
***
Fragment wspomnień tarnopolanina Czesława Blicharskiego - jednego z czterech braci, działacza młodzieżowego, studenta prawa Uniwersytetu Lwowskiego. Aresztowany wraz z braćmi w trakcie próby przedostania się na Węgry, skazany na 5 lat łagrów, zwolniony do armii Andersa, w latach 1942-1947 w polskim lotnictwie w Wielkiej Brytanii. Po wojnie na emigracji w Argentynie i Urugwaju, powrócił do kraju w 1956 r.
(więzienie w Stanisławowie, okupacja sowiecka)
Wtorek 11-go czerwca - czwartek 4-go lipca 1940.
"Okna w kaplicy są zabite deskami. Okropnie mało powietrza. Zlikwidowali przechadzki, do łaźni nie prowadzą. Kiedy podnosiłem się z miejsca „leżącego”, by przejść wśród pokotem leżących ludzi do „paraszy”, dostawałem zawrotów głowy, a przed oczyma latały czarne płatki. Jak tak dalej pójdzie w tym tempie, to niedługo będzie koniec. Pożywienie z każdym dniem gorsze. Chleb wydzielają nam nieregularnie. To już nie chleb a po prostu glina. Straszny brud i zaduch, pot leje się z nas strumieniami. Pokazuje się potówka: swędzenie ciała nie pozwalające zasnąć, a przez ustęp przychodzą do nas coraz gorsze wiadomości ze świata. Ustęp jest okienkiem na ten zagadkowy świat, bo w nim znajdywaliśmy strzępy gazet sprzed paru dni, z których dowiadywaliśmy się coś niecoś o przebiegu wojny. Naprzód przyszła wiadomość o zajęciu Bukowiny przez sowietów, co wywołało wybuch radości u Bukowińców, wiążących z tym nadzieje na szybkie wyjście na wolność. Szybko wyprowadził ich z tych marzeń strażnik, który dobijającym się do drzwi z żądaniami wypuszczenia, powiedział, a raczej rzucił tak długi łańcuch wymyślnych a mięsistych przekleństw, że szybko się uspokoili i spokornieli. Następny strzępek gazety powiadomił nas o cofaniu się wojska francuskiego. W dwa dni po zajęciu przez Niemców Paryża, strażnik po otwarciu drzwi powiedział dosłownie: „Francja pizdoj nakryłaś!”.Historyczne słowa, godne spiżu! Najgorszy dzień w moim życiu, teraz to już koniec. Nie ma dla nas ratunku. Cios jest tak mocny, że trudno przyjść do siebie. Na chwilę ogarnia mnie zniechęcenie, niemal-że załamuję się. Wokół słychać lamenty i wyrzekania. Działa to na mnie jak podcięcie biczem konia. Otrząsnąłem się z apatii, jakiś głos wewnętrzny mówił, że to niemożliwe aby Niemcy wygrali tę wojnę. Coś się musi stać, co zmieni bieg wypadków. W olbrzymiej celi-kaplicy, nastrój wśród Polaków jak na pogrzebie. Wszyscy przygnębieni i równocześnie drażliwi. Odzywają się głosy, że Hitler zwycięży. Niewielu z nas jest innego zdania. Po chwilowej depresji spotęgowała się w nas wiara w ostateczne zwycięstwo dobrej sprawy i wiara w Opatrzność. Bóg nas w tej chwili nie opuści. Postanowiliśmy w naszym braterskim gronie rozejść się po celi i dołączyć do dyskutujących grupek, by podnosić załamanych na duchu. Powoli nastrój ogólny ulega zmianie na lepsze. Wojna nie skończona.
Na tle podziału pożywienia dochodzi do ciągłych starć z uciekinierami z Bukowiny. Strażnicy faworyzują ich i Karpatorusinów kosztem „polskich panów”, wydając im w pierwszej kolejności chleb i posiłki. Nie żałują im repety. Gdy my dochodzimy do kotła okazuje się, że trzeba dolać zimnej wody, by przynajmniej formalnie wystarczyło dla wszystkich. Najgorsi wśród Bukowińców są trzej Żydzi rumuńscy. Jeden z nich Majer zna trzy polskie słowa, którymi szermuje „mam Polskę w dupie!” W odpowiedzi na to zawsze robi się mętlik wokół Żyda, co wywołuje krzyki Żydów i Bukowińców, którzy wzywają biciem w drzwi strażników, bo ich biją „polskie pany!”. Interweniują strażnicy, przerywają awanturę na pewien czas. Trudno sobie wyobrazić większe upokorzenie, jakiego doznajemy na każdym kroku ze strony tej ciemnej hałastry. „Ach, żebyś ty kiedyś wpadł w moje ręce” myślę pod adresem Majera, który celowo kładł się do snu obok starego polskiego policjanta Glassa z Delatyna, wsadzając mu pod nos swoje brudne, przepocone nogi. Wtedy w cholernej złości wypowiedziałem nie chrześcijańskie słowa: „Zdechniesz w moich rękach!”.
W rozmowie z więźniami z Kołomyi dowiedziałem się o szeroko zakrojonych aresztowaniach wśród młodzieży gimnazjalnej w Kołomyi i procesie pokazowym, jaki odbył się tam. Proces ten obrócił się przeciwko sowietom, bo młodzież nie dała się złamać i głośną stała się odpowiedź młodziutkiego harcerza, który na zapytanie trybunału wojskowego, ile mieli broni, odpowiedział: „Na was wystarczy!” Posypały się wyroki śmierci. Opowiadał o tym profesor gimnazjum z Kołomyi Dębski.
Pewnego dnia rozeszła się plotka, że będą nas wywozić. Spakowaliśmy się i zaczęliśmy śpiewać patriotyczne pieśni. W odpowiedzi zrobił się ruch w całym więzieniu, wpadli NKWD-owcy i zakończyli nasz „wyjazd na etap”."
Czesław Blicharski - "Tarnopolanina żywot niepokorny", chyba najciekawsza książka "Wakacje 2013", ciężko się oderwać. Zaczyna się w...roku urodzin autora -1918, szkoła w Tarnopolu, studia we Lwowie...bardzo barwnie opowiedziane. Wspomnienia, wraz ze sporą ilością zdjęć, mają zostać wydane za niedługo (IX/X?) przez wydawnictwo Glaukopis.




Komentarze
Pokaż komentarze (6)