5 obserwujących
101 notek
22k odsłony
  469   1

Religia głupcy – czy człowiek musi wierzyć?

Ich losem - zagłada, ich bogiem - brzuch, a chwała - w tym, czego winni się wstydzić (Flp 3,19)


Religia głupcy!

Nie bądź głupcem, przeczytaj - tylko dwa akapity. Cały tekst jest dosyć obszerny, ten krótki akapit poniżej, to test „go/no go” – przeczytasz i zdecydujesz czy czytać dalej. Lojalnie uprzedzam: próbuję w tekście pochylić się nad znanym twierdzeniem, że człowiek jest istotą religijną. Zdaję sobie sprawę, że dla blogera amatora jest to zadanie dość karkołomne - wielu sławnych myślicieli rozważało tę tezę z każdej możliwej strony (patrz: jednopozycyjna bibliografia). Pewnie nawet z tej jednej publikacji wynika, że „wszystko już zostało wymyślone”. Jednak fakt, że inni nieustannie myślą, nikogo z myślenia nie zwalnia, a dla mnie te moje próby to i tak zaledwie wstęp, coś w rodzaju lematu, który ma mi pomóc w refleksji nad polską rewolucją październikową dzieci AD 2020. O rewolucji, zacząłem pisać tutaj: https://www.salon24.pl/u/nickto/1093790,religia-glupcy .


Czy wiesz? (test go/no go)

Człowiek to trzcina kołysząca się na wietrze, życie człowieka to śmiertelna i gwałtownie postępująca choroba… Nieuchronność nieoczywistego kresu i marzenie oczywistej wieczności... Czy rzeczywiście nieuchronność, czy rzeczywiście tylko marzenie?
Zacznijmy od końca, od pytania o kres: kres bezsprzecznie jest celem naszego życia – temu nikt zaprzeczyć nie zdoła.
Pytam więc:
- czy wiesz drogi Czytelniku, że możesz nie doczytać nawet tego akapitu do końca?
- czy wiesz, że możesz nie doczytać do końca tego akapitu, bo możesz umrzeć wcześniej?
Wiesz o tym, jesteś tego świadom?
Gratuluję – to jest właśnie najważniejsza różnica między Tobą, a Twoim psem (ja też mam psa). Ta różnica to efekt tego, że Ty myślisz, a Twój pies nie myśli. Właśnie spotkaliśmy się i razem możemy pójść dalej, choć nie jesteśmy pewni czy będzie nam to dane – na poziomie podstawowym rozumiemy się jednak doskonale.
Nie wiesz o tym?
Nie wiem dlaczego nie jesteś tego świadom, niepotrzebnie jednak przeczytałeś nawet ten akapit, to wszystko nie dla Ciebie! Może spotkamy się innym razem? Na koniec okaż skromnemu blogerowi swoje dobre serce i przeczytaj jeszcze tylko jedno zdanie.

***

Jeżeli coś jest nieuniknione, to jest również nieprzewidywalne i może się zdarzyć w każdej chwili - inaczej nie byłoby nieuniknione - to co się musi zdarzyć, już się dzieje, inaczej niekoniecznie musiałoby się spełnić.

***


Zastrzeżenie

Poniższy tekst nie rości sobie pretensji do wykładu jakiejkolwiek, całościowej antropologii. Przeciwnie: tekst jest maksymalnym subiektywnym uproszczeniem, tak w treści jak i w metodzie. Pisałem najpierw dla siebie, teraz chcę się podzielić ze zwykłymi, mnie podobnymi, śmiertelnikami. Tych, którzy się nimi czują zapraszam do czytania – wizytą biegłych w temacie byłbym zaszczycony, krytycznymi uwagami również. Zaznaczam, że w dochodzeniu do postawionej tezy starałem się unikać argumentów religijnych – tak więc do lektury zapraszam również, może szczególnie, tych, którzy nie czują się religijni w potocznym rozumieniu tego słowa.


Skąd wiesz, że z pewnością umrzesz i że może się to zdarzyć w każdej chwili?

Znikąd – po prostu wiem i Ty o sobie wiesz to samo. Założenie podstawowe, które właśnie przyjęliśmy, nie wymaga dowodu – jego uznanie leży w naturze człowieka i zdaje się, że tylko jakiś defekt owej natury może doprowadzić do zanegowania własnej śmiertelności. Ten zagnieżdżony w nas „zarodek umierania” rozwija się od samego początku, aż do chwili gdy dojrzeje… Nie widzimy go jednak i nigdy nie zobaczymy, a jedyne bodajże, pośrednie potwierdzenie naszej nim brzemienności, dostępne jest w postaci instynktu samozachowawczego, obserwowanego nawet u dzieci zabijanych w łonie matek (także u zwierząt). Twardego rozumowego dowodu na „żyjącą w nas śmierć” nie mamy i nigdy nie otrzymamy.

Aby lepiej zrozumieć własną śmiertelność, w istocie własne nieustanne umieranie, można posłużyć się modelem świecy, która dawniej była najbardziej cennym „owocem pracy pszczelego roju”, a dziś jest do kupienia za grosze. Płomień świecy Ktoś niegdyś zapalił i od tej chwili możemy z perspektywy tego płomienia obserwować własne istnienie w danym nam tutaj życiu. Wiemy dobrze, że to tylko świeca i kiedyś skończy się zapas wosku, ale patrząc ze środka płomienia nie jesteśmy w stanie ocenić ile go jeszcze mamy do dyspozycji. Czasem jesteśmy skłonni uważać, że wosku jest bardzo dużo, może nieskończenie dużo, czujemy jakiś wielki żar, gdy tymczasem może to być już ostatni rozbłysk wydobywający się z resztek wosku rozlewającego się na blacie, na którym nas postawiono. Patrząc ze środku, nie bardzo nawet wiemy jakim płomieniem jesteśmy, wielkim czy już tylko nikłym, a patrząc na inne świece widzimy, że niektóre płomienie gasną „bez powodu”, od jakiegoś nagłego podmuchu.

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale