Klęska "wojsk palestyńskich"
w Lublinie
Bund contra Żabotyński
Zapowiedziany przez sjonistów lubelskich agitacyjny występ Żabotyńskiego, "wojennego wodza" Izraela, zakończył się fiaskiem i... wojną domową żydostwa w Lublinie.
Z części nieskonfiskowanej artykułu w "Głosie Lubelskim" dowiadujemy się, że:
"Żabotyński miał przybyć pociągiem południowym z Warszawy. Tłumy żydostwa zaległy dworzec i ul. Zamojską. Okazało się, że Żabotyński nie przybył, mimo wystawienia mu "kompanji honorowej" z orkiestrą. Jak nas informują, wstrzymanie jego przyjazdu było postanowione już wczoraj wobec możliwości rozruchów w dzielnicy żydowskiej. W nocy telefonowano z urzędu pocztowego do Warszawy, by "wódz Izraela" nie przyjeżdżał.
Zawiedzione masy żydowskie, pocieszane nadzieją przyjazdu późniejszym pociągiem poczęły wracać do miasta. M. in. jeden z oddziałów żabotyńców zaszedł na ul. Krawiecką do taniej kuchni gminy żydowskiej.
Tu doszło do krwawej bójki między Żydami. Oddział dostał się w zasadzkę, urządzoną przez bundowców. Napadli oni na żabotyńców z nożami w ręku. W bójce zostało poważnie rannych około 10 osób. W Pogotowiu Ratunkowem opatrzono 22-letniego Jankiela Pitermana z Kraśnika, 21-letniego Icka Polskiego z Izbicy, 20-letniego Jakuba Pridmana z Lublina i 19-letniego Szmula Grinblata z Brześcia n. Bugiem. Jednego z nich odwieziono do szpitala. Wielu rannych opatrzono w Szpitalu Żydowskim i szereg na "placu boju".

Rzecz znamienna, że ranni żabotyńcy ślady "bitwy" noszą przeważnie w okolicy pewnej części ciała. Według opowiadań Machabeuszów "bronili się oni zaciekle" w ten sposób, że położyli się na ziemię a napastnicy dźgali ich nożami. Nic dziwnego, że przy tak wypróbowanej "strategji" żydowskie przysposobienie wojskowe otrzymało potężne lanie. Z opresji wyratowało ich przybycie policji z przedstawicielem starostwa na czele. Dokonano aresztowań, poczem zbity oddział wrócił pod osłoną policji do miasta".
Ta niefortunna bitwa "wojsk palestyńskich" odstraszyła widać "wodza", który wolał się nie narażać i przybył do Lublina cichaczem, rezygnując z "kompanij honorowych" i uroczystego powitania."
(1933)
***




Komentarze
Pokaż komentarze (4)