
dzieło nieco mniej ambitnego kasiarza (1933)
***
"W Komendzie Głównej Policji sporządzono statystykę włamań do kas (w bankach, firmach, mieszkaniach prywatnych) w latach 1924–1935 w Polsce. Dokonano ich 3251; w samej Warszawie 391. W ilu brał udział Szpicbródka – nie wiadomo. Komisarz Lange uważał, że był on „menedżerem” kasiarzy. Typował obiekty do włamań, był doradcą technicznym. Za swoje usługi otrzymywał procent od łupów." [1]
***
Notatka prasowa z 29 lipca 1927 r.:
Zuchwały zamach bandycki na Państwowe Zakłady Graficzne
Warszawa, 29.7. Czujnej policji warszawskiej powiodło się udaremnić w ostatniej chwili śmiały zamach na dobro państwowe.
Międzynarodowa banda rzezimieszków pracowała od pewnego czasu nad wykonaniem podkopu pod Państw. Zakładami Graficznemi, gdzie drukowane są państwowe banknoty. Chcieli oni dobrać się do skarbca, zawierającego jeszcze znaczne zapasy banknotów ostatniej emisji, na sumę około 6 milj. złotych, które po wydrukowaniu wysyłane były do B. Państwa.
Głośne jednak swego czasu włamanie z podkopem do Banku Dyskontowego i tajemnicze zniknięcie bandytów, nasunęło policji warszawskiej przypuszczenie że rzezimieszkowie wcześniej czy później zapragną znowu popróbować szczęścia. Otoczono zatem opieką wszystkie większe kasy państwowe i banki przechowujące gotówkę. Przewidywania te sprawdziły się. Policja wpadła na ślad zamachu i wkroczyła wczoraj w sile 100 funkcjonariuszy na plac przy Alejach Jerozolimskich, gdzie stały budy, rzekomo służące na pomieszczenie warsztatu wyrobów wiklinowych. Stojący na straży bandyta Józefowski zatrzasnął bramę, policja jednak strzałami zmusiła zamkniętych w budzie bandytów do poddania się. Wśród nich znajdowało się trzech Żydów i technik kierujący robotami.
Nazwiska ich: Ryszard Wojciechowski, Lejba Mojsze, Wolfryd i Moszek Zwoliński. Bandytów okutych w kajdany odwieziono do więzienia.

Jak się okazało, bandytom pozostawały do przekopania już tylko 2 metry, zatem policja przybyła w samą porę. Podkop, prowadzony na 3 do 4 mtr. pod ziemią zaopatrzony był w instalację elektryczną, butelki tlenu, maski gazowe etc.
Ponieważ w urzędzie policji śledczej wiedziano o tem, że bandyci zbierają się celem porozumiewania na pl. Św. Barbary, udało się tam dwóch urzędników. Za chwilę pojawił się na miejscu schadzki międzynarodowy włamywacz, Stanisław Cichocki z przezwiskiem "Szpicbródka", człowiek o wyglądzie dżentelmena, którego funkcje jako członka bandy, polegały na tem, że gdy robota była już przygotowana, otwierał kasę i zabierał pieniądze. Widząc, że jest osaczony, próbował strzelać, ale szkody nie wyrządził i w kajdankach odprowadzono go do więzienia. Wślad za nim pojawił się drugi bandyta, Kabała, z którym pozostały funkcjonariusz policyjny stoczyć musiał krwawą walkę. Na szczęście przybyła pomoc, ale i tak nie można było dać mu rady, wobec czego, w obawie, że bandyta się wymknie, policjanci cofnęli się i dali do niego salwę z rewolwerów. Śmiertelnie raniony bandyta padł na ziemię nie przestając strzelać. Wniesiono go w agonji do szpitala Dzieciątka Jezus."

***
Przy okazji innego skoku, aby sfinansować przygotowania do włamania do Banku Polskiego w Częstochowie (słynna blaszka wyłączająca alarm), grupa "Szpicbródki" ogołociła sklep jubilerski E. Jagodzińskiego przy Nowym Świecie 61 w Warszawie. Skradziono wówczas kosztowności wartości 150 000 zł. Dla Jagodzińskiego było to już trzecie włamanie do jego sklepu w związku z tym postanowił popełnić samobójstwo. Rzucił się z okna na czwartym piętrze kamienicy. Włamanie do banku udaremniono.

notatka prasowa z 15 września 1932 r.
***
[1]statystyki i napad na jubilera za:
http://www,focus.pl/historia/artykuly/zobacz/publikacje/wpad-szpicbrodki/
tam też o okolicznościach w jakich Szpicbródka wpadł w Częstochowie
Inne tematy w dziale Kultura