nieateista nieateista
1385
BLOG

Koszmar pomyłki ateisty

nieateista nieateista Religia Obserwuj temat Obserwuj notkę 60
Kiedyś zastanawiałem się nad tym, jaki film zrobiłby największe wrażenie na niewierzących, „sprzedałby” najskuteczniej wiarę w Boga, obrzydził ateizm. Na co powinno się położyć nacisk w takim filmie? Czy, jak to jest robione najczęściej, na wieczną szczęśliwość w raju: uśmiechnięte twarze, piękne widoki i obecność Jezusa u boku? Chyba nie. To są obrazy skierowane do już przekonanych, a wywołujące uśmiech na twarzach drugiej strony. Taki film mógłby się skupić właśnie na POMYŁCE ateisty – na jej przerażających konsekwencjach.

Cała akcja powinna przygotowywać widza – osobę wątpiącą, osobę pośrodku, a także ateistę – do emocjonalnego przeżycia końcowej sceny filmu. Oczywiście, dla większego efektu zakończenie powinno być zupełnym zaskoczeniem. 

Mamy okres wyjątkowej aktywności wojujących ateistów, karmiących nas i siebie ideologią walki o prawdę, o dobro, a przede wszystkich o godność człowieka; bycie ateistą staje się wręcz trendy – tak powiedziałby mój syn. Film może opowiadać o takim pasjonacie. To powinien być bardzo pozytywny bohater, niemal bez skazy. Naukowiec – biolog lub fizyk, który jest autorem bestsellerów – przekonuje z pasją, jak nikt inny, że życie skończone jest piękne, że do szczęścia nie trzeba wiary we wróżki. Widzimy sceny z licznych wykładów, wywiadów i późniejsze gratulacje, listy z podziękowaniami, uwielbienie słuchaczy i czytelników.
 
Obserwujemy rosnącą pasję bohatera i coraz większe przekonanie, że walka z zabobonami, z wiarą w „czajniczki na orbicie” ma wielki sens i staje się coraz bardziej pasjonująca dla bohatera, który nawraca na „drogę prawdy” tysiące ludzi. Także widza. W połowie filmu, a nawet do ostatnich pięciu minut, widz w pełni utożsamia się z bohaterem: nie tylko go podziwia, ale się z nim zgadza. Widz ateista mówi do siebie: No właśnie, tak trzymać, też taki będę, widz wątpiący przestaje wątpić: Teraz już jestem pewien, w jakim kierunku mam się udać.
 
 Obok jednak jest drugi bohater, postać raczej drugoplanowa, ale na końcu najważniejsza – małżonka naukowca: osoba głęboko wierząca, zupełnie inna od większości tzw. wierzących, których krytykuje główny bohater filmu, mąż. Obok tego spektakularnego sukcesu na polu zawodowym, w którym zwycięstwo goni zwycięstwo, w którym każdy oponent ponosi spektakularną porażkę (obserwujemy z napięciem wygraną debatę telewizyjną z uznanym teologiem), rozgrywa się rodzinny dramat dwojga ludzi. Żona wierzy w Boga, nie w krasnoludki, nie w bananowy księżyc. Wierzy szczerze i głęboko. Jej wiara przynosi wspaniałe owoce i kobieta walczy z taką samą pasją jak mąż, ale nie o zbawienie ludzkości, tylko o własne dzieci, o ich wiarę, a nawet o nawrócenie męża – z wielkiej do niego miłości. Tych dwoje ludzi wiąże wspaniałe i głębokie uczucie. Odnoszą się z ogromnym szacunkiem do dokonanych zupełnie odmiennych wyborów: żona szanuje męża, bo wie, jak bardzo ją kocha, bo wie, że wierzy w swój ateizm. Tak samo mąż szanuje swoją żonę, przede wszystkim kocha jej dobroć i oddanie dla rodziny.
 
Gdy koledzy naukowcy zaczepiają go, mówią trochę ironicznie: Na drogę prawdy każdego potrafisz nawrócić. A czy nawróciłeś tę najważniejszą osobę, swoją małżonkę? I gdy naśmiewają się z żony, z jej światopoglądu, on, kochający mąż, zaczyna jej bronić, wręcz broni jej wiary.
 
To jest film o miłości dwojga ludzi i o ich przekonaniu co do słuszności dokonanych wyborów. To jest melodramat. Obok miłości wzajemnej jest ukazana ich miłość do wspólnych dzieci. Na tym polu toczy się pojedynek. To główne, a właściwie jedyne źródło konfliktów między małżonkami. Podczas jednej z wielu takich konfliktowych sytuacji mąż wypowiada zdanie stanowiące ukłon w stronę kochanej małżonki: Jeżeli pokażesz mi choć jeden dowód na istnienie Boga, to ja pierwszy stanę po tej samej stronie, co ty stoisz. Nie miej co do tego żadnych wątpliwości. Żona bardzo ceni te słowa. Ale wie, że mąż mówi je tylko dlatego, aby jej nie zranić, bo bardzo ją kocha.
 
Po wielu bojach małżonka wydaje się trochę bezradna i trochę zbyt słaba, aby zwyciężyć w pojedynku o wiarę u swoich dzieci, a właściwie u najstarszego, już dorosłego syna. Ten właśnie skończył studia i ma za chwilę stanąć po raz pierwszy u boku swojego ojca do walki o prawdę dotyczącą człowieka – na wykładzie dla setek studentów. Gdy widz oczekuje ostatecznego zwycięstwa ojca w walce o najstarszego syna, gdy ten właśnie przerywa na chwilę wykład, by oddać głos synowi, nastaje… dzień Sądu Ostatecznego. 
 
 
Wszyscy otrzymują jednoznaczny dowód istnienia Boga. W tle pojawiają się sugestywne obrazy ukazujące marność wszystkiego, co ludzie uważali za swój wielki wspólny dorobek, za wielką wartość: rozwoju ludzkości, rozwoju myśli, dokonań sławnych ludzi, postępu i tak dalej. Oczywiście w tej chwili liczy się tylko jedno i widz także zdaje sobie z tego sprawę: każdy człowiek z osobna, tylko on, tylko to, czy jego imię jest zapisane w Zwoju Życia.
 
Ostatnie pięć minut melodramatu to scena pokazująca ostateczne rozstanie dwojga bohaterów: męża, który spełnia swoją obietnicę i wyznaje: Tak, miałaś rację, myliłem się. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, i który godzi się ze śmiercią – bo nie ma innego wyjścia, bo wie, że wąska brama nie jest dla niego i nic już tego nie zmieni. Ale jednocześnie odczuwa ogromny ból, straszliwie cierpi na myśl o tym, że dosłownie za chwilę rozstanie się ze swoją ukochaną żoną, ze swoimi dziećmi na całą wieczność, choć to nie było konieczne. Ale jest już za późno. Jednak w pewnej chwili „pęka”. Płacze jak małe dziecko. Zaczyna błagać o jeszcze jedną szansę. Lecz nie budzi współczucia, tylko politowanie. Każdy widz mówi sobie: ale był ślepy, jakim był fanatykiem. Jedyną, zupełnie nieoczekiwaną bohaterką filmu staje się małżonka, która z jednej strony jest szczęśliwa, bo wierzyła, bo wierzyła prawdziwie i tak mocno, że otrzymała najwspanialszą nagrodę nie tylko dla siebie, ale także dla swoich dzieci.
 
Otrzymuje zaproszenie od Boga do przekroczenia progu nieśmiertelności. Po chwili niepewności okazuje się, że zaproszenie jest skierowane także do jej najstarszego syna. Ale z drugiej strony widz czuje i widzi jej ból wynikający ze świadomości rozstania się z ukochanym mężem, na zawsze. Jednak w tym momencie nikt nie żałuje męża, ale właśnie skupiony jest na małżonce, nawet jej trochę współczuje. Ostateczne rozstanie, druga śmierć męża (w tym wyjątkowym przypadku – pierwsza) to ostatnia scena melodramatu.
 
 
 Koniec.
 
nieateista
O mnie nieateista

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (60)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo