Shalom Yoran, dawniej Selim Sznycer (ur. w Warszawie wg. innych źródeł w Raciążu, w 1925r.), z biogramu można się dowiedzieć, że po wojnie, przez Włochy i pracę dla Brytyjczyków trafił do Izraela (1946), "spisał swoje wspomnienia i odłożył je na bok", odnalazł je po wielu latach będąc już w USA. W Izraelu służył w wojskach lotniczych, potem w przemyśle lotniczym, w 1979 r. wyjechał do USA, gdzie został sekretarzem w firmie lotniczej oraz członkiem rady przy Museum of Jewish Heritage w Nowym Jorku, pełni/ł także funkcję przy Uniwersytecie w Tel Awiwie. Nieco wcześniej: w 1943 po ucieczce z likwidowanego przez Niemców getta w miejscowości Kurzeniec (woj.wileńskie) dołącza do sowieckiego oddziału partyzanckiego, ale (jak pisze) nie od razu. Jako, że było mało broni i oni byli niedoświadczeni, do tego bez broni to najpierw musieli się sprawdzić - mają wrócić do Kurzeńca (miejscowość licząca w 1921 r. ok. 1600 osób) i wysadzić niemiecką fabrykę (nazi factory) produkującą części do karabinów. Udało się, czym zaskoczyli sowieckiego dowódcę, który sądził, że wysyła ich na samobójczą misję. [gdyby ktoś miał jakieś informacje o tej fabryce w Kurzeńcu, będę wdzięczny, bo np. taką masakrę Polaków, w tym kobiet i dzieci, we wsi Naliboki opisywano jak zdobycie twierdzy]. Po "wysadzaniu pociągów", "zasadzkach na Niemców i ich kolaborantów", "niszczeniu linii telefonicznych"...przyszedł wrzesień 1944...
"We wrześniu 1944 r. były partyzant sowiecki Szulim Sznycer wstąpił do polskiego wojska [pod sowieckim dowództwem] w Wilnie. Został pisarzem kompanii, ale oczekiwano od niego, aby ujawniał „reakcjonistów” i „faszystów” spośród żołnierzy polskich wcielonych przymusowo. NKWD żądało od Sznycera, aby donosił na „prohitlerowskich” Polaków, co też spiesznie, choć z pewną udręką, czynił. Jak wspomina, „większość żołnierzy wcześniej należała do bezlitosnej AK, byli nacjonalistami, którzy walczyli z żołnierzami i partyzantami sowieckimi, tak samo jak z hitlerowcami. Utworzono specjalną bazę poborową i stworzono jednostki, które miały udać się do otaczających wsi i miasteczek. Posługując się listami otrzymanymi w urzędach miast i wsi, żołnierze szli od domu do domu, zabierali mężczyzn i przyprowadzali ich do obozu. Inna grupa żołnierzy miała ich pilnować, aby uniemożliwić próby ucieczki [...]. Odpowiadałem za rejestrowanie wszystkich, którzy zostali zakwalifikowani do naszej kompanii [...]. Wyciągałem z nich zeznania o działalności podczas okupacji niemieckiej. Byli przestraszeni, więc musiałem używać intuicji, żeby wyciągnąć z nich informacje, uspokoić ich, zagrać na ich patriotyzmie [...]. Po około tygodniu od poboru wezwano mnie któregoś wieczora do komendy i kazano stawić się przed szefem wywiadu i oficerem bezpieczeństwa [NKWD] w polskim mundurze, który był Rosjaninem. Po rosyjsku kazał mi usiąść i przeszedł do sedna. Wiedział, że byłem partyzantem sowieckim, walczącym za Stalina i za ojczyznę, więc mógł mówić otwarcie. Pouczył mnie o szpiegach, zdrajcach i kontrrewolucjonistach, szczególnie pośród Polaków, których należy uważnie obserwować i którym nie należy ufać, nawet jeśli w Wojsku Polskim walczą obok Sowietów. Potem przechylił się nad stołem i patrząc mi prosto w oczy, powiedział: «Na jutro przyniesiecie mi listę i akta wszystkich szpiegów i kontrrewolucjonistów z waszej kompanii». Patrząc na niego, odpowiedziałem, że gdybym znał kogoś takiego w mojej kompanii, natychmiast bym się nim sam zajął. Zbliżył się jeszcze bardziej do mnie i powiedział: «Wiem, że w waszej kompanii są tacy ludzie». Pomyślałem sobie: «Co ten człowiek sobie o mnie myśli? Walczę z hitlerowcami i każdy, kto im pomaga, jest moim wrogiem. Czy odpuściłbym komuś takiemu, gdybym go znał?». Uśmiechnąłem się i powiedziałem: «Jesteśmy po tej samej stronie». Nagle poczułem uderzenie w twarz. Kapitan złapał rewolwer, jeszcze się przysunął, zwyzywał mnie i wrzasnął: «Chcecie, żebym was tak urządził, że was własna matka nie pozna? Wynocha i macie być jutro z listą!». Byłem zmartwiony i ogłuszony. Nawet [sowiecki] pułkownik, który dowodził pułkiem, się go bał. Nikt nie mógł mi pomóc. Wróciłem do dowództwa kompanii, podszedłem do akt i zacząłem je czytać. Pracowałem całą noc. Chociaż nie znałem tych ludzi, analizowałem każde nazwisko, zastanawiając się, czy rzeczywiście byli oni zagorzałymi zwolennikami Niemców. Do rana udało mi się zebrać nazwiska pięciu ludzi [...]. Zabrałem ich akta, poszedłem do oficera NKWD i powiedziałem, że te akta należy jeszcze przejrzeć. Wyszedł zza stołu i poklepał mnie po ramieniu: «Widzę, że szybko się uczycie. Jeśli będziecie mieli jeszcze jakieś podejrzenia wobec kogoś, to walcie z tym prosto do mnie». Zasalutowałem i wyszedłem, mając nadzieję, że nigdy już nie zobaczę tego człowieka. Nie wiem, co stało się z ludźmi z listy, kiedy zostali zabrani na przesłuchanie”37.
