Rozmowa została nagrana przez przez aliantów, w obozie dla jeńców niemieckich w 1940r. Niejaki Pohl opowiada o swoich dokonaniach po ataku Niemiec na Polskę:
Pohl: W drugim dniu wojny z Polską miałem zrzucić bomby na stację w Poznaniu. Osiem z 16 bomb spadło na miasto, pomiędzy domy, nie podobało mi się to. W trzecim dniu w ogóle się tym nie przejmowałem, a czwartego dnia sprawiało mi to przyjemność. To była nasza rozrywka przed śniadaniem - ścigaliśmy po polu pojedynczych żołnierzy, strzelaliśmy do nich z M.G. i zostawialiśmy leżących tam z kilkoma kulami w plecach.
Meyer: Ale zawsze przeciw żołnierzom?
Pohl: Ludziom (cywilom) też. Atakowaliśmy kolumny na ulicach. Ja byłem w kluczu ["Kette"] (3 samoloty). Prowadzący bombardował ulicę, dwie wspierające maszyny - rowy, tam zawsze były rowy. Maszyny leciały jedna za drugą, skręciliśmy w lewo wszystkie karabiny pruły jak szalone. Powinieneś zobaczyć te spanikowane konie.
Meyer: Okropne, z tymi końmi...
Pohl: Żal mi było koni, ludzi wcale, ale koni żałowałem aż do samego końca.

Meyer: Jak ludzie reagują kiedy się do nich strzela z samolotu?
Pohl: Wariują. Większość z nich kładzie się z rękami podniesionymi do góry.
(...)
Atakowaliśmy z 10 metrów, a kiedy ci idioci biegli miałem dobry cel. Musiałem tylko trzymać mój karabin maszynowy. Jestem pewien, że część z nich dostała całe 22 kule.
dialogi z: S.Neitzel, H. Welzer - "Soldaten"
na zdjęciu polskie ofiary jednego z rajdów asów z Luftwaffe




Komentarze
Pokaż komentarze (7)