Jeszcze mały apendyks, przerywnik, odświeżacz i zabawka dla myśli: jeszcze cośkolwiek o nicości, o nicości można widać mówić w nieskończoność. Tekst dla dania głosu, dla zaznaczenia, że ja sam różnię się od nicości, choć na salonie mnie prawie nie ma - temat: nicość jako źródło. Do źródła woda nigdy nie wraca, bo źródło przestałoby być źródłem, stałoby się raczej szambem, a woda z niego wypływająca przestałaby być wodą źródlaną, stałaby się wodą niewiadomego pochodzenia. Źródło musi być poza naszym zasięgiem, aby mogło być źródłem.
Nicość z natury jest nigdzie, można ją więc umiejscowić gdzieś w okolicach myśli jakiegoś innego podmiotu, takiego którego mamy akurat pod ręką - aby daleko nie szukać, można przykładowo wziąć żonę, jako przykład podmiotu z pewnością innego i to pod każdym względem. Wiemy, że nie mamy do czyjeś myśli jakiegokolwiek dostępu, zanim ów ktoś swojej myśli nie eksternalizuje, czyli w jakiś sposób nie objawi. Wobec tego, że nie mamy żadnego dostępu do czegoś, nie możemy z całą pewnością nawet uznać, że owe coś istnieje. Jeżeli coś czego ewentualnie nie ma, jest w myśli, której bezpośrednio nigdy nie poznamy, to ta myśl, o której nie można nawet wiedzieć tyle, że jest, jest akurat odpowiednim miejscem dla nicości. Wiąże się to z intuicją, że my wszyscy musimy, chcemy czy nie, w jakiś sposób radzić sobie z tym czego na pewno nie ma (choć jest i to jest źródłem wszystkiego co się kiedyś stało - w czasie oczywiście). Ateista powie wręcz, że nicość jest jego przeznaczeniem i zbawieniem, gdy ateista umrze to nie będzie nic (uwaga na polskie podwójne przeczenie). Wiarą i nadzieją ateisty byłoby więc nic – nic zatem dziwnego, że ateizm to idea wyłącznie dla głupców, niezależnie od tego na jak wielkich mędrców staraliby się zgrywać. To tyle, może takie małe nic zmobilizuje mnie samego do dalszego pisania - nie dla czytelnika, dla siebie samego, aby odświeżyć znajomość alfabetu.
-----
Ceterum censeo Carthaginem delendam esse
vel
Naród, który zabija własne dzieci skazany jest na zagładę
--------
Wyjaśnienie do stopki.
Od początku mojej pisaniny używam tego łacińskiego cytatu z zamierzchłych dziejów naszej cywilizacji, później dodałem adekwatne tłumaczenie (czyj oryginał i tłumaczenie łatwo sprawdzić). Teraz dodam jeszcze swoje wyjaśnienie.
Skąd tutaj Kartagina? Otóż Kartagina była ostatnim dużym organizmem państwowym z tej strony Atlantyku, który duchowych podstaw swojego istnienia upatrywał w publicznym składaniu ofiar z dzieci (aborcji jeszcze nie wynaleziono). Rzym, zanim stał się na długi czas niepokonany, widział swoje "być albo nie być" w całkowitym zniszczeniu Kartaginy, aż do gołej ziemi posypanej solą. Tak też się stało - 90% Kartagińczyków zabito, reszta "uratowała się" jako towar na targu niewolników.
Jak Ci się zdaje drogi czytelniku: jesteś Rzymianinem, czy Kartagińczykiem? A może Twoje istnienie nie potrzebuje duchowych podstaw, zaś ofiara z dzieci w aborcji jest konieczna, aby się dobrze (z)bawić?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)