W filmie "Walkiria" o zamachu na Hitlera dokonanym przez "bohaterskiego antynazistę" von Staufffenberg'a, tuż przed egzekucją, główny bohater wznosi okrzyk:
"Es lebe das heilige Deutschland!" ("Long live sacred Germany!", "Niech żyją święte Niemcy!). Na raczej poważnej stronie w internecie można się nawet natknąć na twierdzenie, że Stauffenberg umierał krzycząc..."Niech żyją wolne Niemcy!"
od 3 min.10 sek.
Według niektórych relacji ten okrzyk tak naprawdę był inny i brzmiał:
"Es lebe unser Geheimes Deutschland!“ ("Long live our Secret Germany!", "Niech żyją nasze Sekretne Niemcy!"
Geheimes Deutschland! (Sekretne Niemcy) z okrzyku to tytuł części ważnej pracy "Das neue Reich" (Nowa Rzesza) poety i myśliciela niemieckiego - Stefana Georga, którego podziwiał zamachowiec, i który zadedykował swoje dzieło napisane w 1922 roku...Bertholdowi Schenk Graf von Stauffenberg'owi. Jest to wizja nowej formy społeczeństwa rządzonego przez hierarchiczną duchową arystokrację. Wizja ta była tak atrakcyjna, że George musiał upominać by nie wykorzystywano jego dzieła do "przyziemnych celów politycznych" zwłaszcza by nie robili tego...narodowi socjaliści.
Fragment wpisu blogera Zbigwie nt.von Stauffenberga:
"Niemcy stworzyli mit gloryfikujący płk. Stauffenberga.(...)
W wieku 19 lat Stauffenberg postanowił zostać oficerem. Dojście Hitlera do władzy w 1933 roku Stauffenberg przyjmuje z entuzjazmem. Gdy w czasie nocy długich noży w 1934 roku zamordowany zostaje generał Kurt von Schleicher, który wcześniej przeciwstawiał się Hitlerowi, dumni oficerowi udają, że nic się nie stało. 1 września 1939 roku Stauffenberg wkracza do barbarzyńsko zbombardowanego Wielunia. To wtedy pisze w liście do żony znane zdania, jakie Polacy mają prawo zapamiętać na zawsze: "Ludność to niesłychany motłoch, tak wiele Żydów i mieszańców. To lud, który czuje się dobrze tylko pod batem. Tysiące jeńców wojennych posłuży nam dobrze w pracach rolniczych".
całość:
http://zbigwie.salon24.pl/408642,stauffenbergowi-nie-udalo-sie-ukatrupic-hitlera
Drugi okrzyk niosący równie charakterystyczną dla współczesnej propagandy treść, znajduje się w filmie "W ciemności" i jest umieszczony na planszy informacyjnej zamykającej film:
"12 maja 1945 Leopold Socha zginął ratując swoją córkę spod kół ciężarówki rosyjskiej armii. Na jego pogrzebie ktoś powiedział "To kara boska za pomaganie Żydom".
Krótkie zdania a aż się roi od...
Poniżej fragment artykułu G.Wąsowskiego wskazującego na część z nich:
"Okrzyk na pogrzebie. Czy na pewno?
Leopold Socha zginął pod kołami sowieckiej ciężarówki wojskowej. W filmie W ciemności jego śmierć nie została pokazana. O okolicznościach, w jakich rozstał się on z tym światem informują widza napisy końcowe filmu. Dzieło pani Holland nie pokazuje również pogrzebu dzielnego kanalarza, za to napisy końcowe informują Polskę i świat jaki był kulminacyjny moment tego pochówku. Otóż chwilą tą był okrzyk wzniesiony przez jednego z uczestników ceremonii pogrzebowej : to kara boska za pomaganie Żydom. Mocny ten akord na zakończenie projekcji jest równie mocno nieprecyzyjny. A przecież w takich sprawach konieczna wydaje się akuratność. Twórcy filmu podają bowiem w jego napisach końcowych, że Socha zginął w maju 1945 r. Tymczasem to tragiczne zdarzenie miało miejsce rok później, dokładnie 12 maja 1946 r. Do wypadku, w którym poniósł śmierć, doszło na ulicy Gliwic, nie Lwowa. Ale tego akurat nie można się dowiedzieć z treści napisu końcowego traktującego o pogrzebie Sochy; tekst milczy na temat miejsca śmierci i pochówku bohatera filmu. Zdecydowana większość widzów wychodzi więc z kina w przekonaniu, że do śmierci dzielnego kanalarza i fatalnej sceny na jego pogrzebie doszło we Lwowie. Oczywiście, dla poruszonej przeze mnie kwestii nie ma większego znaczenia czy pochówek bohatera W ciemności miał miejsce w roku 1945 czy w 1946 i czy nastąpił we Lwowie czy Gliwicach. Interesujące wydaje się natomiast czy ceremonia pogrzebu Sochy została rzeczywiście zakłócona w tak haniebny sposób. Pewne wątpliwości czy tak rzeczywiście było wydają się bowiem uzasadnione. Choćby z tej przyczyny, że na pogrzeb anonimowego wówczas kanalarza, wygnańca z Lwowa, mieszkańca Gliwic raptem od kilkunastu miesięcy, przyszli raczej tylko najbliżsi i, o czym będzie jeszcze mowa, niektórzy z uratowanych przez niego Żydów. Czy ktoś poza nimi znał wówczas historię Sochy? Wątpliwe. Niezależnie od tego zakłócenie pogrzebu, w sposób sprowadzający się do wykrzyczenia wobec rodziny zmarłego, że śmierć ich bliskiego jest karą boską za jego czyny, niezależnie o jakie zachowanie chodzi, jest po prostu mało prawdopodobne. Nawet w coraz bardziej wypłukanych z chrześcijaństwa czasach nam współczesnych. A prawdopodobieństwo zajścia takiego incydentu ponad sześćdziesiąt pięć lat temu, gdy normy zachowania właściwego kulturze chrześcijańskiej były, zwłaszcza podczas obrządków kościelnych, przestrzegane o wiele bardziej niż dzisiaj, wydaje się jeszcze mniejsze.(...) Wątpliwości wzmaga fakt, że pani Krystyna Chigler, jedna z uratowanych przez trójkę: Socha, Wróblewski i Kowalów, licząca sobie w 1946 r niespełna jedenaście wiosen, w retrospekcyjnej książce Dziewczynka w zielonym sweterku, napisanej wspólnie z Danielem Paisnerem, nie wspomina o zakłóceniu ceremonii pogrzebowej swego wybawiciela, Leopolda Sochy, krzykiem to kara boska za pomaganie Żydom."
***
http://en.wikipedia.org/wiki/Stefan_George
"Niech żyją wolne Niemcy!":
http://www.jewishvirtuallibrary.org/jsource/biography/Stauffenberg.html



Komentarze
Pokaż komentarze