
Roundell Palmer, 3. Earl of Selborne (1887–1971)
Absolwent Oksfordu (1909), pracownik administracji (do funkcji ministra włącznie), oficer wywiadu, polityk konserwatywny, od 1910 członek Parlamentu, został wówczas sekretarzem Lorda Roberta Cecila - wujek, a przy tym podsekretarz stanu ministerstwa spraw zagranicznych. Palmer był też zastępcą dyrektora w War Trade Intelligence Department (1916-1918). Od 1922 r. Roundell Palmer pełnił kolejno funkcje rządowe w ministerstwach - handlu, a następnie poczty (do 1929 r.). W 1940 r. opuścił Izbę Gmin na rzecz Izby Lordów, w tym czasie sprawował również funkcje ministerialne, od 1942 do 23 maja 1945 r. przewodził ministerstwu wojny gospodarczej, co sprawiło, że podlegało mu SOE, czyli Kierownictwo Operacji Specjalnych. Po wojnie w biznesie i bankowości.
Fragment wystąpienia Roundella Palmera - 3. Earla of Selborne w Izbie Lordów, która podjęła tego dnia sprawę tzw. dipisów , do których zaliczano także uwolnionych jeńców wojennych.
19 grudnia 1946 r., godz. 18.10.:
(...) Chciałem tego wieczoru mówić zwłaszcza o kondycji i losach polskich jeńców wojennych w Niemczech. Od czasu zawieszenia broni są oni rozdzieleni w dwóch obozach, na tych którzy walczyli pod brytyjskim dowództwem i tych którzy pod nim nie walczyli. Uważam, że jest to czysto arbitralne rozróżnienie, legalistyczne rozróżnienie i niegodne rozróżnienie, ponieważ oni wszyscy walczyli jako nasi Alianci w tej wojnie: walczyli z najwyższą dzielnością, czy mężczyzna lub kobieta walczyłi pod brytyjskim, czy polskim dowództwem było sprawą przypadku. Od początku wojny - nie zapomnijmy o tym nigdy (nie możemy o tym zapomnieć), Polska stawiła czoło Hitlerowi po tym, kiedy otrzymała gwarancje od tego kraju [UK] - praktycznie każdy polski mężczyzna i kobieta był na swoim (jego lub jej) posterunku. Czy walczyli w Polsce czy poza Polską było wyłącznie kwestią przypadku. Nie sądzę by którykolwiek z naszych sojuszników walczył z większą dzielnością czy większą lojalnością niż Polacy. Mówię to z wielkim przekonaniem, ponieważ kiedy byłem ministrem byłem blisko związany z polską Armią Krajową i powinienem dać świadectwo wspaniałej postawy i odwagi z jaką oni wypełniali swoje najtrudniejsze role.
Nasi polscy Alianci byli jedynymi Aliantami od początku wojny, którzy byli z nami bez przerwy do końca. Polska była jedynym podbitym krajem, który nie wydał z siebie Quislinga. Nasi polscy Alianci walczyli wraz nami na ziemi, na morzu i w powietrzu. Walczyli w Norwegii, Grecji, Afryce, Włoszech, Francji, Belgii, Holandii, w Niemczech, i, nade wszystko, walczyli w Polsce. Odznaczenia, które nadaliśmy polskim oficerom i żołnierzom za ich waleczność są liczone w setkach. Mam ich listę tutaj, ale wasze lordowskie mości są świadome przysłowiowej dzielności tych polskich żołnierzy. Ci ludzie jednak będą ostatnimi, którzy mogliby sugerować, że ich służba w jakikolwiek sposób różniła się od służby tych którzy walczyli u boku Aliantów w Polsce. Nie ma żadnych wątpliowści, że polscy jeńcy wojenni, którzy walczyli w Polsce są alianckimi kombatantami. 30 sierpnia 1944, rząd Jego Królewskiej Mości - trzeba powiedzieć rząd koalicyjny - wydał następującą deklarację: "Polska Armia Krajowa, obecnie zmobilizowana, stanowi siłę zbrojną, będącą integralną częścią Polskich Sił Zbrojnych". To była deklaacja rządu koalicyjnego, którego obecny premier i jego koledzy byli częścią.
Dlaczego ci żołnierze nie są teraz traktowani jak jeńcy wojenni? Dlaczego są traktowani inaczej niż ich towarzysze, którzy walczyli pod dowództwem brytyjskim? Odmówiono im zgody na dołączenie do Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia i odmówiono im zgody na ponowne dołączenie do oddziałów do których należeli przed inwazją na ich kraj. Zamiast udzielić im na to pozwolenia są oni ponaglani do powrotu do Polski. Z pewnością lepiej niż my wiedzą oni jakie warunki panują w Polsce. Byłem bardzo zadowolony słysząc zacnego i uczonego Lorda, Lorda Chancellora, mówiącego, że nie będą podejmowane żadne kroki by zmusić tych żołnierzy do powrotu do Polski, przy czym zapewnione zostaną wszelkie ułatwienie by mogli to zrobić. Oni odmawiają powrotu do Polski z tego samego powodu, z jakiego inni ludzie nie chcą wracać do kontrolowanej przez komunistów Europy.
Zostałem teraz poinformowany, że zostali oni pozbawieni lepszych racji żywnościowych 3000 kalorii na dzień, do których są uprawnieni jako jeńcy wojenni i zostali zredukowani do zwykłej niemieckiej racji [żywnościowej] 1500 kalorii na dzień. Chciałbym szczególnie na to zwrócić uwagę zacnego i uczonego Lorda, ponieważ położył on nacisk na fakt, że nie będą oni zmuszani do powrotu do Polski. Ci żołnierze w brytyjskiej strefie to nasi starzy sojusznicy, którzy walczyli wraz z nami w wojnie. Zostałem poinformowany - i będę wdzięczny, jeśli zacny Lord, który zamierza przemówić, będzie mógł powiedzieć mi czy mam w tym rację - że zamiarem jest by przekazać ich skarbnikom ustanowionym przez komunistyczny rząd polski. To może oznaczać, że ich nazwiska będą znane rządowi warszawskiemu i ich krewni w Polsce doznać mogą prześladowań, jeśli w dalszym ciągu będą odmawiać powrotu.
Chciałbym przeczytać wyjątek z listu od wysokiej rangi polskiego oficera, który oddał wyjątkowe usługi w Polsce, najwyższej wagi dla Wielkiej Brytanii. Był on jednym z głównych agentów Zachodnich Aliantów w Polsce podczas niemieckiej okupacji i wykonywał przez kolejne lata doskonałą pracę, z brawurowym męstwem aż do końca wojny. Znalazł się w Polsce zajętej przez armię rosyjską i chociaż obrabowano go z całej jego własności, jego jedynym pragnieniem było wycofać się [to retire] cicho do życia prywatnego. Jednakże niestety, rząd warszawski dowiedział się o jego pracy, którą wykonywał podczas wojny w imieniu Wielkiej Brytanii i ratując życie musiał uciekać, uciekł do strefy brytyjskiej.
Oto co pisze: "Po moim przybyciu do Niemiec, zostałem umieszczony w obozie jeńców wojennych choć nigdy nie byłem jeńcem wojennym nawet przez godzinę. Tylko w niemieckich obozach koncentracyjnych widziałem tylu niedożywionych i źle ubranych ludzi, dla których żyletka do golenia czy kawałek mydła byłyby luksusem a filiżanka kawy nieosiągalnym marzeniem. Sposób w jaki traktuje się tu niemiecką populację jest znacznie lepszy, niż ten w jaki traktuje się byłych Alianckich żołnierzy, których nawet w dużym stopniu pozbawiono osobistej wolności. Przykro mi pisać o tych rzeczach, ale myślę, że po zbrodni katyńskiej największą zbrodnią czasów współczesnych są cierpienia zadawane polskim jeńcom wojennym. W moim domu w Polsce podczas wojny zawsze było kilku Alianckich jeńcow wojennych, którym udało się uciec z niewoli. Widzieliśmy, że nie mają niczego."- Wiem, że jest to prawdą - "Na koniec tej "zwycięskiej" wojny często kładłem się spać głodny i bez pewności, że moja żona jadła cokolwiek na kolację. Nigdy nie prosiłem o dobroczynność czy specjalną pomoc. Jednak uważam, że od kiedy straciłem w służbie Wielkiej Brytanii moją Ojczyznę, moje zdrowie, moją własność, z ludzkiego punktu widzenia powinienem mieć co najmniej zapewnione prawo do wolnego zamieszkania, w kraju pokonanego wroga, jak również jakieś zatrudnienie, które umożliwiłoby mi żyć godnie. W czasie wojny byłem 60 razy w Niemczech, 14 razy w Hamburgu w celu realizacji zadań Królewskich Sił Powietrznych lub Admiralicji. Podczas tych podróży zatrzymywałem się w Hotelu Atlantyckim. Dzisiaj, po "zwycięskiej" wojnie nie tylko wstęp do Hotelu Atlantyckiego jest mi wzbroniony, ale nie pozwala mi się nawet wybrać do Hamburga, chociaż mój obóz jest 1 kilometr od tego miasta."
Nie sądzę, żebyśmy mogli czytać listy jak ten bęz poczucia wstydu. Proszę rząd Jego Królewskiej Mości, aby pamiętał, że ci żołnierze byli naszymi dzielnymi sojusznikami, ludzie którzy byli wraz z nami na wojnie od początku i pozostali walcząc do końca, chociaż ich kraj został zajęty przez wroga; ludzie, którzy ze zwycięstwa Aliantów nie mają nic poza porażką i osobistym nieszczęściem; ludzie, którzy pierwotnie przystąpili do tej wojny ponieważ zaufali dobremu imieniu Brytanii. Twierdzę, że w tej sprawie na szali jest dobre imię Brytanii i że wszyscy walczący członkowie Polskiej Armii, którzy znajdują się w strefie brytyjskiej, czy walczyli pod dowództwem brytyjskich oficerów czy nie, powinni być traktowani jako żołnierze i jako sojusznicy, i że powinniśmy podjąć aktywne kroki w sprawach, o których mówiłem wcześniej w moich uwagach, aby umożliwić im znalezienie zajęcia i mieszkania w tym kraju [UK], w jednym z największych krajów naszych innych sojuszników albo w jednym z dominiów, gdzie istnieje dużo możliwości by wchłonąć nie tak znowu olbrzymią liczbę bardzo dzielnych i rycerskich ludzi."
Inne tematy w dziale Kultura