szpak80 szpak80
1372
BLOG

JEWISHGEN:"Wspaniała Jedwabieńska Legenda" (raczej nędzna hucpa)

szpak80 szpak80 Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 24

 

Dopisek o autorze poniższej historii:

"Jednym z najchętniej cytowanych przez Grossa świadków rzekomych polskich zbrodni, i to tych najstraszniejszych, był niejaki Icchak Neumark. Sęk w tym, że jest to zarazem jeden z najmniej wiarygodnych świadków, który według licznych zeznań w ogóle nie był w Jedwabnem w dniu mordu Żydów. Sam prokurator Radosław Ignatiew wspominał w rozmowie redakcyjnej „Rzeczypospolitej", iż dotarł do świadka, "który twierdzi, że osoby tej (Neumarka — J.R.N.) nie było wtedy w Jedwabnem.W czerwcu jakiś Niemiec chciał go zastrzelić, uciekł więc i ukrywał się ze swoją siostrą." (Por. "Jedwabne, 10 lipca 1941 — zbrodnia i pamięć", "Rzeczpospolita"z 3-4 marca 2001 r)."

http://waffe.republika.pl/100_Klamstw%20J.T.%20Grossa.pdf

***

"W odpowiedzi na naszą prośbę, by przybliżyć Wspaniałą Jedwabieńską Legendę, gdy jako młody chłopak uratował 60 Żydów od szubienicy - zapis porywającego i heroicznego wyczynu Icchaka Jankiela Naumarka o wydarzeniach z roku 1920.

Błogosławieństwa od dziesięciu uratowanych rabinów zapewniły jemu samemu wybawienie od hitlerowskiego Holocaustu."

"To było krótko po moim Bar-Mitzvah, w roku 1920, kiedy polska armia rozbiła i wygoniła Niemców z polskiej ziemi. Osławiony antysemita gen. Haller zdecydował by ukoronować swój triumf przeciwko Niemcom organizując pogrom Żydów w Polsce.

Armia Hallera składała się z najbardziej znanych antysemitów, którzy nieprzytomnie plądrowali, bili, mordowali, wyrywali brody i wyrzucali żydowskich mężczyzn, kobiety i dzieci z pociągów. W przededniu Yom Kippur Hallerczycy zabili Nie-Żyda i ukryli jego ciało pod domem rabina z Radziwiłowa, który był usytuowany 16 km od Jedwabnego. Potem wypuścili świnie z ich chlewów by odkryły ciało. Natychmiast rozpuścili plotkę, że rabin zamordował człowieka i wzywali publicznie by natychmiast wziąć rewanż na Żydach aresztując 10 rabinów i 50 liderów społeczności z miasteczek wokół Radziwiłowa po to by dokonać publicznej egzekucji ich wszystkich. Zaaresztowano rabinów z następujących miasteczek: Radziwiłow, wliczając rabbiego Faivele, Stawiska, Grajewo, Rajgród, Goniąndz, etc., wraz ze świeckimi było to 60 osób.

Rabin z Radziwiłowa znał osobiście arcybiskupa Łomży ponieważ uratował mu życie wstawiając się u Rosjan. On (abp.) był jedyną osobą, która mogłaby mieć wpływ na antysemitów i uratować życie 60 osób. Jednak był też problem - jak dotrzeć do niego kiedy wszystkie drogi były obstawione przez ludzi Hallera.

Rabin z Radziwiłowa napisał list do arcybiskupa, który został podpisany przez wyszystkich rabinów. Ale wciąż potrzebowali młodego sprawnego jeźdźca, który mógł podjąć się najniebezpieczniejszej misji - dostarczenia listu do rąk arcybiskupa w Łomży w możliwie najktrószym czasie, gdyż egzekucja została wyznaczona na godzinę 11.00 kolejnego dnia.

Następnie przyszła do mnie delegacja liderów społeczności w następującym składzie: Sholom, Hershl Mendl's Shtein, Avrom Aaron Ibram, Chonche Goldberg, Chone Zaidenstat. Błagali bym to ja podjął się bycia posłańcem. Mimo że bardzo się bałem, bo rozumiałem poważne niebezpieczeństwo czekające na mnie na drogach, ale myśl i przekonanie, że będę mógł uratować  tak wspaniałych Zadikim (sprawiedliwych ludzi) i chasydów (najwyższej szczodrobliwości) uspokoiła mnie. Zgodziłem się więc, założyłem nakrycie głowy jakie noszą Nie-Żydzi, pożyczyłem konia od mojego sąsiada Nie-Żyda (mój własny koń był koloru brązowego a więc rzucał się w oczy) i jak strzała popędziłem aż do Piontnicy. Jakiś Hallerczyk zauważył mnie i próbował powstrzymać ale uciekłem mu i dotarłem do Łomży.

