49 obserwujących
1240 notek
1227k odsłon
590 odsłon

"Robotnik" czyli Kazimierz Pużak, PPS i zabór mienia

Wykop Skomentuj1

"11 listopada 1918 r. członkowie Pogotowia Bojowego PPS na polecenie CKR PPS, zajęli siedzibę redakcji i drukarni „Godziny Polskiej” (pisma subsydiowanego przez władze okupacyjne) w Warszawie przy ul. Wareckiej 7, która stała się siedzibą „Robotnika” na cały okres międzywojenny (władze upaństwowiły drukarnię i wydzierżawiły ją PPS). Już na Wareckiej ukazał się pierwszy (12 listopada 1918 r.). legalny numer 291. W 1919 r. nakład „Robotnika” wynosił 8–10 tys. W pierwszych miesiącach wydawany był również dwa razy dziennie."

"Od 1919 do 1939 „Robotnik” ukazywał się jako regularny dziennik. W latach 1918–1927 redaktorem naczelnym był Feliks Perl, a od 1927 po jego śmierci Mieczysław Niedziałkowski". (za doc. W.)

"Dom na Wareckiej 7 mieścił nie tylko redakcję i wydawnictwo „Robotnika”. Gnieździła się tam większość organizacji socjalistycznych w Polsce."

***

Grabież socjalistyczna

W ostatnich dniach ukazały się w różnych organach prasy wiadomości, które zebrane razem dają pełny obraz tego, jak Polska Partja Socjalistyczna i p. Adam Napieralski, wspólnie w początkach wojny pod sztandarami N.K.N. pracujący, ograbili Polskę na 60 miljonów i jak temu dopomogły sfery urzędowe, niektóre czynem, inne zaś właśnie swą bezczynnością. Obraz to tak znamienny dla stosunków odrodzonej Polski, że nie powinno być obywatela, któryby go nie znał możliwie dokładnie.
W nocy z d. 11 na 12 listopada r. 1918 pp. Feliks Perl i Witold Narkiewicz Jodko z gronem ludzi uzbrojonych, działając w imieniu "Centralnego Komitetu Robotniczego P.P.S." włamali się przy ulicy Wareckiej do drukarni "Godziny Polski". Pismo to założył znany działacz śląski p. Adam Napieralski i prowadził w duchu orjentacji NKN-owej, a to jak się właśnie podówczas okazało, za pieniądze przez rząd niemiecki udzielone. Ta właśnie rewelacja usprawiedliwiać miała moralnie napad PPS., chociaż oczywiście nikt niema prawa okradać złodzieja, lub ograbiać rabusia, winien zaś ich jedynie wydać w ręce władzy.
Niestety w listopadzie r. 1918 ludzie, którzy dorwali się do władzy nie mieli najmniejszego poczucia prawa, to też zagrabienie drukarni na oczach Naczelnika Państwa i ministrów z gabinetu p. Moraczewskiego nikogo z nich nie poruszyło. Przeciwnie rząd okazał się nawet o tyle troskliwym o rabusiów, że, chroniąc ich od możliwych naśladowców, postawił przed domem posterunek milicji ludowej. Ku wielkiemu wstydowi, zaznaczamy, że gdy jedni tak otwarcie zło popierali inni umywali ręce i zamykali oczy na bezprawie. Dość, że ani policja, ani prokurator, ani sądy nie tylko nic nie zrobiły z własnej inicjatywy dla usunięcia rabusiów, ale nie reagowały też na urzędowe doniesienia p. Napieralskiego.
Warszawa nie mogła jednak długo znosić rządu rzekomo robotniczo-włościańskiego p. Moraczewskiego i zmiotła go w styczniu r. 1919. Gabinet był jednak bardzo przezorny i w przededniu swego ustąpienia, w dn. 16 stycznia nakazał uchwałą Rady ministrów sekwestr mienia byłej "Godziny Polski" i na kuratora rządowego powołał [uwaga...] członka Komitetu Centralnego P. P. S., obywatela Kazimierza Pużaka. Pan ten, obdarzony takim samym brakiem poczucia prawnego, wydzierżawił towarzyszom swoim drukarnię świetnie i na ogromną skalę urządzoną za 12.000 marek rocznie.
P. Napieralski nie mogąc nic zrobić u władz polskich, schronił się pod skrzydła opiekuńcze rządu berlińskiego, z którym przecież stale żył w najlepszych stosunkach. W końcu r. 1919 sąd berliński (Laudgericht) przysądził p. Napierałskiemu za wartość drukarni i stracone korzyści kwotę 4.737.861 marek niemieckich, w styczniu zaś r. 1920 p. Napieralski na mocy wyroku sądowego odebrał je z "Preusaiche Seehandlung", w której złożone były pieniądze państwa polskiego. I o dziwo, rząd polski o sądzie i wyroku dowiedział się dopiero po wyegzekwowaniu wymienionej sumy.
Komisja skarbowo-budżetowa Sejmu dowiedziawszy się o wszystkiem, oburzyła się na takie postępowanie i specjalną uchwałą wezwała rząd, by objął w posiadanie drukarnię przy ul. Wareckiej Nr 7, za którą przecież tak drogo zapłacił. Minister skarbu Steczkowski, chcąc zapewne uprawnić rzecz całkowicie, za pośrednictwem adwokata Czapli w Bytomiu wszedł w porozumienie z p. Napieralskim, który zwrócił nawet 767.861 marek niemieckich, pozostawiając sobie tylko okrągłe 4 miljony. A jednak mimo wszystko socjaliści w dalszym ciągu rządzą się w zagrabionej drukarni jak u siebie, do skarbu, rzec można, płacąc fenigi.
Podniesiony w prasie hałas być może położy jednak kres tej skandalicznej gospodarce, która w ciągu 2 i pół lat rozgrywała się tuż pod bokiem Naczelnika Państwa i szeregu zmieniających się ministrów. Po zapoznaniu się z całą historją grabieży socjalistycznej niepodobna się opędzić myśli, jak różne bywają losy tych, co przywłaszczają sobie fundusze państwa. Sporo już ludzi śmiercią okupili winę, niekiedy w setkach tylko marek się wyrażającą, a oto ci wszyscy, którzy wyrządzili skarbowi Rzeczypospolitej straty na 60 miljonów, chodzą w chwale. Jeden z bezpośrednich uczestników napadu jest posłem w Konstantynopolu, drugi jest posłem na Sejm, p. Moraczewski, który ochraniał rabusiów, jako wielki patrjota wstąpił do wojska w czasie najazdu bolszewików i po paru miesiącach mógł już w Sejmie urządzać awantury w mundurze majora wojsk polskich, a dziś jest już może pułkownikiem, p. Pużak, który zawarł tak bezczelną umowę dzierżawną, jest posłem na Sejm rzuca pioruny na nieprawości burżuazji. (Gazeta Warszawska, 1921 r.)

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura