. Kolejne dwa rozdziały poświęcone są Karnemu Obozowi Pracy –Treblinka I (dla Polaków) i Obozowi Zagłady – Treblinka II (dla Żydów). Następne zaś ukazują zamordowanych za pomoc Żydom, Sprawiedliwych wśród Nardów Świata i osoby pomagające ludności żydowskiej. W ramach tych rozdziałów zaproponowano podział na dwie części. Pierwsza część stanowi listę osób z podaniem krótkiej charakterystyki pomocy; druga zaś jest szerszym opisem wybranych postaci. Całość materiału jest ułożona w porządku alfabetycznym wg nazw miejscowości. Książkę zamykają relacje świadków: ocalonych Żydów, byłych więźniów Treblinki I oraz mieszkańców z sąsiedztwa obozów." (ze wstępu).

Można pobrać kopię książki ze strony www.polacyizydzi.pl
 

Poniżej, kilka historii, w tym jedna, którą miejscowi samozwańczy "światowcy" określiliby zapewne mianem kiczowatej gdyby ujrzeli ją w filmie. Tu mogą mieć problem bo wydarzyła sie naprawdę.

Pan Ela.

Siedlce, woj.mazowieckie
Pomagający: Helena Arak, Franciszek Maksymiuk, Maria Moskwiak.

"Ela Kaselbrener 23 sierpnia 1942 r. szedł w kolumnie razem z innymi Żydami w stronę towarowej rampy kolejowej, skąd odchodziły transporty do Obozu Zagłady w Treblince. Ulica Floriańska, którą szła kolumna usłana była trupami. U zbiegu ul. 3 Maja i Floriańskiej Ela Kaselbrener niepostrzeżenie odłączył się od maszerującej kolumny i ukląkł przed krzyżem stojącym na skrzyżowaniu. Konwojujący esesmani nie zwrócili na niego uwagi. Miał wówczas 62 lata, a przed wojną miał młyn i dobre kontakty z polskimi młynarzami. To oni przez okres okupacji ukrywali go i strzegli. Przeżył szczęśliwie wojnę. Dnia 3 października 1944 r. zmienił wyznanie na rzymskokatolickie w parafii św. Stanisława w Siedlcach. Jego rodzicami chrzestnymi byli: Franciszek Maksymiuk i Maria Moskwiak. Następnie 30 grudnia 1944 r. ożenił się z Heleną Arak, mającą wówczas 47 lat, którą bliżej poznał w czasie ukrywania się. W 1947 r. zmienił nazwisko na Aleksander Szczepański. Zmarł 20 stycznia 1967 r. i został pochowany na katolickim cmentarzu przy ul. Janowskiej. Do dziś na jego dawnej posesji przy ul. Brzeskiej 46 stoi kapliczka, wybudowana w 1946 r. jako podziękowanie
za ocalone życie." (str.316)

E. Kopówka, Żydzi w Siedlcach 1850–1945, s. 125.

 

Mała Rachela.

Sobieszyn (gm. Ułęż, pow. rycki, woj. lubelskie)
Pomagający: Ks. Aleksander Zalski

"Zofia Kubar, ocalała z zagłady, po latach napisała: „Dla bezpieczeństwa i po to, by pozostać niezauważonymi, zdecydowaliśmy się nauczać w pobliskiej wiosce Sobieszyn, zamiast w szkole w miejscowości Ryki.Pierwszej niedzieli po rozpoczęciu naszego kursu, wszyscy nauczyciele zostali zaproszeni na podwieczorek na plebanię. Chociaż większość z nas była ateistami, przyjęliśmy zaproszenie, ponieważ w małych parafiach zwyczaj nakazywał przyprowadzanie nowo przybyłych do lokalnego księdza. Dla mnie wizyta ta miała specjalne znaczenie. Po raz pierwszy w moim życiu miałam złożyć księdzu wizytę o charakterze towarzyskim.

Ks. Aleksander Zalski był dobrze zbudowanym mężczyzną około czterdziestki. Chociaż był miłym i gościnnym człowiekiem z dużym poczuciem humoru, towarzyszący mi nauczyciele – młodzi intelektualiści, niemalże natychmiast  zaczęli atakować jego wiarę, przekonania, korzystając z jego nieumiejętności  odpierania argumentów. Nagle usłyszeliśmy dziecięcy płacz: «Księże! Księże!». Do pokoju wbiegła dziewczynka w wieku czterech bądź pięciu lat. Niewiele miałem okazji, by widzieć dziecko tak piękne i jednocześnie pełne wdzięku. Loki kruczoczarne, a cera śniada. Nie mieliśmy najmniejszych wątpliwości, że to była Żydówka. Wstrząsnęła mną jej obecność w domu księdza. Chwilę potem znalazła się w jego ramionach. Nie mogąc złapać oddechu, i pochlipywała, przypomniała mu, by opowiedział historię, którą zawsze opowiadał jej w czasie posiłków. «Księże» jest zwrotem, którego ludzie używają, gdy zwracają się do duchownego, ale ja czułam, że to dziecko traktuje go jak swego prawdziwego opiekuna. Dziewczynka patrzyła na niego jak na swego prawdziwego ojca. Miałam później okazję obserwować, jak ksiądz ją karmił, starał się ją ukoić, siedział przy niej do momentu zaśnięcia. Podczas naszej pierwszej wizyty ks. Zalski wydawał się trochę zakłopotany obecnością małego intruza, ale nie strofował dziewczynki. Uroczyście obiecał jej, że później opowie historię, o którą został poproszony. Szczęśliwa i uspokojona Marianna opuściła pokój. Po tym incydencie ksiądz wymamrotał przeprosiny. Stwierdził, że jako ksiądz nie ma wielkiego doświadczenia  w opiekowaniu się dziećmi, a zadania podjął się ze względu na zobowiązania wobec zmarłych rodziców – dalekich krewnych. Szczerze podziwiałam ks. Zalskiego za jego odwagę i oddanie się temu żydowskiemu dziecku. Ryzyko było ogromne. Kary wymierzane przez nazistów były bezlitosne. Osobiście znałam siedem sióstr miłosierdzia z sierocińca świętego Stanisława w Warszawie, które zostały zamordowane za ukrywanie żydowskich dzieci [zabite zostały: s. Zofia Dziewanowska, s. Helena Jezierska, s. Zofia Kowalczyk, s. Anna Apolonia Motz, s. Maria (Marianna) Nadolska, s. Józefa Ogrodowicz, s. Aurelia Pomierny i s. Maria Florentyna Wilman – przyp. red.]. Wielu polskich księży było głęboko zaangażowanych w pomoc Żydom. To była część zadań w ramach działań Ruchu Oporu. Księża, jeden za drugim, byli skazywani na śmierć. Ponad 4400 katolickich księży i braci zakonnych umieszczono w obozach koncentracyjnych, gdzie przeszło połowę z nich zamordowano. Z 1100 zakonnic uwięzionych w obozach koncentracyjnych, około 240 straciło życie. Żałuję, że nigdy nie miałam okazji opowiedzieć o swoich uczuciach księdzu Zalskiemu, ale to nie żydowskie dziecko było tematem dyskusji w owym czasie. Dopiero niedawno dowiedziałam się o dalszych losach księdza Zalskiego i dziecka. Ks. Zalski pozostał w swej parafii aż do swej śmierci, która nastąpiła w latach sześćdziesiątych [w 1958 r. – przyp. red.]. Małej Mariannie, która naprawdę nazywała się Rachela, udało się przeżyć wojnę. Jej matka zażyła truciznę podczas deportacji w Siedlcach. Dziecko  przekazywano z rąk do rąk, aż powierzono je ks. Zalskiemu. W roku 1946, z pomocą pani Glazer- Olszanowskiej, Marianna została odesłana do swojego wuja do Izraela, gdzie wychowano ją w kibucu. Skończyła studia ekonomiczne, wyszła za mąż i urodziła dwoje dzieci. Pani Glazer-Olszanowska odwiedziła ją w Izraelu i opowiadała później, że Marianna została bardzo szanowaną urzędniczką. Nie widziałam jej nigdy później; tylko ten jeden raz – wiosną 1944 roku, na plebanii ks. Zalskiego w Sobieszynie”. (str.318).


Z. S. Kubar, Double Identity, s. 154-158 [tłum. Beata Małko]. Są prowadzone badania mające na celu ustalenie tożsamości matki Racheli. Przypuszcza się, że mogła to być Cypora Jabłoń-Zoszajn."

Halina Gedanken.

Sprawiedliwi:
Unin (gm. Górzno, pow. garwoliński, woj. mazowieckie)
Stefan Lasota i Władysława Lasota(09.12.1992)

Halina Gedanken (19 lat) pochodziła z Zelichowa i cudem uniknęła deportacji z getta do obozu zagłady w Treblince, była bowiem chora na tyfus. Poszukiwała pomocy u przyjaciół rodziców – Aleksandra i Marianny Kruków ze wsi Goniwilk. Pomimo choroby Haliny i ryzyka utraty życia za pomoc udzielaną Żydówce, siedmioosobowa rodzina postanowiła ją przyjąć. Halina wyzdrowiała, jednak wcześniej Stefan zaraził się od niej i zmarł. Mając na uwadze bezpieczeństwo rodziny Kruków, Halina przeniosła się w maju 1943 r. do rodziny Lasotów. Ci zdobyli dla niej kennkartę na imię i nazwisko: Marianna Kowalczyk i zatrudnili u siebie w charakterze pomocy domowej, aż do uzyskania wyzwolenia okupowanych terenów. (str.250)

Księga Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Polska, cz. I, I. Gutman (red.), s. 392.

*** *** *** *** ***

Treblinka II - Obóz Zagłady

Załoga.

"Załoga obozu liczyła zaledwie 30-40 osób. Byli to przeważnie ludzie w wieku 30-40 lat, Niemcy i Austriacy. Wszyscy musieli podpisać dokument o zachowaniu ścisłej tajemnicy państwowej. Na czele obozu stał komendant. Pierwszym komendantem był doktor medycyny Irmfried Eberl, który pełnił tę funkcję od powstania obozu do sierpnia 1942 roku. Od samego początku był związany z T-4 i ośrodkami eutanazji, gdzie dokonywano morderstw na nieuleczalnie chorych i kalekach. Był m.in. dyrektorem „instytutu” koło Hanoweru, w którym dokonywano eutanazji. Mordowano tam za pomocą gazu również więźniów politycznych. Pod koniec kwietnia 1942 r. Eberl przybył do Sobiboru, aby przygotować się do swojego zadania. W tym też czasie przystąpiono do budowy obozu zagłady w Treblince. Planowano uruchomić go już 1 lipca 1942 roku, jednak od 23 lipca 1942 r. zaczęły napływać masowo transporty deportowanych Żydów. Z dnia na dzień zwiększano ich liczbę. Na podstawie raportu Kurta Gersteina, dzienne możliwości uśmiercania deportowanych ludzi wyliczono na 25 tys. Były to dane zawyżone. Załoga nie radziła sobie z mordowaniem tak dużej liczby osób w ciągu jednego dnia. Dochodziło do długich przestojów pociągów, strzelania do uciekających z transportów i do wysiadających już w obozie. Irmfried Eberl został zwolniony z funkcji komendanta Treblinki przez inspektora Wirtha za nieudolność oraz bałagan panujący w obozie i wrócił do „instytutu” w Bernburgu..."(dalej wymieniono kolejnych komendantów nazwiska części załogi obozu).

Można też znaleźć charakterystykę ukraińskich i rosyjskich strażników obozowych:

"Richard Glazar tak ich scharakteryzował: „Strażnicy ukraińscy są szefami niewolników i pomocnikami katów; są pogardzani zarówno przez panów i głównych katów, jak również przez niewolników. Każdy z nich jest młody, gdzieś koło dwudziestki i wszyscy kipią zdrowiem i wulgarnością. Nie mogli marzyć – kiedy wychodzili ze swych wiosek i pozwalali się werbować – że będą pływać w żarciu, wódce, pieniądzach, że kobiety i dziewczęta będą podążać za nimi do wiosek przy obozie. Wydaje się im, że mogą nadal kontynuować bicie i zabijanie Żydów”.

R. Glazar, Trap With a Green Fence. Survival in Treblinka, Evanston 1995, s. 53.
 

***

 W książce jest też mapa okolic Treblinki z charakterystyczną legendą:

 

 

w miejscowości Paulinów Niemcy zamorodowali 17 osób ukrywających Żydów, w Cisie 26...

większa rozdzielczość mapy:

http://s2.ifotos.pl/img/treblinka_haeehwq.jpg

***

Edward Kopówka, ks. Paweł Rytel-Andrianik
Dam im imię na wieki (Iz 56,5). Polacy z okolic Treblinki ratujący Żydów, Oxford- Treblinka, 2011

książka do pobrania:
http://www.polacyizydzi.pl/dam-im-imie-na-wieki.pdf


http://www.radiownet.pl/publikacje/polacy-z-okolic-treblinki-uratowali-setki-zydow

 

szpak80
O mnie szpak80

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Kultura