I wtedy zobaczyłem co antysemici robią Żydom. Niedaleko starego kościoła leżał martwy Reb Yochanan, wytwórca salami, dalej, na ul.Sadowej producent octu leżał martwy. Niedaleko starego rynku w rynsztoku było ciało wytwórcy świeczników. Poszedłem do rabinatu by przekazać im wieści. Ich twarze były zasłonięte czarnymi chustami ponieważ Hallerczycy wyrwali im brody aż do krwi, wszyscy płakali. Zastanawiali się w jaki sposób przebyłem drogę w tak strasznych czasach. Ale pobłogosławili mnie aby zło mnie nie spotkało i bym przekazał moją wiadomość bez przeszkód.

Ponieważ ulice Łomży opustoszały, zebrałem w sobie odwagę i szybko pojechałem na ul. Dworską (Dvorna) do rezydencji arcybiskupa. Kiedy zapukałem do drzwi zakonnica wyszła i zapytała co chcę. Poinformowałem ją, że mam list do Ojca Świętego, który muszę doręczyć mu osobiście. Potem wyszedł ksiądz, który zażądał bym oddał mu ten list. Odmówiłem, tłumacząc, że jestem zobowiązany doręczyć list osobiście ponieważ Hallerczycy zamierzają wkrótce zastrzelić wielu prawych Polaków. Wobec tego pozwolił mi wejść. Arcybiskup ubrany był w purpurę i ornat pokryty złotem, przyjął list ode mnie. Natychmiast po przeczytaniu listu, napisał własny, który szybko wysłał przez swojego specjalnego gońca (wszystkie telefony były odcięte). Potem mnie pożegnał i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Goniec arcybiskupa dotarł do celu na 20 minut przed mającą odbyć się egzekucją 60 osób.

Natychmiast pojechałem z powrotem do Jedwabnego aby być w domu na Yom Kippur. Przez pół drogi do celu, aż do wioski Yezurk, nie widziałem nikogo. Ale w wiosce zostałem zatrzymany przez Hallerczyków, i gdy oni szukali sznura by przywiązać mnie do konia i pognać go by wlókł mnie po ziemi aż do mojej śmierci, wykorzystałem moment, wskoczyłem na konia i szybko uciekłem galopując w kierunku mojego miasta. Hallerczycy ścigali mnie strzelając w trakcie, ale dotrałem do domu zdrów na ciele i w duchu, jednak mój koń miał przestrzelone ucho. Żydzi przywitali mnie uściskami i pocałunkami. Chcieli mi zapłacić za mój heroiczny wyczyn ale powiedziałem, że takiego Mitzvah nigdy nie kupią za pieniądze.

Po święcie Shovuos, przyjechał autobus pełen rabinów, aby spotkać się ze mną i przekazać swoją wdzięczność i błogosławieństwo. Potem ktoś podawał się za osobę, która przeniosła wiadomość, ale kiedy zapytano go o szczegóły od razu przyznał się i wkazał na mnie jako prawdziwego posłańca. Po krótkiej wymianie zdań na temat szczegółów mojego wejścia do rezydencji arcybiskupa etc., cadyk z Radziwiłowa chwycił moje dłonie i zmówił następującą modlitwę: "Od ognia i wody, przez grzmoty i błyskawice, nic nigdy cię nie dosięgnie". Następnie inni rabini, jeden po drugim, obdarzali mnie swoim błogosławieństwem.

Szczerze i całym sercem wierzę, że z mocy ich błogosławieństw, zostałem ocalony, najpierw od płonącej stodoły w Jedwabnem, a potem przez 5 i pół roku w najbardziej niebezpiecznych obozach koncentracyjnych.

Dzięki Bo---u przez wszystko przeszedłem bez najmniejszego zadraśnięcia - więc niech Ojciec Niebieski wciąż pomaga mnie i mojej rodzinie w cnocie błogosławieństw prawych ludzi i abyśmy wszyscy mogli ujrzeć nadejście Mesjasza, który przyniesie pokój Izraelowi i całemu światu. Amen! Niech się stanie Jego wola."

http://www.jewishgen.org/yizkor/jedwabne/yed033.html

***

Ciekawe tym bardziej, że diecezja łomżyńska utworzona została pod koniec 1925 roku. Biskup łomżyński rozpoczął urzędowanie na przełomie lat 1925/26. Pałac biskupów łomżyńskich wybudowany został w 1925 r. według projektu architekta Zdzisława Świątkowskiego. Jest to budynek w stylu neoklasycystycznym i usytuowany jest na południe od katedry, przy ulicy...Sadowej.
Czas zwiedzania: 25 min.
Najlepiej odwiedzać: latem i zimą

Reszty tej hucpiarskiej historii Legendarnego Jankiela nawet nie chce mi się komentować.

***

Jakby zebrać te wszystkie opowieści z jewishgen "opisujące" przedwojenną Polskę, to może się okazać, że holocaust nie mógł się wydarzyć bo wszyscy Żydzi byli już martwi. Poważnie, ktoś powinien się tym zainteresować. Są jakieś granice idiotyzmu i szkalowania. Tym bardziej, jeśli towarzystwo z takim zaangażowaniem ściga wszelkie publikacje, które uznaje za niewłaściwe.

szpak80
O mnie szpak80

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Kultura