"Przy wszystkich zaletach prezydenta Narutowicza pamiętajmy, że jego wybór był szokiem dla znacznej części opinii publicznej. Został oto wybrany na najwyższe, najgodniejsze stanowisko w państwie, tak to wówczas rozumiano, tak widziano urząd prezydenta, człowiek, który zyskał ten wybór dzięki absolutnie przypadkowej, egzotycznej koalicji parlamentarnej. To nawet nie jest ważne, że nie były to głosy polskie, były to głosy mniejszości narodowej czy głosy lewicy. Była to koalicja najzupełniej nienaturalna, pokazująca politykanctwo i grę polityczną. I wreszcie przy wszystkich zaletach prezydenta Narutowicza, który może mógłby, być może, stać się mężem stanu, ale na pewno nim nie był w momencie wyboru na prezydenta, pamiętajmy, że Narutowicz był człowiekiem, który przyjechał do Polski po wielu latach. Polskę nie do końca znał i nie był identyfikowany jako zupełnie swój, jako ten, który przeżył I wojnę światową w ojczyźnie. To trochę tak, [...] jakby w pierwszych wolnych wyborach w obecnej Rzeczypospolitej prezydentem został Stan Tymiński. Wyboraźcie sobie państwo, jakie byłyby reakcje opinii publicznej."
A.Garlicki dla programu "Rewizja Nadzwyczajna", red. Dariusz Baliszewski, TVP 1999
Za: Glaukopis nr 27, A.D. 2012
Adam Michnik, Gazeta Wyborcza nr 447, wydanie z dnia 01/12/1990
"Dlaczego nie oddam głosu na Stana Tymińskiego
Ze strachu i ze wstydu. Wszystko to przypomina koszmarny sen. Za ten sen czuję się odpowiedzialny osobiście. Stan Tymiński wydawał mi się początkowo postacią kompletnie niepoważna, rodzajem maniaka z silnymi odchyleniami od normy, który wygadywał rzeczy tak żenująco głupie, że aż niewarte bliższej uwagi
Okazuje się wszakże nie po raz pierwszy w historii rodzaju ludzkiego - że prymitywny szarlatan udający cudotwórcę potrafi pociągnąć za sobą miliony. Także wielu spośród naszych Czytelników.
Czytam w głosach z telefonicznej opinii publicznej "Głosowałem na Mazowieckiego, Jeśli Wałęsa nie odżegna się od braci Kaczyńskich i Najdera, którzy sprowadzili nas na drogę bez wyjścia, to w drugiej turze będę glosował na Tymińskiego".
I apele wprost do mnie; "panie Adamie, swoje postawą dał pan dowód, że jest za prawdziwą demokracją, a nie za dyktatorską samolubną demokracją pana Wałęsy. Rób pan coś, aby demokracja była demokracją. Dlaczego ktoś obcy np. pan Tymiński, miałby być gorszy od pana Wałęsy? Wałęsa chciał przewietrzyć Warszawę, wolę, żeby to zrobił pan Tymiński".
Odpowiadam: aby demokracja była demokracją, nigdy nie oddam głosu na Tymińskiego. Nigdy nie oddam głosu za ośmieszeniem Polski: za ignorancją, która udaje prostotę; za hipnozą, któro udaje perswazję.
Zwracam się do wszystkich Czytelników "Gazety Wyborczej": Czy powierzycie przyjaciele wyrwanie zęba komuś, o kim nie wiecie nic, poza tym, że przechwala się swoimi umiejętnościami? Nie? No to jakże oddać mu los Polski?
Można odrzucać linię polityczną Wałęsy I jego obozu. Ale zapewniam Was, że peruwiański mesjasz, który obiecuje Kanadę i bombę atomowa, kłamie jak z nut i piecie jak zawiedziony, oznaczać może prawdziwą zagładę Polski.
Dlatego powtarzam: żaden rozsądny polski głos nie może być oddany na Stana Tymińskiego."
Gazeta Wyborcza nr 447, wydanie z dnia 01/12/1990
***
"Gdy po zamknięciu lokali wyborczych telewizja państwowa podała wyniki „infasu”, czyli niemieckiej firmy pytającej przed lokalami wyborczymi, jak Polacy głosowali, mało kto na Foksal chciał wierzyć w to, co widzi. Lech Wałęsa 39,96 proc. głosów, Stanisław Tymiński 23,1 proc., Tadeusz Mazowiecki 18,08 proc., Włodzimierz Cimoszewicz 9,21 proc., Roman Bartoszcze 7,15 proc., Leszek Moczulski 2,50 proc. Niesamowity szok. Rzeczniczka prasowa rządu Małgorzata Niezabitowska przyjmuje kondolencje. Wicemarszałek senatu Zofia Kuratowska z wypiekami na twarzy mówi o Tymińskim: „To polityczny Kaszpirowski!”. Aleksander Małachowski wieszczy, że partia niezadowolonych, która głosowała na Tymińskiego, za rok internuje Wałęsę w Belwederze. (...)
Według amerykańskiego korespondenta „Gazety Wyborczej” telewizja ta kradła programy za pomocą anteny satelitarnej. Obrzydzano zresztą kandydata na prezydenta na wiele sposobów. Adam Michnik na posiedzeniu Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego nazywał go „indiańskim mesjaszem i hochsztaplerem”, przytaczano uzyskane z biura paszportowego informacje, że przyjeżdżał do Polski przez rządzony przez Kaddafiego Trypolis, stolicę światowego terroryzmu. (...)
(...) nie była to klasyczna debata, lecz wspólna konferencja prasowa Wałęsy i Tymińskiego. Organizuje ją państwowa telewizja. Odpowiedzialny za jej organizację jest ówczesny wiceprezes zarządu TVP, a dziś szef Rady do spraw Radiofonii Jan Dworak. Prowadzą ją dwaj dziennikarze zaaprobowani przez sztaby wyborcze. Są to Maciej Wierzyński, wówczas szef biura Radia Wolna Europa w Polsce, a dziś TVN24, i znany publicysta Michał Komar. Na sali są dziennikarze, którzy zadają kandydatom pytania. Pamiętam atmosferę wrogości, wręcz agresji wobec Tymińskiego. Jakby siedzący na sali dziennikarze czuli się obrażeni faktem, że to on przeszedł do drugiej tury, a nie Mazowiecki. Tymiński wszystkie zaczepki, czasem obraźliwe wręcz pytania, przyjmował z kamiennym spokojem i uśmiechem na twarzy."
http://www.focus.pl/historia/artykuly/zobacz/publikacje/szok-wyborczy/



Komentarze
Pokaż komentarze (7)