Shalom Yoran, The Defiant. A True Story, New York 1996, cytat za: prof. M. J. Chodakiewicz "Po Zagładzie. Stosunki polsko-żydowskie 1944-1947", Warszawa 2008
Inny fragment jego wspomnień jako członka oddziału w sowieckiej brygadzie Woroszyłowa, gdzie dowódcą był Fedor Markov. Tak opisuje "rozbrojenie" oddziału AK por. Antoniego Burzyńskiego "Kmicica" w sierpniu 1943 r."
"Dowódca Markov zdecydował by oczyścić okolicę z zagrażającej AK. Cała nasza brygada przeniosła się do regionu bilsko baz AK. Otoczyliśmy i zaatakowaliśmy ich. Po trzech dniach walki cały obszar był wolny od AK. Wielu z nich zostało zabitych, wielu wziętych do niewoli, reszta uciekła w okolice Wilna, gdzie znajdowała się inna brygada AK."
Tak wspomina jedną z "walk" (z egekucji) kolega Selima Sznycera/Shalom Yorana z oddziału - Aleksander Bogen:
Któregoś ranka przybył goniec z dowództwa brygady z rozkazem: Oddział Nekama ma być gotowy do misji. Wszyscy bojowcy mają wyruszyć z bronią w leśne zarośla kilka kilometrów stąd, zająć pozycję, rozlokować się w linii i czekać na rozkazy... Nagle zobaczyliśmy duże zgrupowanie partyzantów idących w kierunku polany. Byliśmy bardzo zaskoczeni widząc, że wszyscy ci ludzie byli bez broni - wyglądali na wykończonych i przygnębionych, szli w grupach po czterech.. To była Armia Krajowa. Minęła chwila i usłyszeliśmy strzały z kierunku polany. Po czym zapadła martwa cisza.
Kwatera główna sowieckiego ruchu partyzanckiego na Białarusi i Litwie odebrała rozkazy z Moskwy by oczyścić teren z AK. Pułkownik Markov, dowódca brygady Woroszyłowa wysłał rozkaz do wszystkich dywizji w lasach Narocz by pozbyć się polskiej brygady, który wciąż miała powiązania z rosyjskimi partyzantami. Tego dnia wszystkim żołnierzom, którzy należeli do polskiej brygady kazano przyjść, bez broni, na tę polanę w lesie by spotkać się z rosyjskimi towarzyszami. Kiedy polska brygada przybyła, Sowieci ustawili piętnastu dowódców w linii i po odczytaniu zarzutów tzn., że są winni oporowi wobec Sowieckich rządów, zostali zabici na miejscu."
Oddział "Kmicica", po kilku udanych akcjach (Duniłowicze, Kobylnik i Żodziszki) obchodził z opóźnieniem (22.08) Święto Żołnierza Polskiego (msza polowa, defilada partyzantów, uroczysty obiad, świętowanie do późnej nocy), zaproszono również Markova dowodzącego oddziałami liczącymi w sumie 2 tys., zaopatrywanymi przez Sowietów, ten z innymi sowietami zaproponowali wspólną akcję przeciw Niemcom w miejscowości Nowy Miadziół. Zaproszono Polaków do sowieckiego obozu, by zaplanować akcję... Tak "rozbrojenie" Polaków meldował sowiecki dowódca brygady - Markov:
"Towarzysz "Ber" [major NKVD Jonas Vildžiūnas], dowódca grupy operacyjnej, która przeprowadziła śledztwo, rozdzielił polską brygadę na 3 grupy. Pierwsza grupa składająca się z 50 mężczyzn, wraz z dowódcami brygady, została zastrzelona. Druga grupa, składająca się z 80 ludzi, została rozbrojona i wypuszczona. Trzecia grupa składająca się z 70 ludzi, została wysłana do [sowieckiego] oddziału partyzanckiego dowodzonego przez Mroczkowskiego.
Wysłanie tych ludzi do oddziału Mroczkowskiego to był błąd. Powinni zostać zastrzeleni, ale martwiliśmy się, że to mogłoby zostać użyte przeciw nam przez Niemców i Polaków, jako propaganda o drugim Katyniu.
Podczas mojej nieobecności Mroczkowski został poinformowany o egzekucji [ludzi "Kmicica"] i z tego powodu przeszedł do polskich nacjonalistów biorąc ze sobą 50 osób. [Tak tłumaczy jeszcze jedną masakrę] Pozostałych 30 Polaków planowało zdobyć na nas broń i przejść na polską stronę. Musieliśmy zastrzelić tych trzydziestu. Podsumowując, zastrzeliliśmy 80 ludzi z polskiego legionu.. Grupy z polskiego legionu atakują teraz otwarcie sowieckich partyzantów, szczególnie moją brygadę.
Używamy wszelkich sposóbów by zlikwidować uzbrojone polskie grupy bandytów w terenie."
I jeszcze Oswald Rufeisen, Żyd przechowywany potem przez polskie zakonnice w mieście Mir:
"Kiedy poszedłem do lasu [Naliboki, grudzień 1943] polscy partyzanci byli likwidowani, rozbrajani, podporządkowywani i rozlokowywani w różnych oddziałach. Nie wiem czy celem było by ich wykończyć, czy po prostu podporządkować ich Sowietom. Być może później ktoś dał rozkaz by ich zlikwidować. Po tym, jak zostali rozproszeni nie mogli stać się wrogami Rosjan ponieważ byli rozbrojeni. Kilku, których spotkałem w naszym oddziale, strzelono w plecy, w bardzo podstępny sposób. Stało się to kiedy mieli być rzekomo przeniesieni w inne miejsce. Ktoś usiadł za nimi i strzelał ich jednego po drugim. To nie było przyzwoite. Myślę, że była to część świadomego planu by zliwidować polskie podziemie...
Spędziłem wojnę we wschodniej Polsce, gdzie dołączyłem do niemieckiej policji udając Polaka. Nie widziałem Polaków mordujących Żydów, ale za to widziałem mordowanych Polaków. Ponadto widziałem Białorusinów, Łotyszy, Estończyków i Ukraińców którzy mordowali [Żydów], ale nie widziałem polskich oddziałów, które by to robiły."
Żródła:
"The Mixed Record Of The Bielski Partisans: The Untold Story"
http://www.kpk-toronto.org/archives/Bielski_Partisans.doc
http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=472239&page=126
prof. M. J. Chodakiewicz: "Po Zagładzie. Stosunki polsko-żydowskie 1944-1947", Warszawa 2008
zdjęcie: www,bollyn.com
***
Ostatnie akcje oddziału "Kmicica" przed ich wymordowaniem:
26.07.1943 r. Mikolice koło Miadzioła. Potyczka z oddziałem wojska niemieckiego.
28.07.1943 r. Koło Łyntup. Potyczka z policją litewską.
02.08.1943 r. Daniłowicze. Rozbicie garnizonu wojsk niemieckich.
10.08.1943 r. Czećwierć koło Kobylnika. Potyczka z policją białoruską z Postaw.
15.08.1943 r. Żodziszki. Likwidacja posterunku policji niemieckiej (dzień Święta Wojska Polskiego)
26.08.1943 r. Zanarocze. Okrążenie bazy Oddziału partyzantów przez sowietów, rozbrojenie i aresztowanie.
28.08.1943r. Przesłuchania. Zamordowanie około 80 żołnierzy.
01.09.1943 r. Okolice Zanaroczy. Przybycie mjr Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszko”. Objęcie dowództwa nad powracającymi z patroli żołnierzami Oddziału por. „Kmicica”. Pierwsza potyczka z partyzantką sowiecką.
W 1992 r., przy jednym z kościołów w okolicy gdzie zamordowano żołnierzy AK postawiono krzyż Straży Mogił Polskich, ku ich pamięci.
***
Innego, obok Shalom Yorana, "bohatera" opisanego w tej samej książce o żydowskich bohaterach, ja opisałem tutaj:
"Ubek F. Blaichman książkowym bohaterem uczniow w USA?"
http://nick.salon24.pl/454951,ubek-f-blaichman-ksiazkowym-bohaterem-uczniow-w-usa




Komentarze
Pokaż komentarze (3)